Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Rządowi eksperci uciekają od tematu trotylu na tupolewie

Odnosząc się do najpopularniejszych teorii związanych z przyczynami katastrofy smoleńskiej Maciej Lasek mówił o wybuchach w tupolewie. Zapewniał, że „nie stwierdzono żadnych nadpaleń na szczątkach samolotu” i przekonywał, że „rozrzut szczątków nie ws

Autor:

Odnosząc się do najpopularniejszych teorii związanych z przyczynami katastrofy smoleńskiej Maciej Lasek mówił o wybuchach w tupolewie. Zapewniał, że „nie stwierdzono żadnych nadpaleń na szczątkach samolotu” i przekonywał, że „rozrzut szczątków nie wskazuje na wybuch”. Maciej Lasek oświadczył też, że biegli nie stwierdzili żadnych śladów materiałów wybuchowych, ani środków radioaktywnych. Tymczasem jeszcze w kwietniu śledczy przyznali, że urządzenia wykorzystywane przez biegłych w Smoleńsku wykazały obecność różnych substancji wybuchowych: trotylu, oktogenu, heksogenu.

Podczas konferencji Maciej Lasek przekonywał, że nie doszło do wybuchu na pokładzie tupolewa, ale nie skonfrontował swojej tezy z argumentami ekspertów zespołu Antoniego Macierewicza.

- Każdy wybuch zostawia ślady (...) Eksperci na miejscu zdarzenia, tuż po katastrofie, przez pierwsze dni pracowali na miejscu zdarzenia: nie stwierdzono charakterystycznych nadtopień i podpaleń konstrukcji. To nie jest wiedza trudna do zdobycia: jaka temperatura wiąże się z takimi wybuchami. Takich uszkodzeń nie stwierdzono. Dodatkowo rozrzut szczątków samolotu, był typowy dla zderzenia samolotu z ziemią. W przypadku wybuchu rozrzut byłby co najmniej stożkowy – przyznał Lasek.

Szef rządowego zespołu ekspertów bardzo lakonicznie odniósł się jednak do wykrycia śladów trotylu na wraku samolotu (ten fakt potwierdzili nawet wojskowi prokuratorzy, choć później próbowali się z tego wycofywać) i poprzestał na powtarzaniu znanych już teorii o „cząstkach wysokoenergetycznych”. Szczególnie kuriozalnie zabrzmiała odpowiedź członka zespołu Laska na pytanie jednego z dziennikarzy o miejsce zamontowania czujnika ciśnienia i ewentualność, że gdyby był w luku bagażowym, to mógłby nie zarejestrować wybuchu. Ekspert nie wiedział gdzie taki czujnik się znajduje.

Maciej Lasek za wszelką cenę starał się także przekonać opinię publiczną, że wybuchowi zaprzeczają dane z rejestratorów parametrów lotu oraz głosów w kabinie oraz analizy analizy Wojskowego Ośrodka Chemii i Radiometrii, które „nie wykazały żadnych śladów substancji, które pozostałyby po wybuchu”.

W kontekście tej wypowiedzi szefa rządowych ekspertów badających katastrofę smoleńską warto jeszcze raz przypomnieć oświadczenie Naczelnej Prokuratury Wojskowej, która co prawda uparcie twierdzi, że nawet wskazanie przez urządzenie obecności trotylu nie oznacza… obecności trotylu, jednak nie zaprzecza już, że urządzenia pomiarowe nic nie wykryły.

- Wojskowa Prokuratura Okręgowa informuje, iż: urządzenia używane przez biegłych i specjalistów z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego i Centralnego Biura Śledczego do badań przesiewowych, pokazały na ekranach napisy sygnalizujące obecność związków chemicznych mogących stanowić materiały wysokoenergetyczne, w tym materiały wybuchowe takie jak trotyl (TNT), związki nitrowe, oktogen (HMX) oraz heksogen (RDX) - czytamy w oświadczeniu NPW.

Autor:

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej