Polscy kibice rozwinęli na swojej trybunie transparent nawiązujący do czasu kampanii wrześniowej 1939 r. i przyjęcia wówczas przez Rumunię polskiego rządu. Legioniści wyrazili nadzieję na pilną powtórkę.
Donald Tusk musi z pewnością być wściekły. Czy już wkrótce rozpocznie się nowa fala ataków na "pseudokibiców"?
Zadowolona za to może być Legia i jej fani. Dzięki korzystnemu wynikowi legioniści stoją przed wielką szansą awansu do Ligi Mistrzów.
Pierwsza połowa stała co prawda pod znakiem dominacji gospodarzy. Już w 11. minucie sam przed Dusanem Kuciakiem znalazł się Włoch Federico Piovaccari, ale lepszy okazał się bramkarz Legii. Przed przerwą Słowak jeszcze kilka razy ratował swój zespół, m.in. w 33. minucie, gdy nie dał się pokonać Cristianowi Tanase. Kilkadziesiąt sekund później był jednak bezradny po akcji Rumunów - Piovaccari znalazł się sam przed Kuciakiem i umiejętnie go przelobował.
Pierwszą groźną akcję legioniści przeprowadzili w 45. minucie, ale po uderzeniu głową Jakuba Wawrzyniaka skuteczną interwencją popisał się bramkarz Ciprian Tatarusanu.
Do przerwy podopieczni Urbana zanotowali więc taki sam rezultat jak w wyjazdowych meczach w poprzednich rundach - z walijskim The New Saints FC i norweskim Molde FK. W tamtych spotkaniach mistrzowie Polski lepiej i skuteczniej grali w drugiej połowie. W Bukareszcie historia się powtórzyła.
Już w 53. minucie Legia wyrównała po szybkiej akcji Miroslava Radovica i trafieniu Jakuba Koseckiego. Wkrótce potem 23-letni skrzydłowy znów zdobył gola, ale był na pozycji spalonej i sędzia nie uznał bramki. Najlepszy zespół Rumunii minionego sezonu próbował swoich szans m.in. w licznych dośrodkowaniach z rzutów rożnych, ale obrońcy Legii bez większych kłopotów wygrywali pojedynki w powietrzu. Steaua stworzyła jeszcze kilka sytuacji w końcówce spotkania, jednak brakowało jej skuteczności albo pewnie interweniował Kuciak.
Spotkanie w Warszawie we wtorek.