Trupy wokół Brunona K. Giną osoby, które widziały jego rzekomy arsenał

PAP/Jacek Bednarczyk

Według ustaleń prokuratury jednym z kontrahentów Brunona K. był kolekcjoner militariów Adam K. z Gdańska, którego ciało razem ze zwłokami partnerki i rocznego dziecka znaleziono w marcu w Gdańsku. Zamordowana została w tajemniczych okolicznościach także teściowa Brunona K., u której niedoszły zamachowiec miał przechowywać nieodnaleziony dotąd arsenał.

Wokół sprawy Brunona K., który miał przygotowywać zamach na polski parlament, pojawia się coraz więcej tajemniczych tropów. W zagadkowych okolicznościach życie tracą osoby, mogące być świadkami, że mężczyzna kupował i przetrzymywał arsenał, który miał mu posłużyć do wysadzenia w powietrze Sejmu.

Najpierw na przełomie 2011-2012 została zamordowana teściowa Brunona K.; w kwietniu 2012 r. odkopano jej zwłoki w Czajowicach na obrzeżach Ojcowskiego Parku Narodowego. Podczas przeszukania jej domu ABW znalazła tylko jedną sztukę amunicji, choć to właśnie u denatki miał być przechowywany arsenał niedoszłego zamachowca. 

Teraz okazuje się, że jednym z kontrahentów Brunona K. był podejrzany o nielegalny handel bronią kolekcjoner militariów Adam K. z Gdańska. W marcu 2013 r. został on bestialsko zamordowany strzałem z broni z tłumikiem - wraz z konkubiną i 14-miesięcznym dzieckiem. O zbrodnię podejrzany jest Rosjanin Samir S.

Dane innych osób, które były świadkami działalności Brunona K., zostały zaś utajnione (informacje dotyczące osoby, która złożyła zawiadomienie do ABW, oraz pięciu świadków incognito objęte są częścią niejawną aktu oskarżenia). Większość z nich - według nieoficjalnych informacji - to funkcjonariusze ABW. Co ciekawe - jak podaje PAP - w 2011 r. ABW odbyła z Brunonem K.... "rozmowę ostrzegawczą". Potem - choć mężczyzna musiał wiedzieć, że jest pod kontrolą służb, dalej prowadził swoją "spiskową" aktywność. Wyglądała ona dość groteskowo. Według ustaleń prokuratury Brunon K. chciał stworzyć zakonspirowaną siatkę młodych ludzi, składającą się z 12 osób, a pieniądze na ich działalność zdobyć podczas napadu rabunkowego z bronią. K., stojąc na czele grupy, chciał wyposażyć konspiratorów w kuloodporne kamizelki i hełmy oraz... broń z okresu II wojny światowej. Opancerzony SKOT wypełniony saletronem miałby uderzyć w budynek Sejmu w czasie, gdy będą w nim najważniejsi politycy. 

Jak podaje prokuratura, dwóch studentów - uczestników tych "szkoleń" - mimo nachalności Brunona K. nie dało się namówić na realizację jego absurdalnego planu. Inny uczestnik zawiadomił ABW. Wkrótce potem na szkolenie zgłosiły się kolejne osoby - byli to funkcjonariusze ABW pod przykryciem. Warto dodać, że z aktu oskarżenia, skierowanego w ubiegłym tygodniu przez Prokuraturę Apelacyjną w Krakowie do sądu, wynika, iż jednym z głównych dowodów przeciwko Brunonowi K. pozostaje... korespondencja internetowa.

Brunonowi K. grozi kara do 15 lat więzienia. Proces rozpocznie się 27 stycznia.
Źródło: PAP,niezalezna.pl

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

Alfie Evans stał się symbolem. Ks. Prof. Witold Kawecki dla niezalezna.pl: Na przekór wszystkim chłopiec żyje

