Nie powinno dziwić, że intencje Komorowskiego zostały natychmiast trafnie odczytane przez rosyjskie media i całkowicie błędnie zrozumiane przez rodzimych komentatorów. Oficjalna tuba Kremla „Głos Rosji” podkreśliła, że Komorowski proponując „zbudowanie w kraju własnego systemu obrony przeciwrakietowej”, jednocześnie „uznał za błąd udzielenie przez Polskę zgody na budowę europejskiego systemu obrony przeciwrakietowej z rozmieszczeniem na jej terytorium 10 rakiet przeciwlotniczych”.
To podkreślenie wydaje się najważniejsze w ocenie projektu i potwierdza, że jest on w istocie wymierzony w plany amerykańskiej tarczy. Późniejsze sprostowania gen. Stanisława Kozieja przypominają tłumaczenie „z polskiego na nasze” i mają raczej zaciemnić przekaz wypowiedzi, niż służą jej wyjaśnieniu.
Ekipa Tuska zniechęca Obamę
W słowach Komorowskiego: „Naszym błędem było to, że przyjmując amerykańską ofertę tarczy, nie wzięliśmy w wystarczającym stopniu pod uwagę ryzyka politycznego związanego ze zmianą prezydenta. Zapłaciliśmy za to dużą polityczną cenę. Nie należy tego błędu powtarzać” zawarta jest również fałszywa teza, jakoby rezygnacja z rozmieszczenia w Polsce elementów tarczy była wyłącznie efektem zmiany polityki administracji amerykańskiej, nie zaś wynikała z wyboru dokonanego przez ekipę Tuska, której członkiem był ówczesny marszałek sejmu.
Warto zatem przypomnieć, że decyzję Obamy z 17 września 2009 r. poprzedziła wielomiesięczna kampania, podczas której grupa rządząca usilnie starała się zniechęcić Amerykanów do pomysłu rozmieszczenia na naszym terytorium elementów tarczy antyrakietowej.
Temat ten był przedmiotem rozmów prowadzonych przez Tuska na Kremlu w lutym 2008 r. Od tego momentu nastąpiło wyraźne wyhamowanie negocjacji, mnożenie przeszkód (kwestia gwarancji) oraz poszukiwanie pretekstu do przedłużania rozmów. Gdy dwa tygodnie później nowy premier udawał się z wizytą do USA na rozmowy z administracją Busha, „Gazeta Wyborcza” w publikacji z 22 lutego mogła już obwieścić „Tusk wstrzymuje tarczę” i poinformować, że „sprawa utknęła w martwym punkcie”. W tym samym czasie Kreml nasilił kampanię propagandową przeciwko instalacji amerykańskiej i rozpoczął straszenie „odwetem”. Zasadność sprzeciwu Rosji może ocenić każdy, kto ma nawet mgliste pojęcie o budowie instalacji tzw. tarczy antyrakietowej. Całość ma bowiem charakter defensywny, składa się z kilku silosów i zajmuje powierzchnię boiska piłkarskiego. Nie stanowi zagrożenia dla nikogo, kto nie jest agresorem. W Polsce planowano budowę stanowiska rakiet przechwytujących, które miałoby służyć do obrony przed rakietami balistycznymi dalekiego i średniego zasięgu. Pociski przechwytujące wystrzeliwane z takiego stanowiska korzystają z energii kinetycznej i nie zawierają ładunków wybuchowych. Zestrzelenie wrogiej rakiety następuje w przestrzeni kosmicznej i nie stanowi zagrożenia dla terytorium kraju, nad którym akcja ma miejsce. Stosowana przez Rosjan retoryka i mówienie o „wycelowaniu tarczy antyrakietowej w Rosję” ma podstawy tylko wówczas, gdyby Kreml chciał wystąpić w roli agresora.
Prowokacja, czyli Komorowski żali się na wysoką cenę
Kilka miesięcy po wizycie Tuska w Moskwie mieliśmy natomiast do czynienia z klasyczną prowokacją. Tuż przed zakończeniem polsko-amerykańskich negocjacji, w gazecie „Dziennik” ujawniono treść tajnej rozmowy prezydenta Lecha Kaczyńskiego z szefem MSZ Radosławem Sikorskim. Przeciek do prasy pozwolił Sikorskiemu odegrać rolę „ofiary” i został przez Tuska wykorzystany jako przeszkoda w dalszych negocjacjach z amerykańskimi partnerami. Z tajnych depesz dyplomatycznych ujawnionych przez WikiLeaks wynika, że w czerwcu 2008 r., dwa miesiące przed napaścią Rosji na Gruzję, grupa rządząca była gotowa doprowadzić do zerwania rozmów z Amerykanami bez wcześniejszego uzgodnienia sprawy z prezydentem. Fiasku negocjacji zapobiegła wówczas wizyta szefowej Kancelarii Prezydenta Anny Fotygi w Waszyngtonie i jej rozmowy z czołowymi politykami USA. Misja Fotygi wywołała histeryczne reakcje przedstawicieli rządu Tuska, oskarżających Lecha Kaczyńskiego o prowadzenie własnych negocjacji z USA z intencją „przejęcia sukcesu rządu”.
O ówczesnym stanowisku Komorowskiego mogliśmy się dowiedzieć z jednej z depesz ujawnionych przez WikiLeaks. Ambasador Victor Ashe 7 maja 2009 r. zanotował treść rozmowy, jaką kilku czołowych polityków PO przeprowadziło z delegacją Kongresu amerykańskiego. Ashe relacjonował: „Marszałek Komorowski i Nowak [Sławomir] zgodnie wskazywali na to, że zgadzając się na lokalizację tarczy antyrakietowej, Polska zapłaciła »wysoką cenę« – szczególnie w relacjach z innymi członkami UE i Rosją. Komorowski wyraził obawę, że po dwunastu latach poprawy relacji Polska ponownie staje się rosyjskim celem – wysocy rangą rosyjscy politycy grozili wymierzeniem w Polskę głowic nuklearnych, podgrzewane są antypolskie nastroje wśród Rosjan i podejmowane działania przeciwko polskim interesom na Ukrainie”.
Jeśli dziś Komorowski ponownie mówi o płaceniu „wysokiej ceny”, ma z pewnością na myśli polityczne priorytety grupy rządzącej, czyli stosunki z putinowską Rosją, a negatywna ocena „amerykańskiej oferty” oznacza de facto rezygnację z projektu amerykańskiego na rzecz bliżej nieokreślonego „polskiego wkładu” w system NATO. W wywiadzie dla „Wprost” Komorowski przyznał: „Co się tyczy samej tarczy, to Polska konsekwentnie stawia na budowę systemu NATO obejmującego także potencjalne zagrożenia w naszym regionie. Przewiduję ponadto, że będziemy mogli do tego systemu wnieść nasz polski wkład. Ta polska część tarczy NATO będzie zdolna do obrony naszego kraju i naszej przestrzeni powietrznej”.
Bajka o systemie NATO, czyli jak PO realizuje koncepcję Merkel
Zapewne niewiele osób pamięta, że największym orędownikiem takiego projektu była Angela Merkel, która przed przyjazdem do Polski w roku 2007 namawiała nas do „budowania tarczy antyrakietowej w ramach NATO” i zabiegała o „otwartą dyskusję z Rosją”.
Nie informowano wówczas, że w NATO dopiero trwały prace koncepcyjne nad architekturą takiego systemu i niewiele wskazywało, by weszły w fazę realizacji. Amerykanie od dawna twierdzili, że nie ma żadnej sprzeczności między rozwojem ich systemu MD (tarcza) a budową obrony przeciwrakietowej NATO. Oba systemy mogą w przyszłości z sobą współpracować, pod warunkiem że państwa europejskie w ogóle przystąpią do sfinalizowania pomysłu, co dziś choćby ze względu na sytuację ekonomiczną wydaje się mało prawdopodobne. Niemieckie starania, by Polska „zaczekała” na NATO, korelowały wówczas z głosem rosyjskich generałów, straszących nas atakami nuklearnymi za przyjęcie amerykańskiej oferty. Co ciekawe, projekt NATO nie wywoływał wtedy tak histerycznych reakcji Moskwy.
Można uznać, że rozwinięcia koncepcji Merkel dokonał stały przedstawiciel Rosji przy NATO Dmitrij Rogozin, gdy w czerwcu 2011 r. odwiedził Polskę. Rogozin przyjechał wówczas do Warszawy na spotkanie z szefem MSZ Radosławem Sikorskim i szefem BBN gen. Stanisławem Koziejem, by przekazać im stanowisko Rosji w sprawie systemu obrony przeciwrakietowej. Podczas konferencji prasowej Rogozin zaproponował wariant stworzenia wspólnego systemu wraz z Rosją, a jeśli takie rozwiązanie zostanie odrzucone, budowę przez NATO własnego systemu przeciwrakietowego. „Sojusz Północnoatlantycki będzie bronił sam siebie, ale pod jednym warunkiem – nie będzie wchodził na teren Federacji Rosyjskiej, by ten sektor rażenia (...) nie sięgał naszego kraju, bo tego nie potrzebujemy i nie życzymy sobie takich przymusowych usług” – oznajmił Rogozin.
Romney zamknie reset z Rosją
Nietrudno zrozumieć, że rosyjska strategia polega przede wszystkim na utrąceniu projektu amerykańskiej tarczy i ma na celu ograniczenie obecności USA w Europie. Projekt NATO, będący dopiero w pierwszej fazie realizacji, jest traktowany jako możliwa do przyjęcia alternatywa, szczególnie gdy o jego finansowaniu będą decydowali „zaprzyjaźnieni” z Putinem przywódcy europejscy, a nie Kongres USA.
Perspektywa listopadowych wyborów i wizja odejścia najgorszego w historii prezydenta Ameryki wymaga od kremlowskich strategów podjęcia działań wyprzedzających.
Kandydat prezydencki Republikanów Mitt Romney nie ukrywa, że jeśli wygra wybory, to fatalny „reset” w stosunkach z Kremlem dobiegnie końca. Wielu Republikanów wprost nawołuje do zaostrzenia kursu wobec Putina i ukrócenia dyktatu Kremla w sprawie tarczy antyrakietowej.
Wydaje się, że niespodziewana deklaracja Komorowskiego oraz słowa o „ryzyku politycznym związanym ze zmianą prezydenta w USA” i „nie powtarzaniu błędu” mają bardziej związek z perspektywą zmiany administracji amerykańskiej, niż dotyczą oceny działań z lat 2008–2009. Zapowiedź budowy własnego systemu obrony przeciwrakietowej – aczkolwiek nierealna finansowo – jest ważną deklaracją polityczną i może być sygnałem, że również III RP „nie życzy sobie usług” ze strony nowej administracji. Komorowski mówi wyraźnie o „polskiej części tarczy NATO”, nawiązując do elementów systemu, które według planów mają być rozmieszczone dopiero w roku 2018. Plany te zostały opracowane przez administrację Obamy, lecz obejmują okres dwóch lat po jego odejściu – zakładając, że zostałby wybrany na drugą kadencję. Nie ma wątpliwości, że jeśli prezydentem zostanie Romney, ten kalendarz ulegnie zmianie, a Republikanie będą dążyli do wcześniejszej instalacji systemu antyrakietowego.
USA mają ustąpić Putinowi
Wypowiedź Komorowskiego sygnalizuje, że Polska nie ma zamiaru przyjmować amerykańskich propozycji i będzie stawiać na własne rozwiązania i udział w systemie NATO.
Kilka dni po udzieleniu wywiadu dla „Wprost” Komorowski we właściwym sobie stylu sprecyzował: „To, co dzisiaj zostało przez prasę nazwane polską tarczą, to jest oczywiście realizacja wspólnej strategii ogólnonatowskiej, o którą, nie ukrywam, zabiegałem. Aby nie była tylko wyłącznie aktualna idea amerykańskiej tarczy antyrakietowej, która przecież polskiej przestrzeni nie miała chronić, bo dla nas zagrożenia rakietami balistycznymi nie są dziś najważniejsze, i to z kierunku środkowej Azji”.
Niewykluczone, że za deklaracją lokatora Belwederu kryje się plan uczynienia z naszego kraju swoistego poligonu w zakresie przyszłych relacji NATO–Rosja. Putin od dawna proponował budowę wspólnego systemu obrony i udział w finansowaniu projektu. Na ostatnim szczycie państw G20 w Meksyku prezydent Rosji oświadczył, że jego kraj „dopuszcza tylko wspólne prace nad tarczą antyrakietową” i zapowiedział, że „sytuacja może zmienić się radykalnie tylko wówczas, gdy Stany Zjednoczone zgodzą się z naszą propozycją, według której Rosja, Europa i USA powinny być równoprawnymi partnerami w tym procesie”. Słabość państw NATO oraz przychylna wobec Putina postawa przywódców europejskich mogą zdecydować o przyjęciu oferty Kremla i dopuszczeniu rosyjskich firm zbrojeniowych do prac nad „polską częścią tarczy”. Wydaje się to realne, jeśli jak dotychczas wspólny front Moskwy, Berlina i Paryża będzie dążył do ograniczenia obecności USA w Europie.
Gdyby taki scenariusz był rozważany, z pozoru bezsensowna wypowiedź Komorowskiego nabiera szczególnie groźnego znaczenia.
