Dziennikarz śledczy Leszek Kraskowski, znany z ujawniania niewygodnych dla Romana Giertycha (KO) informacji, m.in. o sprawie Polnordu, został aresztowany na początku tygodnia na trzy miesiące. Z komunikatów prokuratury wynika, że postawiono mu zarzuty związane z formułowaniem gróźb karalnych oraz nielegalnego posiadania pistoletu gazowego oraz amunicji bez zezwolenia. Od kilku dni dziennikarz nie ma możliwości skontaktowania się z obrońcą.
Miało do tego dojść w piątek rano w warszawskim areszcie na Białołęce. Jednak - mec. Łukasz Pawelski, choć był obecny na miejscu od godziny 7:20, widział się ze swoim klientem dopiero w godzinach popołudniowych.
"Leszek jest pogryziony przez pluskwy"
Adwokat aresztowanego dziennikarza ujawnił szokujące szczegóły dot. samego zatrzymania. Jak relacjonował w rozmowie z TV Republika mec. Pawelski, jego klient do tej pory nie miał nawet pewności, czy informacja o jego zatrzymaniu dotarła na zewnątrz.
Leszek bardzo ucieszył się, że udało mi się dzisiaj z nim skontaktować. Do tej pory nie wiedział, czy tak naprawdę informacja o jego zatrzymaniu w ogóle gdzieś trafiła
– mówił mecenas Pawelski.
Według relacji obrońcy, warunki, w jakich przebywa Kraskowski, są skandaliczne. Jak podkreślał, jego klient został zatrzymany w krótkich spodenkach i lekkiej koszulce, a mimo niesprzyjającej pogody był wyprowadzany na spacer bez odpowiedniego ubrania. – Jeśli miałbym oceniać jego stan fizyczny - jest pogryziony przez pluskwy. Żyjemy w XXI wieku, a w takich warunkach jest Leszek trzymany – podkreślił pełnomocnik.
Dodał również, że dopiero po jego interwencji Kraskowski otrzymał spodnie, natomiast skarpetki miał dostać od... jednego ze współosadzonych.
– Dzięki temu, że udało mi się wywalczyć wejście do Leszka, dostał spodnie. Skarpetki również dzisiaj któryś ze współwięźniów mu podarował – powiedział.
Mec. Pawelski zaznaczył, że relacja jego klienta dotycząca okoliczności zatrzymania znacząco różni się od komunikatów przedstawianych dotychczas przez prokuraturę. Według przedstawionej przez niego relacji, Kraskowski miał nie wiedzieć, że śledzące go osoby są funkcjonariuszami policji po cywilnemu, ponieważ – jak twierdzi obrona – nie używali oni sygnałów świetlnych ani dźwiękowych i nie przedstawili się jako policjanci.
Leszek odebrał ich po prostu jako bandytów, osoby, które chcą mu zrobić krzywdę. Uciekał i uciekał na komendę, a nie w jakieś miejsce odosobnienia. Tak naprawdę cud boży sprawił, że nie doszło do nieszczęścia związanego z wyrządzeniem krzywdy Leszkowi albo osobie postronnej
– mówił mecenas.
Będzie zażalenie. "Padł ofiarą zmowy systemowej"
Adwokat odniósł się również do kwestii broni, którą jego klient miał przy sobie.
On pokazał tę broń, licząc na to, że się obroni albo zniechęci osoby, które za nim jeżdżą. Gdy zobaczył funkcjonariusza w kamizelce z napisem „Policja”, ucieszył się, że wreszcie jest bezpieczny
– mówił Pawelski.
Według pełnomocnika - jego klient od samego początku zatrzymania domagał się kontaktu ze swoim obrońcą.
Leszek od samego początku zaznaczał, że życzy sobie kontaktu ze mną. To znajduje się w protokole zatrzymania. Gdybym dzisiaj nie wywalczył dostępu do mojego klienta, nadal byłby przekonany, że nikt o tej sprawie nie wie.
– relacjonował.
Prawnik poinformował także, że zamierza złożyć zażalenie na zastosowanie tymczasowego aresztowania i podjąć dalsze działania prawne. "Usłyszałem od Leszka, że był nakłaniany do złożenia konkretnych wyjaśnień i przyznania się do winy. To jest skandal absolutny" – powiedział.
Ta sprawa jest wstrząsająca i bulwersująca już nawet nie tylko z punktu widzenia prawniczego, ale również po prostu czysto ludzkiego
– dodał.
Na zakończenie rozmowy - pojawiła się jeszcze jedna informacja, którą pełnomocnik uznał za kluczową.
– Leszek miał składać zeznania w delegaturze CBA w Warszawie przy ulicy Krzywickiego 11 czerwca o godzinie 11. Został zatrzymany przed tym. To również jest bardzo istotna okoliczność w tej sprawie – powiedział mec. Pawelski.