Reparacje wojenne za zbrodnie Niemców w Polsce. Poseł ujawnia kulisy sprawy

Egzekucja w Bochni, 18 grudnia 1939 roku; By album of a captured German officer. Other photo(s) from the album may have been copied by Stanislaw Broskewicz, a photo developer working for the Germans. - Zbiory NAC on-line Narodowe Archiwum Cyfrow

  

Podjęcie obecnie sprawy reparacji od Niemiec za straty wyrządzone Polsce w wyniku drugiej wojny światowej to decyzja prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego - powiedział dziś poseł Arkadiusz Mularczyk. Dodał, że sprawa dochodzenia odszkodowań to kwestia lat.

Chcę podkreślić, że możemy dlatego o tym rozmawiać, że pan prezes PiS Jarosław Kaczyński taką podjął decyzję. To jest jakby jego zasługa, że jest taka decyzja i wola polityczna, żeby tą sprawą się zajmować. Dotychczas - prawie 30 lat żyjemy w wolnej Polsce - żaden z rządów ani żaden z liderów partii politycznych tego tematu nie podjął z różnych powodów, czasami z powodów koniunkturalnych, czasami z powodu strachu, być może jakiś interesów. Ale ten temat nigdy tak na poważnie nie zaistniał

- mówił Mularczyk w programie Radia Maryja i Telewizji Trwam.

Poseł zaznaczył, że w 2004 r. wszystkie siły polityczne podjęły uchwałę, "żeby zobligować rząd do podjęcia działań reparacyjnych wobec Niemiec, ale ówcześni premierzy Leszek Miller i Marek Belka powiedzieli, że nie przejmują się tą uchwałą i nie będą jej wykonywać, gdyż uważają, że sprawa jest zamknięta". Dodał, że za przyjęciem uchwały głosowali m.in. Donald Tusk, Grzegorz Schetyna, Ewa Kopacz.

Mularczyk odniósł się też do wypowiedzi zastępczyni rzecznika rządu Niemiec Ulrike Demmer, która w środę oświadczyła, że "kwestia niemieckich reparacji dla Polski została w przeszłości ostatecznie uregulowana - prawnie i politycznie".

W 1953 roku Polska wiążąco, a dotyczyło to całych Niemiec, zrezygnowała z dalszych świadczeń reparacyjnych dla całych Niemiec i w okresie późniejszym wielokrotnie to potwierdzała

- wyjaśniała Demmer.

Poseł podkreślił, że w 1953 r. Związek Radziecki uznał, że trzeba poluzować Niemcom wschodnim i zrzec się reparacji wojennych, które na podstawie traktatu poczdamskiego Niemcy miały płacić Związkowi Radzieckiemu, ale także Polsce.

Doszło do dziwnej sytuacji, że 23 sierpnia 1953 r., w niedzielę o godzinie 19.30 doszło do spotkania Rady Ministrów, które trwało pół godziny i z tego spotkania jest tylko protokół. Nie ma żadnej decyzji, nie ma żadnego aktu urzędowego, tylko protokół, że wszyscy jednogłośnie zgodzili się na zrzeczenie się reparacji. Ten protokół jest podpisany tylko przez Bieruta, przez nikogo więcej. To może oznaczać, że ten dokument mógłby zostać sfałszowany, że mógł zostać podstawiony Bierutowi do podpisu i był zawarty pod wpływem presji

- mówił polityk PiS.

Poseł wskazał, że po pierwsze pytaniem jest, czy zrzeczenie się reparacji w ogóle było ważne, a po drugie - czy dotyczyło całych Niemiec, czy dotyczyło tylko NRD, gdyż reparacje były płacone wyłącznie przez Niemcy Wschodnie, a nie płaciły ich Niemcy Zachodnie.

Myślę, że Niemcy mają wielką świadomość tego, że to zrzeczenie po prostu może być nieważne, co więcej oni w swoich archiwach nie mają żadnych dokumentów, że takie zrzeczenie miało miejsce. Co więcej dysponują tylko i wyłącznie materiałami prasowymi, z których wynika, że taki fakt miał miejsce i pismem dziękującym Bierutowi, że takie zrzeczenie nastąpiło. Nie ma natomiast żadnego oficjalnego dokumentu, nie ma żadnej oficjalnej umowy, co więcej to rzekome zrzeczenie nie zostało nigdzie zarejestrowane

- argumentował poseł.

Polityk dodał, że według ekspertów akt dotyczący zrzeczenia się reparacji wojennych powinien być zarejestrowany w ONZ.

Mularczyk przyznał, że dochodzenie przez Polskę reparacji to jest kwestia lat.

