Poprzedni szef departamentu ds. Służby Celnej Grzegorz S. usłyszał zarzut z art. 231 par. 1 kodeksu karnego. Artykuł ten głosi, że „funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech”. Nieoficjalnie wiadomo, że sprawa dotyczy nadzoru nad automatami do gry, tzw. jednorękimi bandytami. Jak ustaliła "Gazeta Polska Codziennie", mimo zarzutu Grzegorz S. nadal pracuje w Ministerstwie Finansów. Przedstawiciel resortu poinformował „Codzienną”, że do dyrektora generalnego Ministerstwa Finansów został skierowany wniosek szefa Służby Celnej, wiceministra Jacka Kapicy, o przeniesienie Grzegorza S. z dniem 24 grudnia 2012 r. na stanowisko radcy ministra.
Następca S. Piotr Daniel zajął stanowisko po wygraniu konkursu. Wcześniej był dyrektorem Izby Celnej w Przemyślu. W środowisku celników uchodzi za człowieka Kapicy. W 2012 r. było o nim głośno – został jednym z rekordzistów, jeśli chodzi o wysokość przyznawanej co roku przez ministerstwo nagrody. Danielowi przekazano 40 tys. zł z pieniędzy podatników za szczególne osiągnięcia w roku 2011.
Tymczasem podwładni Daniela nie są o nim dobrego zdania. – Przez ponad dwa lata nie zrobił nic, żeby ukrócić korupcję w Korczowej. Ponadto tolerował funkcjonariuszy z prawomocnymi wyrokami za np. jazdę po pijanemu – ocenia byłego szefa celnik Artur Kaczor. Dodaje, że podstawową zasadą Daniela w pracy była propaganda sukcesu. – W lokalnych mediach non stop wypowiadał się na temat bezpardonowej walki z korupcją – mówi. – Mnie samego zwolnił z pracy, ponieważ informowałem go o nieprawidłowościach. Jako oficjalny powód podał to, że nie reprezentuję godnie służby celnej – opowiada.
Więcej w "Gazecie Polskiej Codziennie"