Alfie Evans i jego tata Tom / facebook.com/groups/alfiesarmy

Sprawa Alfiego Evansa wywołuje ogromne kontrowersje na całym świecie. Temat pojawia się w medialnych czołówkach i na portalach społecznościowych. W walkę o życie chłopca włączył sie osobiście papież Franciszek, apelując o możliwość przetransportowania go to watykańskiego szpitala. O przypadku Alfiego Evansa, który wywołał międzynarodową debatę o prawie do życia oraz prawie do godnej śmierci rozmawiamy z ks. prof. Witoldem Kaweckim, teologiem mediów i kultury. „Alfie Evans się przyczynkiem do zastanowienia, czy państwo ma prawo decydować w sytuacji, w której rodzice dziecka się na to nie zgadzają. To jest kolejny problem. Wiemy przecież doskonale, że rodzice chcą ratować Alfiego za wszelką cenę. Każda godzina, dzień życia tego syna jest dla nich ogromną wartością” - mówi portalowi niezalezna.pl w rozmowie z Piotrem Łuczukiem ks. prof. Witold Kawecki.

Przypadek Alfiego Evansa jest jednym z najczęściej komentowanych w ostatnich dniach tematów życia publicznego. Z całego świata napływają gesty wsparcia i zapewnienia, że chhłopiec przez cały czas ma potężne zaplecze modlitewne. Publicysta Marcin Jakimowicz w niezwykle wymowny sposób odniósł się do całej sprawy na Facebooku przywołując słowa Ewangelii wg św. Jana: „My mamy prawo, a według prawa powinien on umrzeć”. Podkreśla on, że słowa te wracają w ostatnich dniach jak bumerang. Dlaczego opinię publiczną tak bardzo poruszyła sprawa Alfiego Evansa?

Ks. prof. Witold Kawecki: Problem jest na pewno bardzo złożony. Nie wiadomo, dlaczego Anglicy nie zrobili klauzuli umożliwiającej rezygnację ze swojego prawa. Bo rzeczywiście mówimy tu o werdykcie sądowym. Można było pójść za wskazaniem papieża Franciszka i Włochów, którzy deklarowali, że są gotowi przyjąć chłopca i sprawa byłaby rozwiązana. Nie wiem, dlaczego się na to nie zgodzili. To by nie załamało brytyjskiego prawa, ani systemu, a byłoby przed światem jakimś rozwiązaniem na pewno humanitarnym.

Trudno jest mi to komentować i zrozumieć, bo jest to oczywiście jakiś przepis prawa, z drugiej strony dziecko skazane jest na śmierć przez to prawo właśnie. Być może od strony medycznej ma ono niewielkie szanse na przeżycie, chociaż przecież Pan Bóg czyni cuda różnego rodzaju i to, że ten chłopiec żyje jest piękne, jest jakąś nadzieją i trzeba do końca to życie ratować. Natomiast patrząc na to z medycznego, czy bioetycznego punktu widzenia, mamy tutaj wokół dwie tendencje: z jednej strony prawo do życia, z drugiej prawo do godnej śmierci. Pewnie też prawo brytyjskie w tym kierunku idzie, a sądy brytyjskie opierają się na tym, że tutaj chodziłoby już o rodzaj uporczywej terapii, czyli de facto pozbawienia człowieka prawa do godnej śmierci. Zgodnie z tymi wytycznymi, w uporczywej terapii nie zależy nikogo zbyt długo trzymać. W pewnym momencie odłączamy aparaturę, bo ten człowiek, ten pacjent, nie tylko ten chłopiec - nie ma już szans na przeżycie... Gdzie jest ta granica? Tu przede wszystkim chodzi właśnie o tę granicę. Kto to zawyrokuje. Gdzie jest granica prawa do życia i prawa do śmierci. Czy w przypadku Alfiego Evansa jest to już uporczywa terapia, czy już naprawdę nie ma on szans, żeby żyć? To już jest pytanie do lekarzy.

Z drugiej strony należy jednak podkreślić ten gest papieża Franciszka i Włochów i zainteresowanie całego świata. Te wszystkie protesty i gesty wsparcia, które obserwujemy. Widać, że ludzie się nie godzą na takie rozwiązania. Boją się, że to może być przyczynek do szeregu różnych nadużyć. Boją się tego, żeby de facto prawo regulowało jakby skazanie człowieka na śmierć.

Mam wrażenie, że w przypadku Alfiego Evansa ludzie oczekują jeśli nie cudu, to jego naturalnej śmierci, a nie decyzji sądu czy regulacji prawnych, które miałyby o tym zadecydować.

Sprawa Alfiego Evansa wywołuje kontrowersje na całym świecie. Okazuje się, że odłączenie chłopca od respiratora ma być „ludzkie” i „leży w interesie dziecka”, podczas gdy lot do Watykanu i przeniesienie dziecka do tamtejszego szpitala... przedstawiany jest jako coś, co miałoby zagrażać jego życiu. Czy w tym przypadku może chodzić właśnie o zaangażowanie Kościoła i kwestie wyznaniowe? Czy powodem takiego oporu w tej sprawie ze strony brytyjskiego sądu i szpitala może być fakt, że to właśnie watykański szpital zaproponował chłopcu azyl, a w jego sprawie apeluje osobiście papież Franciszek?

Wydaje się pewnym cynizmem, że chłopca skazuje się na śmierć, a jednocześnie mówi się, że lot jest niebezpieczny, bo pacjent mógłby go nie przeżyć. Przecież on i tak został niejako skazany na śmierć. Tu jest pewna obłuda, którą widzę. Ten lot do Rzymu i przyjęcie w watykańskim szpitalu nie warunkuje oczywiście, że ten chłopiec wyzdrowieje. Jest to jednak próba, jest to usiłowanie pomocy. Jest to działanie być może bardziej symboliczne przed światem, medialne - oczywiście, ale ta medialność jest tutaj ważna. To jest ważne, jak podchodzimy do życia. Życie jest największą świętością, dlatego ten gest papieża, dlatego ten gest Włochów, to jest praktycznie pokazanie światu, że będziemy walczyć o każde ludzkie życie do końca, żeby nie było żadnych wątpliwości, że życie jest najważniejsze, że nie może się ono sprowadzać jedynie do decyzji takiego czy innego sędziego, sądu, czy trybunału. Jest to bardzo skomplikowana sytuacja, bo myślę, że sądy będą się bronić właśnie tym, że istnieje prawo do godnej śmierci. Medialnie słyszymy przecież narrację zgodnie z którą, rzekomo lepsze dla tego chłopca miało być odłączenie od aparatury podtrzymującej. Widzę tu całą argumentację sytuacji dystanazji, to bioetyczny termin zakładający, że trzeba pacjentowi pozwolić na godną śmierć, jeśli nie ma on szans na przeżycie. Nie przeciągać w nieskończoność jego podtrzymywania przy życiu, czy terapii, która będzie uporczywa, będzie bólem dla niego. Należy podkreślić, że człowiek ma prawo do życia i do godnej śmierci. Do jednego i do drugiego, czyli nie eutanazja, nie dystanazja tylko ortotanazja - to jest z punktu widzenia bioetycznego takie wypośrodkowanie w tej sytuacji. Z drugiej strony, sądy będą się pewnie upierać, że Alfie Evans nie ma szans, że i tak umrze. Być może tak jest, ale przypadek tego chłopca stał się medialno-symbolicznym przykładem traktowania pewnych zagadnień od strony legislacyjnej. Stał się przyczynkiem do zastanowienia, czy państwo ma prawo decydować w sytuacji, w której rodzice dziecka się na to nie zgadzają. To jest kolejny problem. Wiemy przecież doskonale, że rodzice chcą ratować Alfiego za wszelką cenę. Każda godzina, dzień życia tego syna jest dla nich ogromną wartością. Widać, jak to przeżywają. To właśnie po interwencji rodziców papież Franciszek zabrał publicznie głos w tej sprawie. Czy zatem pozwolić, żeby państwo nawet ustami sędziów i trybunału decydowało o życiu i śmierci. Czy państwo ma decydować o tym, czy zabrać dziecko rodzicom, jak choćby w przypadkach niemieckich Jugendamtów?

Wracając jednak do sprawy Alfiego Evansa, można powiedzieć, że na przekór wszystkim chłopiec żyje i to jest chyba dla wielu osób wielki problem. Gdy okazało się, że pomimo odłączenia od aparatury on nadal żyje, nagle przestano ufać i wierzyć, że był on naprawdę skazany na przegraną. Poruszamy tu niezwykle istotny problem moralny: czy decyzja o odłączeniu od aparatury była słuszna, skoro dziecko żyje?

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl