1 sierpnia 2012 r. Bronisław Komorowski, Donald Tusk i Hanna Gronkiewicz-Waltz nie pojechali przed sowiecki pomnik w Ossowie ani nie odsłonili wyremontowanego za 2 mln zł pomnika czterech śpiących, lecz postanowili czcić pamięć warszawskich powstańców. Zostali wygwizdani, co naruszyło patriotyczne uczucia prorządowych dziennikarzy (tych, których patriotyzm jest na co dzień odwrotnie proporcjonalny do gwiazdorskich zarobków).
Buczenie na cmentarzu robi wrażenie nieprzyjemne. Dużo nieprzyjemniej byłoby jednak, gdyby ludzie, którzy po Smoleńsku zdradzili Polskę i działają przeciw jej niepodległości w interesie obcego mocarstwa, wzięli udział w patriotycznych uroczystościach, nie usłyszawszy sprzeciwu.
Jeśli ktoś gra z płk. Putinem z KGB w jednej drużynie, musi liczyć się z tym, że ktoś wykrzyczy przeciwko niemu zarzut Hemara: „Dziś oni te groby chcą wziąć w swą arendę / I ukraść im honor tej chwili, / I zwołać umarłych pod swoją komendę, / Gdy żywych już sami dobili”.
