Operetka, ale nieśmieszna

  

„I czemu się tu dziwić – taki kraj, z takim rządem / Gdzie sąd jest operetką – tam operetka jest sądem!”. Tym czterowierszem Marian Hemar skomentował ongiś skazanie Janusza Szpotańskiego za satyryczną operetkę Cisi i gęgacze. Współczesnych Cichych i gęgaczy nikt jeszcze nie napisał, ale pierwsza część fraszki już jest ponownie aktualna. To, co dzieje się dziś w polskich sądach, coraz bardziej staje się operetką.

Sądy III RP orzekają, że można publicznie drzeć Biblię, ale na przykład porównywanie „Gazety Wyborczej” do „Trybuny Ludu” albo nazywanie Adama Michnika duchowym spadkobiercą Róży Luksemburg jest nie do przyjęcia. Sądy III RP orzekają, czy opozycji wolno, czy nie wolno mówić, że za obecnych rządów „nic się nie zmieniło”. Sądy III RP orzekają, że Danielowi Olbrychskiemu wolno bezkarnie rzucać oszczerstwo na Bronisława Wildsteina, a Lechowi Wałęsie znieważać Grzegorza Brauna (bo „Lech Wałęsa jest osobą wybitną”, jak pouczyła pani z łańcuchem na szyi); ale w odwrotną stronę to „rażące naruszenie zasad współżycia publicznego”. Sądy III RP biorą się już nawet za pisanie amatorskich recenzji w formie wyroku, w rodzaju kuriozalnego orzeczenia w sprawie felietonu Marka Króla Nie polezie orzeł w GW-na. A między jedną a drugą taką sprawą puszczają wolno „łomiarza” i innych morderców.

A już ze szczególnym zacięciem tępią sądy III RP normalną, literacką polszczyznę, i skoro jeszcze nie mogą opozycyjnym dziennikarzom zabronić pisania, to przynajmniej starają się ich zmusić do posługiwania się suchym prawniczym bełkotem; na przykład, nie wolno napisać, że "Bolek" to "Bolek", tylko że „w archiwalnych zapisach SB figuruje jako Bolek”, a zamiast oczywistego stwierdzenia, że jako prezydent Wałęsa dopuścił się przestępstwa niszczenia obciążających go dokumentów, trzeba za każdym razem obciążać tekst streszczaniem faktów, z których to niezbicie wynika. – Ja to właściwie bym wolał, żeby po prostu przywrócili cenzurę, jak za komuny – powiedział mi właśnie dawno niewidziany znajomy, zresztą jeden z wybitniejszych naszych pisarzy. – Bo wtedy człowiek jak już przeszedł tego cenzora, to miał spokój, a teraz nigdy nie wiesz, czego ci się mogą uczepić i zamęczać pozwami.

A jednocześnie lawinowo rośnie liczba informacji o „gubieniu” przez sądy kluczowych dowodów, znikaniu akt, o orzeczeniach zupełnie jawnie łamiących prawo czy sędziach wydających wielokrotnie więcej, niż wynoszą ich oficjalne zarobki.

Coraz częściej nie jest to żaden wymiar sprawiedliwości, ale swoisty zakład usługowy, gdzie przez odpowiednio ustawionego pośrednika z adwokackimi uprawnieniami załatwia się „załatwienie” frajera tak samo, jak zleca się to zwykłym zbirom – ale o tyle wygodniej, że prawnik wystawia VAT-owską fakturę.

Właściwie jeszcze tylko jednego nasze sądy nie orzekły: że zakazane i karalne jest głosowanie w wyborach na opozycję. Ale chyba jesteśmy już niedaleko i takiego wyroku, oczywiście w majestacie III RP i w trybie wyborczym.
 

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

To przeraża Donalda Tuska. Oj... tych kilka faktów popsuje humor „Królowi Europy”

/ Aleksiej Witwicki/Gazeta Polska

  

W rozmowie z naszą reporterką poseł Iwona Arent z PiS zwraca uwagę na to, że Donald Tusk doskonale wie, jak wyglądało państwo polskie za rządów jego ekipy z PO-PSL. To właśnie ta wiedza panicznie przeraża byłego premiera. „Dzisiaj my to rozliczamy i dlatego jest strach przed rozliczeniem. Donald Tusk boi się rozliczenia” - podkreśla poseł Iwona Arent.

Według poseł Arent posiedzenia komisji ds. Amber Gold pokazują wyraźnie, że to za czasów rządów Donalda Tuska i ekipy PO-PSL doprowadzono do sytuacji, w której nagminnie dochodziło do wszelkiego rodzaju nadużyć.

- Te komisje śledcze, które dzisiaj funkcjonują, pokazują, że za czasów Donalda Tuska - on był odpowiedzialny jako premier za funkcjonowanie instytucji państwowych i urzędów - one nie funkcjonowały. Doprowadzały do sytuacji, gdzie ludzie mogli prać brudne pieniądze, mogli nie płacić podatków. Wychodzi na to, że w Gdańsku był raj podatkowy. Nie trzeba było jechać na Cypr czy gdzieś indziej szukać, tylko w Gdańsku wystarczyło. Za to odpowiedzialny jest tak naprawdę Donald Tusk – mówi polityk Prawa i Sprawiedliwości.

Odnosząc się z kolei do lamentu przedstawicieli „nadzwyczajnej kasty” w związku z reformą sądownictwa, poseł Iwona Arent przypomina, jak wyglądała sędziowska niezależność w czasach rządów PO-PSL.

- Sąd i prokuratury były niezależne. Sędziowie byli niezależni, a w piłkę nożną - jak Lechia Gdańsk grała - to regularnie spotykał się pan premier ówczesny Donald Tusk z sędziami, z prokuratorami razem w VIP-owskim sektorze sobie siedzieli. Tak wyglądały wtedy te niezależne właśnie sądy. Przypomnijmy Sędzia Milewski - „Sędzia na telefon”, który wykonywał polecenia - wydawało mu się, że to była osoba od premiera Donalda Tuska... Tak wyglądało państwo polskie za czasów rządów Tuska. Dlatego dzisiaj... to co powiedział Donald Tusk, to nie wiadomo czy śmiać się, czy płakać, bo to pokazuje degrengoladę ówczesnej władzy, a dzisiaj my to rozliczamy i dlatego jest strach przed rozliczeniem. Donald Tusk boi się rozliczenia – uważa poseł Iwona Arent.


ZOBACZ CAŁĄ ROZMOWĘ:

 

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl