Miała wszystko. Genialny głos, koneksje, talent, wrażliwość. I nie żyje. Z osiemnastoletnią córką dzieliła wcześniej pokój w tej samej klinice odwykowej. Nie mam zamiaru wchodzić z butami w cudze życie. Sam niosę ciężar nielekki. Lubiłem Ją, doceniałem. Zszokowany byłem prawdą, którą skłonna była powiedzieć w filmie „Bodyguard”. Mezalians. I to ona była księżniczką. Współczesną arystokratką. Czemu na męża wybrała faceta po wyrokach?
Telewizje śniadaniowe o niczym innym nie mówią. I nikt nie zadał prostego pytania. Czy styl życia, którego królową była Whitney, nie jest zabójczy?
Tragedie ludzkie były zawsze. Nieudane związki, rozstania, samobójstwa, samotność. Ale dziś na zło mówi się life style. Nie jestem starym pierdołą, który będzie powtarzał: świat zwariował. Wszystko stoi na głowie. Ale świat rzeczywiście zwariował. Na mężczyznę mówi się kobieta. Na morderstwo z powodów ekonomicznych: eutanazja. Dobra śmierć. Prawie przejaw miłosierdzia.
Godzinę po informacji o śmierci amerykańskiej artystki patrzyłem w oczy dwudziestokilkulatki. Siedzącej w pasażu handlowym w centrum Warszawy, na marmurach, na mrozie. Kiedy zrozumiała, że broniąc jej i chłopaka przed ochroniarzami, nie mam żadnego oczekiwania, opuściła gardę. I w tych oczach zobaczyłem rozpacz i przerażenie. Źrenice rozszerzone. Heroina. To przecież są oczy Whitney Houston.
Artystka do uzależnienia nie potrafiła się przyznać. Mówiła o „złych przyzwyczajeniach”… Tak. Oskarżam ten świat. O morderstwo na Whitney Houston.
A narzędziem służącym do mordowania ludzi jest styl życia propagowany przez współczesny świat pieniądza, rozrywki i polityki. OK. Jest kilka, może nawet kilkanaście lajfstajli. Ale różniących się od siebie, tak jak świat marzeń Magdaleny Środy od świata marzeń Janusza Palikota. Czy jak marzenia pochwalającego pedofilię europosła Daniela Cohn-Bendita od świata wyobrażeń Adama Michnika, budującego swój anty-kościół chrześcijaństwa bez zmartwychwstania.
Na szczęście prawdziwie istotne sprawy są zrozumiałe jedynie dla prostaczków. Wiedza mędrców tego świata jest głupstwem. Najważniejszych rzeczy nie da się objąć intelektem. A mądrość to coś całkowicie innego niż wiedza. Konserwatywni publicyści mogą miliony razy odmienić słowo miłość. Że bez miłości nic się nie da… że to jest jedyna realna siła… I dalej ranić swoje żony. Swoich najbliższych. Wiem, o czym piszę.
Transcendentna chemia: przyciąganie serc. Ludzkie serce ma moc przyciągać Boga i za Nim tęsknić. Ludzkie serce może też stać się obojętne i nieczułe jak kamień. Zatwardziałe, zamknięte na Bożą miłość. I wtedy nie ma w nas pokoju... Serce bez Boga powoli staje się kamienne. Kamienne serce szybko staje się nieczyste, jest bowiem ślepe. Człowiek może podjąć decyzję, by żyć bez Boga – ale poniesie tego konsekwencje. „Z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym” (Mk 7,14-23).
Pilnuję teraz, jakie myśli nurtują moje serce, bo za parę lat zrobię coś, czego nie będę chciał, a co wcześniej grało w moim sercu. Bo zła nowina brzmi: Gdzie skarb twój, tam serce twoje. „Pan więc rozgniewał się na Salomona za to, że jego serce odwróciło się od Pana Boga izraelskiego. Dwukrotnie mu się ukazał i zabronił mu czcić obcych bogów” (1Kr 11,4-13). Salomon dostał szansę, ale nie skorzystał. Stracił więc większość swego królestwa. Jahwe wcale go zresztą nie ukarał. Salomon zrobił to sam. Bóg zezwolił tylko na to, by wreszcie poniósł konsekwencje swoich działań.
Opisuję tu drogę zniewolenia. Salomon miał wszystko. Whitney miała wszystko.
Serce człowieka nie od razu odwraca się od dobra. Grzech pochłaniał Salomona powoli, podejmował on kolejno małe decyzje, a potem już nie potrafił działać zgodnie z własnym interesem. „Zostawiłem ich przeto twardym ich sercom, niech postępują według zamysłów swoich”. Nic gorszego nie mogło nas spotkać.
Ale jest szansa. „Jezus rzekł do niemego: Effatha, to znaczy Otwórz się. Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić” (Mk 7). Bo jak jest droga zniewolenia, to jest również droga wyzwolenia. Jedyną szansą jest skorzystanie z pomocy z góry. Historie nawróconych alkoholików, narkomanów czy seksoholików są najlepszym dowodem na obecność rzeczywistości Bożej w świecie. Czy może być coś bardziej fascynującego poza poznawaniem dziesiąty, dwudziesty, trzydziesty rok tej samej kobiety, od odczytywania śladów działania Kogoś Spoza Tego Świata w naszej zgrzebnej, ziemskiej codzienności?
Czemu Jahwe wkurzył się na Salomona? Bo przekonany przez swe żony wprowadził obce kulty do Izraela. A ludzie „składali w ofierze swych synów i swoje córki złym duchom”. W tamtych czasach robili to fizycznie, dziś robimy to duchowo.
W niedzielę w Warszawie rozpoczynam cykl konferencji zatytułowany „Zmanipuluję Cię, kochanie”. Tematem kolejnych spotkań będą: psychomanipulacja, sekty, subkultury, okultyzm, nowe uzależnienia: od wirtualu, gier komputerowych i RPG. Padnie pytanie o life style: czym się bawią nasze dzieci? Czy WITCH, zabawkami cutnes, a może Hello Kitty? Mowa będzie o pop satanizmie, jak „Zmierzch” czy „Sekret”, oraz o toksycznych gatunkach muzycznych: techno, trash i death metalu, o muzyce gotyckiej i wielu innych destrukcyjnych duchowościach. Pierwsze spotkanie 19 lutego, g. 13, kościół św. Zygmunta, plac Konfederacji 55, Warszawa Bielany. Zapraszam.