Sędziowski straszny dwór. "Gazeta Polska" lustruje cały Sąd Najwyższy

/ Piotr Galant / Gazeta Polska

Maciej Marosz

Dziennikarz \"Gazety Polskiej\" i \"Gazety Polskiej Codziennie\".

Kontakt z autorem

  

Sędziowie – konfidenci bezpieki, prominenci, działacze partii pilnujący, by orzecznictwo realizowało cele KC PZPR, pomocnicy totalitarnej władzy, sędziowie skazujący ofiary represji stanu wojennego, wreszcie prawnicy o powiązaniach rodzinnych na szczytach aparatu władzy – to stan kadry sędziowskiej Sądu Najwyższego, dziś bronionego przez totalną opozycję jako ostoja wolnych sądów.

1 lipca 1990 r. funkcję I prezesa SN objął prof. Adam Strzembosz, którego na to stanowisko wybrał Sejm. Krajowa Rada Sądownictwa wytypowała wówczas jeszcze 57 kandydatur na sędziów tego sądu. Ta grupa została następnie nominowana do SN przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego, który dysponował wtedy prerogatywami prezydenta. W powołanym do SN gronie aż 22 sędziów (40 proc.) stanowili sędziowie zasiadający w nim jeszcze za PRL. 

Wbrew tezie, którą powtarza prof. Strzembosz, obsada SN od lipca 1990 r. nie była rezultatem weryfikacji sędziów ze względu na komunistyczną przeszłość. Dowodzi tego nie tyle przykład samego obecnego p.o. I prezesa SN Józefa Iwulskiego, ile przekrój całej kadry najważniejszego z sądów.

W PRL sędzia Iwulski był wyszkolonym przez WSW oficerem LWP, służącym do 1989 r. partii, wydającym w sądzie wojskowym wyroki skazujące na opozycjonistów w okresie stanu wojennego. Sędzia ukrywał te fakty, a także to, że jego żona była w SB, a rodzice w MO. Zostały one upublicznione dopiero po podniesieniu jego kandydatury do rangi pierwszego prawnika w państwie. Akta IPN odsłaniają też inne kariery sędziowskie podobnie obciążone komunizmem.

Wszyscy sędziowie Izby Wojskowej SN powołani w 1990 r. do orzekania skazywali opozycjonistów w stanie wojennym.

Na czele izby po rzekomej weryfikacji SN obsadzono Janusza Godynia. Kierował on nią nieprzerwanie aż do 2016 r. Partyjny prymus zasłużył się PRL także w szeregach Wojsk Ochrony Pogranicza, organu bezpieki PRL. Jako sędzia szybko został kierownikiem sądów wojskowych PRL.

Przełożeni chwalili Godynia, że jego służba sądownicza przebiegała w zgodzie „z duchem idei marksistowsko-leninowskich”. Doceniano też jego postawę i zaangażowanie w okresie stanu wojennego. 

Jednym z tych, którzy z PRL wylądowali w SN III RP, był sędzia ppłk Edward Matwijów. Był wieloletnim działaczem PZPR pełniącym w sądach role grupowego partyjnego i członka egzekutywy. Od SB dostał w latach 70. pseudonim „Marynarz” – był właścicielem lokalu kontaktowego i użyczał go do działań operacyjnych bezpieki. Jego brat Zbigniew był funkcjonariuszem gdańskiej SB, a ojciec zasłużonym w pracy dla MO.

Sędzia Matwijów ma na swoim koncie liczne wyroki skazujące w stanie wojennym wrogów systemu komunistycznego.

Skazał m.in. za głoszenie patriotycznych kazań księdza prześladowanego za to samo przez bezpiekę. To, że Matwijów 2008 r. nadal orzekał, pozwoliło mu wydać decyzję o odmowie uchylenia immunitetu innego sędziego, Zdzisława B., który tak jak on skazywał w 1981 r. B. skazał dwóch opozycjonistów, stosując dekret o stanie wojennym, zanim to prawo zaczęło formalnie obowiązywać.

Silne więzi z partią wykazywał do 1990 r. ppłk Jerzy Steckiewicz. Od 1981 r. do czasu zawieszenia stanu wojennego pełnił obowiązki szefa Wojskowego Sądu Garnizonowego w Białymstoku. W 1986 r. został sędzią SN. W latach 80. zasądzał wyroki w Sądzie Najwyższym. Jego brat Andrzej Steckiewicz był przewodniczącym wydziału w Prokuraturze Rejonowej w Elblągu. 

Duże uznanie w III RP zyskał pułkownik LWP Stanisław Kosmal. W PRL jego atutem było ukończenie WUML z wyróżnieniem. Od 1976 r. pracował w Izbie Wojskowej SN PRL, łącząc służbę z działalnością w PZPR. Po wprowadzeniu stanu wojennego uczyniono go sędzią SN tej izby. Od 1990 r. był zastępcą prezesa Izby Wojskowej SN. 

W latach 90. Kosmal był zastępcą przewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej, pozostał w niej aż do afery „cud nad urnami” w 2014 r. A przecież wcześniej, w 1982 r., wojskowi przełożeni pisali o nim: „W orzecznictwie dostrzega potrzebę eksponowania prawa i represji karnej w warunkach stanu wojennego”. „W pełni popiera politykę partii i rządu, co w szczególności wykazał w okresie stanu wojennego w kraju” – zapisano w opinii służbowej z 1984 r.

Jednym z prawników, którzy zasłużyli sobie według decydentów III RP na miano najwyższego autorytetu prawnego, był ppłk Wiesław Maciak. Od 1990 r. znalazł się w SN. Nieistotne okazało się to, że Maciak (jeszcze jako kapitan), sędzia sądu wojskowego w Poznaniu, wspólnie z późniejszymi swoimi kolegami z SN Józefem Medykiem i Jackiem Sobczakiem, skazywał opozycjonistów. Karę więzienia orzekł on za namalowanie na murze napisu „Solida”, a innym razem za wyszydzanie WRON i I sekretarza KC PZPR.

Kolega ppłk. Maciaka z Izby Wojskowej SN, orzekający od 1990 r. sędzia Jan Bogdan Rychlicki, w stanie wojennym skazywał opozycjonistów jako sędzia wojskowych sądów Koszalina i Bydgoszczy. W 2013 r. Rychlicki znalazł się w składzie SN, który zamknął sprawę przeciwko Tomaszowi Turowskiemu – po tym, jak ten zataił swoją pracę dla wywiadu PRL w oświadczeniu lustracyjnym z 2009 r. SN uznał wówczas, że Turowski mógł skłamać, bo działał w stanie wyższej konieczności.

W części spraw politycznych ze stanu wojennego Rychlicki orzekał ze swoim późniejszym kolegą z SN, kpt. Bogdanem Szerszenowiczem. Ten partyjny sędzia, tkwiący w SN od 1986 r., także po 1990 r. zasługiwał – według ówczesnych decydentów III RP – na uznanie i pozostawanie w kadrze SN. 

Pozostali sędziowie Izby Wojskowej SN ustanowionej w 1990 r. – kmdr Andrzej Bartel, mjr Marian Buliński, kpt. Józef Dołhy, płk Józef Medyk – również skazywali opozycjonistów z dekretu o stanie wojennym.

Więcej w najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska"

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska

Tagi

Wczytuję komentarze...

75 lat Kongresu Polonii Amerykańskiej

/ Tomasz Hamrat / Gazeta Polska

  

"Jestem pełen głębokiego uznania dla roli jaką odgrywa Kongres Polonii Amerykańskiej w integrowaniu środowisk polonijnych w Stanach Zjednoczonych" - powiedział minister Adam Kwiatkowski w Chicago, podczas gali 75-lecia Kongresu Polonii Amerykańskiej.

Podczas uroczystej gali, która odbyła się w Chicago w czwartek, o 19:00 czasu lokalnego minister Adam Kwiatkowski odczytał list prezydenta Andrzeja Dudy skierowany do członków Kongresu Polonii Amerykańskiej. Mówił o znaczeniu Polonii w USA i podziękował członkom KPA za pracę dla dobra ojczyzny.

Jestem pełen głębokiego uznania dla roli jaką odgrywa Kongres Polonii Amerykańskiej w integrowaniu środowisk polonijnych w Stanach Zjednoczonych. Z okazji tego pięknego jubileuszu pragnę złożyć Państwu gratulacje i najlepsze życzenia. W imieniu Rzeczypospolitej Polskiej dziękuje za to, co członkowie Kongresu na przestrzeni kilku pokoleń uczynili dla kultywowania idei polskiej niepodległości oraz umacniania dobrego imienia Polaków

- powiedział minister Kwiatkowski.

Prezes KPA Frank Spula w swoim przemówieniu podziękował gościom za przybycie oraz nawiązał do długoletniej historii i tradycji Kongresu. Czasy się zmieniają jednak misja KPA pozostaje taka sama. Prezes wierzy, że Kongres jest w stanie dostosowywać się do nowych wyzwań oraz zmieniających się potrzeb Polonii.

Razem działamy dla dobra Polonii oraz Polski, kraju z którego pochodzimy i skąd przybyli nasi przodkowie

-  powiedział Spula.

Przemówienie wygłosił także generał Michael Zerbonia. Mówił o roli Polski i polskich żołnierzy w NATO. Generał Zerbonia brał udział w operacjach wojennych w Iraku oraz w Afganistanie.

Należy podkreślić ważność sojuszu polsko-amerykańskiego dla bezpieczeństwa Polski oraz USA. Żołnierze amerykańscy i polscy bardzo dobrze ze sobą współpracują

-  powiedział Zerbonia.

W bankiecie brało udział ponad 150 gości z Polski i USA, sala była wypełniona po brzegi. Obecni byli przedstawiciele organizacji z Polski m.in. Hanna Gałązka, wiceprezes "Wspólnoty Polskiej", która odczytała list od prezesa Dariusza Bonisławskiego. Swoje gratulacje oraz życzenia przekazali także politycy amerykańscy i członkowie parlamentu, między innymi Daniel Lipinski, przedstawiciel stanu Illinois w Waszyngtonie. Lipinski podkreślił, że ten jubileusz jest ważny także dlatego, że w tym roku jest rocznica 100-lecia relacji dyplomatycznych pomiędzy USA i Polską. "KPA reprezentuje w USA 10 milionów Amerykanów, którzy mają polskie korzenie", powiedział Lipinski. Senator Kristen Gillibrand z Nowego Yorku przekazując gratulacje stwierdziła, że KPA spełnia wielką rolę w szerzeniu informacji o kulturze i historii Polski. 

Kongres Polonii Amerykańskiej powstał w 1944 podczas wiecu w Buffalo, podczas którego było obecnych 2500 delegatów z różnych organizacji polonijnych. Kongres od samego początku istnienia był zaangażowany w pomoc w odzyskiwaniu przez Polskę niepodległości oraz umacnianiu dobrych stosunków z USA, począwszy od 1960 roku, kiedy to prezydent USA Dwight Eisenhower spotkał się z przedstawicielami KPA w Chicago.

Senator John Kennedy także przemawiał podczas tamtego zjazdu. W 1984 prezydent Ronald Reagan spotkał się z liderami Kongresu podczas obchodów 40-lecia wybuchu Powstania Warszawskiego. Z kolei prezydent Donald Trump spotkał się z Prezesem Frankiem Spulą oraz przedstawicielami KPA w Chicago w 2016 roku, podczas swojej kampanii prezydenckiej.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl