Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Debata pozorów

Dowody przedstawione ostatnio przez zespół parlamentarny Antoniego Macierewicza wskazują na ewidentne fałszowanie danych i inne manipulacje w raporcie Millera na temat przyczyn i przebiegu kat

Autor:

Dowody przedstawione ostatnio przez zespół parlamentarny Antoniego Macierewicza wskazują na ewidentne fałszowanie danych i inne manipulacje w raporcie Millera na temat przyczyn i przebiegu katastrofy smoleńskiej. Warto zatem zastanowić się, jak mogło dojść do tego, że dokument ten został bez sprzeciwu podpisany przez 34 ekspertów, członków rządowej komisji badającej tragiczny lot z 10 kwietnia 2010 r.

Dobrą okazją do przyjrzenia się temu środowisku była niedawna ogólnopolska konferencja specjalistów w zakresie mechaniki lotniczej, w której udział brali niemal wszyscy polscy eksperci cywilni i wojskowi, reprezentujący praktycznie wszystkie instytucje badawcze związane z lotnictwem. Dyskutowano na niej również o katastrofie w Smoleńsku. Konferencja w Kazimierzu Dolnym pokazała nie tylko obecny stan środowiska polskich ekspertów i ich rolę w badaniu katastrofy smoleńskiej, ale i tendencje w tej kwestii. A wnioski, które można wyciągnąć, budzą niestety głęboki niepokój.

Po pierwsze, uderzał fakt, że dwa najważniejsze wystąpienia dotyczące tragedii smoleńskiej organizatorzy, reprezentatywni dla całego środowiska, powierzyli osobom, których pro-MAK-owskie poglądy są dobrze znane od dawna. Co więcej, pierwszego z referentów, prof. Pawła Artymowicza, zaproszono, choć trudno uznać go za eksperta, jako że zajmuje się nie lotnictwem, lecz astrofizyką. Jest znany jedynie jako bloger piszący o Smoleńsku i zajadły przeciwnik zespołu Antoniego Macierewicza. Tymczasem to właśnie jego organizatorzy obdarzyli przywilejem wygłoszenia głównego referatu na temat przebiegu katastrofy smoleńskiej.

Raport z tezą

Drugie wystąpienie, Macieja Laska, zastępcy Jerzego Millera, przewodniczącego komisji badającej katastrofę, trudno natomiast było nazwać naukowym. Autor nie starał się bowiem nawet o pozory obiektywizmu czy naukowego krytycyzmu. Po prostu wybiórczo i jednostronnie streścił i zinterpretował raport komisji Millera, zupełnie ignorując wyniki badań, które obaliły już przecież najważniejsze tezy raportu. Dlatego np. w czasie trzygodzinnego wystąpienia i dyskusji nie odniósł się w ogóle do analizy krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych, który ustalił, że gen. Błasika nie było w kokpicie tupolewa. A przecież rzekome naciski z jego strony na pilotów to główny filar rozumowania zawartego w raporcie Millera, który tym samym został zdezawuowany.

Papierowe zabezpieczenia

Następca Jerzego Millera dowolnie manipulował faktami i danymi. Stwierdził np., że znalezione w Smoleńsku rejestratory z parametrami lotu zostały „w obecności polskich przedstawicieli zapakowane komisyjnie do samolotu i w obecności zarówno przedstawicieli prokuratury rosyjskiej, jak i prokuratury polskiej” przewiezione do Moskwy. Tam według niego „zostały standardowo opieczętowane w siedzibie MAK-u pieczęciami każdej ze stron”.

Tymczasem znane są przecież informacje, które podważają jego pewność, że wszystko wykonano „standardowo”. Choćby stenogram  z nocnej narady prokuratorów w Smoleńsku, z którego jednoznacznie wynika, że strona polska została do rejestratorów dopuszczona dopiero po pewnym czasie.

Natomiast „opieczętowanie” i obklejenie papierowymi taśmami sejfu, w którym umieszczono taśmy z rejestratorów lotu, nie miało jakiejś szczególnej mocy zabezpieczającej, skoro minister Miller musiał latać kilkakrotnie jak zwykły kurier do Moskwy, gdy najpierw odkryto, że na rzekomo absolutnie zabezpieczonym nagraniu brakowało kluczowego fragmentu, a następnie okazało się tak zaszumione, że nie dało się go odczytać.

Znajomi z PRL-u

Gdyby Maciej Lasek występował przed przypadkowym audytorium złożonym z laików, to szeregiem  manipulacji, których się dopuścił, mógłby zwieść słuchaczy. Zastanawia natomiast, że pozwolił sobie na to w gronie specjalistów. Wskazuje to wyraźnie, że po prostu wiedział, iż obecni na sali jego koledzy, współpracownicy i członkowie jego komisji przyjmą bez protestu nawet ewidentnie spreparowane tezy.

Konferencja w Kazimierzu stanowiła więc kolejne potwierdzenie faktu, że w sprawie Smoleńska nie mamy do czynienia z autentyczną debatą. Zwolennicy wersji o przyczynach katastrofy smoleńskiej autorstwa gen. Anodiny i Millera zdecydowanie dominują w środowisku ekspertów lotniczych w kraju.

Przyczyn tego stanu jest wiele: zabieganie o granty, finansowanie badań i pozycję na uczelniach, szerokie zakorzenienie całego środowiska w wojskowych i cywilnych instytucjach lotniczych o PRL-owskiej jeszcze proweniencji. Grupa ta jest okopana na swoich pozycjach i z pewnością nie zmieni zdania pod wpływem racjonalnych argumentów. Starając się dotrzeć do prawdy o przyczynach i przebiegu katastrofy smoleńskiej, trzeba zatem mieć świadomość, że w środowisku tym z pewnością nie znajdzie się gotowości do współpracy, a nawet przeciwnie – spodziewać się można aktywnego sabotowania badań niezależnych i agresji wobec badaczy, którzy podważają wersję oficjalną.

Autor:

Źródło:

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane