Tomasza Lisa można czytać jak „Trybunę Ludu” za komuny. Wiadomo było, że jeśli „Trybuna” pisała o terrorystach opanowujących kopalnię, to mieliśmy do czynienia ze strajkującymi górnikami pod ziemią opisywanymi przez terrorystów z Służby Bezpieczeństwa. W ostatnim „Newsweeku” Tomasz Lis znów zaczął się rozwodzić nad „nekrofilią” w sprawie Smoleńska.
Sam tekst Lisa nie byłby wart uwagi, gdyby nie to, że jest symptomem choroby toczącej polską duszę. Gdyby nie to, że poprzez tego typu artykuły reżimowy zwierzak produkuje armię sobie podobnych. W jego propagandzie chodzi o zmianę języka i pojęć w nim obecnych, o odwrócenie znaczenia słów i o dezorientację obywatela. Przyjrzyjmy się więc temu tekstowi bliżej.
Lis pisze: „Normalni ludzie, widząc ten nadtrumienny odrażający spektakl, mają prawo zapytać – czy to czyste szaleństwo, czy może jednak najczystszy cynizm? Otóż ani to, ani to. To biznes. Tak po prostu”. Oto tłumaczenie tekstu według słownika mojej prywatnej intuicji na podstawie doświadczeń lektury tekstów „Trybuny Ludu” z PRL. Tak więc „normalni ludzie” to odstający od normy szaleńcy, ignoranci. „Nadtrumienny odrażający spektakl” to dla Lisa odczuwanie bólu po śmierci kogoś bliskiego, kogoś, kto pełnił ważną rolę w naszym życiu, w tym wypadku także w życiu państwa. To także zadawanie pytań i domaganie się rzetelnego wyjaśnienia przyczyny katastrofy. Słowo „spektakl” ma sugerować, że jest to coś sztucznego i egzaltowanego, nie bardzo znaczącego. Idźmy dalej. „Mają prawo zapytać” – mogą bezmyślnie wyszydzić. Więcej, użycie zwrotu „mają prawo” jest obietnicą bezkarności tych, którzy podążając za Lisem, będą szydzili i obrażali.
Gdy Lis opisuje tych, którzy chcą oddawać hołd tym, którzy zginęli, używa następujących określeń: „czy to czyste szaleństwo, czy jednak najczystszy cynizm”. Czytając Lisa jak „Trybunę Ludu”, już wiemy, że tak naprawdę opisuje sam siebie i swoje środowisko. Tylko szaleniec albo cynik mógłby porównać żałobę do „odrażającego spektaklu”. Dlatego nazywanie żałobników szaleńcami lub cynikami jest typowym zabiegiem propagandowym – przypisania „swoich” złych intencji przeciwnikowi. Dezorientacja i odwrócenie znaczeń – to silna broń propagandowa.
Tomasz Lis pisze dalej o Jarosławie Kaczyńskim: „Pan prezes jest nawet kimś więcej niż biznesmenem. Jest wizjonerem biznesu. Stworzył całą gałąź przemysłu produkującego nienawiść, pogardę, insynuacje i absurdy. Do tego stworzył popyt na te wyroby. Pieniędzy może się nie dorobił, ale dorobił się rzeszy wiernych klientów. Wie pan prezes to, co wiedzą wizjonerzy biznesu: najważniejszy jest produkt. O produkt dba pieczołowicie, a ma przy tym speców od marketingu. Agitatorzy frontu ideologicznego niemal tymi samymi słowami stawiają te same pytania i tezy. Przy nich funkcjonariusze frontu ideologicznego z wydziału prasy KC PZPR byli niezdyscyplinowani. Tu propagandyści maszerują równym krokiem, prawą marsz, na komendę”.
Co ciekawe, mimo deklaratywnego „liberalizmu” Tomasz Lis słowa „biznes” używa w negatywnym znaczeniu. W tym wypadku „biznesem” nazywa się uczucia i wartości wyższe, coś zupełnie bezinteresownego. Celem zaś jest podważenie zaufania do kogoś, kto taki „biznes” uprawia. Dalsza część tekstu wypełniona jest typową dla Lisa pogardą i nienawiścią oraz znanym nam już przypisywaniem własnych cech atakowanej osobie. Tu także mamy kolejny typowy zabieg propagandowy – ktoś, kto zarabia krocie, oskarża osobę, która niczego się nie dorobiła, że to ten właśnie „golec” jest (w podtekście wstrętnym) biznesmenem.
I tak, drodzy państwo, kręci się biznes Tomasza Lisa. Tylko właśnie – co się kręci? Jak Państwo myślicie, na czym polega istota tego biznesu? Za co Lis bierze pieniądze? I co jest produktem biznesu Tomasza Lisa?