Nie jest to sprawa na rok, półtora czy dwa lata, to jest sprawa, która będzie wymagała olbrzymiego wysiłku ze strony państwa. To zebranie wszystkich informacji, ponowna wycena (strat) i podjęcie działań dyplomatycznych, a później prawnych jeżeli to konieczne

- mówił.

Podczas lipcowej konwencji Zjednoczonej Prawicy prezes PiS Jarosław Kaczyński zwracał uwagę, że Polska nigdy nie otrzymała odszkodowania za gigantyczne szkody wojenne, których "tak naprawdę nie odrobiliśmy do dziś".

Straty w ludziach, w elitach, są właściwie nie do odrobienia, to trzeba 5, czy 7 pokoleń, żeby to nadrobić

- podkreślił prezes PiS.

Polska się nigdy nie zrzekła tych odszkodowań. Ci, którzy tak sądzą, są w błędzie

- dodał.

Mularczyk w środę poinformował, że Biuro Analiz Sejmowych ma przygotować informację dotyczącą możliwości domagania się przez Polskę odszkodowań za straty wojenne od Niemiec; analiza ma być gotowa do 11 sierpnia.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Trochę późno, ale... Po kompromitacji w Luksemburgu prezes Legii list napisał. Przeprasza kibiców!

/ / By Sofik - Od autora via e-mail (OTRS wysłany), CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=17150949

  

Nawet najbardziej zagorzali kibice Legii Warszawa, po kompromitującej porażce w dwumeczu z amatorami z Luksemburga, ciskają mocne słowa pod adresem stołecznych piłkarzy. Kpinom i szyderstwo nie było końca. Trochę sporo czasu prezesowi klubu Dariuszowi Mioduskiemu zajęło zrozumienie, że czas na reakcję. W końcu napisał list do kibiców.

Piłkarze z 20-tysięcznej gminy w Luksemburgu, którzy jutro pójdą normalnie do pracy, okazali się lepsi w dwumeczu od mistrza Polski z wielomilionowym budżetem. To już nawet nie jest sensacja, to ogromna kompromitacja! Takiego wstydu polscy kibice nie przeżywali od lat - pisaliśmy wczoraj na niezalezna.pl.

CZYTAJ WIĘCEJ: To już jest dno! Piłkarze 20-tysięcznej gminy z Luksemburga lepsi od mistrza Polski!

Dzisiaj wieczorem prezes Legii Warszawa Dariusz Mioduski wystosował list do kibiców - z przeprosinami.

- Wczoraj zrealizował się czarny scenariusz i niczym nie można tego usprawiedliwić. Tak jak i Wy, czuję rozgoryczenie, złość i wstyd - zaczął.

Dalej Mioduski pisze o tym, że wczorajsza porażka była rezultatem złych decyzji sprzed lat - czyli wyboru nieodpowiedniego trenera.

- Zawsze, jako właściciel i prezes Legii Warszawa, starałem się wywiązać ze swojej roli najlepiej jak potrafię. Ale ostatnie mecze - z mistrzem Luksemburga, a wcześniej z mistrzem Słowacji - pokazały, że moje założenia były błędne. Zapewniając piłkarzom warunki na wysokim europejskim poziomie mam też prawo wymagać pełnego zaangażowania. Tymczasem przegraliśmy z klubami, które mogą nam pozazdrościć warunków do pracy pod każdym względem. Z klubami, które mogłyby tylko pomarzyć o budżecie, wynagrodzeniach oraz wydatkach transferowych na poziomie Legii. Dlatego mam świadomość, że musimy wyciągnąć dużo głębsze wnioski z ostatnich porażek niż tylko zmiana na stanowisku trenera

- czytamy w liście.

Mioduski przeprasza kibiców i prosi o wybaczenie.

- Legia jest Mistrzem Polski, zdobywcą Pucharu Polski i naszym obowiązkiem jest walczyć o obronę tych trofeów w obecnym i każdym kolejnym sezonie. Walczyć z pełnym zaangażowaniem, dając  z siebie wszystko na boisku. Dlatego jeszcze raz przepraszam wszystkich kibiców, przede wszystkim za to, w jakim stylu odpadliśmy z rozgrywek europejskich

- napisał prezes Legii Warszawa.

- Krytykujcie nas, gdy na to zasługujemy, ale także wspierajcie, bo Legia gra dalej, a jedyną odpowiedzią na radość naszych przeciwników są zwycięstwa. Wielkie kluby są silne także dzięki temu, że w trudnych chwilach potrafią się zjednoczyć

- zakończył właściciel klubu mając nadzieję, że kibice wybaczą piłkarzom sromotną porażkę.

Nawet jeśli, to niezbyt szybko!

Źródło: legia.com, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl