Wreszcie lecisz! Gubisz sługi uwieszone maszyny: pac, pac, spadają na rozjuszoną ulicę.
Jakaż ulga, kiedy wylądujesz w ogrodzie ambasady! Dadzą ci ten transport za poddanie królestwa. Musisz tylko wcisnąć się w kufer ambasadora, ale ciało masz giętkie. Głowa między kolana, ręce nad nią, przed ciosem chroniąc potylicę. Błagasz, żeby tylko przewieźli cię przez szlaban. Królu, a kto by cię wymacał wśród nieświeżej bielizny dyplomaty.
