Jak poinformowało Public Works, czyli kanadyjskie ministerstwo pełniące m.in. rolę polskiego urzędu zamówień publicznych, "baza danych, maile i systemy telekomunikacyjne rządu Kanady są nierozerwalnie ze sobą związane, są one kluczowymi narzędziami używanymi do tworzenia, przekazywania i zbierania informacji rządowej, i muszą być należycie chronione, tak by zapewnić cyberbezpieczeństwo".
Ryzyko zagrożenia dla rządowych i prywatnych systemów informatycznych ze strony chińskich służb wywiadowczych zaczęto w Kanadzie traktować poważnie. Od 2010 r. rząd ma strategię cyberbezpieczeństwa, w której uwzględnia się także potencjalne chińskie zagrożenie.
Nie jest ono tylko wirtualne. W lutym tego roku amerykański "Wall Street Journal" ujawnił, że kanadyjska firma telekomunikacyjna Nortel była przez przynajmniej dziesięć lat ofiarą ataków chińskich hakerów. Eksperci sądzą, że te włamania przyczyniły się do upadku telekomunikacyjnego giganta w 2009 r.
Dwa lata temu, przed szczytami szczytami G8 i G20, Canadian Security Intelligence Service (CSIS), czyli kanadyjska agencja wywiadu alarmowała, że obce rządy wywierają wpływ na kanadyjskich polityków i urzędników. Szef agencji Richard Fadden w reportażu telewizji CBC potwierdził wówczas, że niektórzy kanadyjscy urzędnicy znajdują się pod wpływem obcych rządów i tak zmieniają politykę swoich prowincji, by uwzględniała potrzeby krajów innych niż Kanada. Choć nie wprost, Fadden wskazał m.in. na Chiny. Emisja reportażu miała miejsce zaledwie kilka godzin przed przylotem prezydenta Chin Hu Jintao do Kanady.
Nieco wcześniej kanadyjscy badacze opublikowali raport, w którym opisali internetową sieć szpiegowską, służącą m.in. do wykradania danych wojskowych, rządowych oraz danych prywatnych firm. Kanadyjskim i amerykańskim badaczom udało się pójść po internetowych śladach szpiegów aż do chińskiego miasta Chengdu.

