Nie znosił kompromisów. Jako publicysta – a nie polityk – miał do tego święte prawo. Typ pracoholika, co to nie doje, nie dośpi, ale artykuły zawsze napisze. Czytałem go z przyjemnością, choć może czasem nie do końca mogłem się zgodzić z tak krytyczną oceną brytyjskich konserwatystów, jaką miał. Mam wrażenie, że chciałby, aby byli oni w stu procentach tak konserwatywni jak Tea Party w USA. No, ale w Europie w partii rządzącej ten numer nie przejdzie.
Trudno będzie sobie wyobrazić „Gazetę Polską” i „Nowe Państwo” bez Jacka Kwiecińskiego. Bez jego stałych rubryk, ciętego języka, dobrej polszczyzny. Szkoda.