Jak pamiętamy - związkowcy, którzy demonstrowali w ubiegłym tygodniu w Warszawie, przynieśli przed Kancelarię Premiera pomnik Donalda Tuska. Lider PO przedstawiony jest na nim w pozie Włodzimierza Lenina, z peruwiańską czapką na głowie i futbolową piłką pod pachą.
Okazało się, że demonstranci, których nikt z koalicji nie chciał wysłuchać, trafili w dziesiątkę. Bo w czasie ich wielotysięcznych protestów posłowie PO jak gdyby nigdy nic "haratali w gałę".
- Powiem wprost: takie zachowanie władzy nie jest dla mnie zaskakujące. To, że doszło do naszego protestu, wynika właśnie z lekceważenia przez nią społeczeństwa. Jesteśmy jego istotną częścią, dlatego protestowaliśmy. A że posłowie PO poszli grać w piłkę? Nieprzypadkowo na pomniku, który mieliśmy na manifestacji, premier Tusk był z piłką pod pachą - mówi nam rzecznik NSZZ "Solidarność" Marek Lewandowski.
PiS, który wspierał postulaty "Solidarności", zbojkotował mecz. W składzie, zdominowanym przez PO (choć na boisku pojawili się też reprezentanci PSL, SLD i Ruchu Palikota), byli m.in. Andrzej Biernat, Ireneusz Raś, Andrzej Halicki, Roman Kosecki i Cezary Kucharski. Ten ostatni powinien wyjątkowo się wstydzić. Jak niedawno doniosły media - w mieście rodzinnym Kucharskiego, Łukowie, po 32 latach zwolniono zasłużoną pracowniczkę lokalnego domu kultury. Zastąpiła ją Olimpia Kucharską, żona stryjecznego brata posła. Kucharski jednak najwyraźniej się nie przejął taką drobnostką, bo nie odbierał w tej sprawie telefonów od dziennikarzy i pojechał grać w piłkę.
Mecz zakończył się wynikiem 5:1 dla Polski (a raczej PO-lski), co nie dziwi - biorąc pod uwagę fakt, że w polskiej drużynie grali dwaj byli zawodowi piłkarze (Kosecki i Kucharski). Bardziej dziwi ostentacyjna pogarda, z jaką posłowie koalicji potraktowali jeden z największych protestów społecznych ostatnich lat.