Bo nikt nie czyha...

Całkowita zmiana polityki wobec Rosji w ostatnich latach, sugerowana nam przez Francję, Niemcy i inne państwa Unii, oznacza wyrzeczenie się promocji tych wartości, których kiedyś wyrazem była „Solidarność” – zamiast wspierać rosyjską opozycję i demokratów w krajach-obrzeżach Rosji, polscy politycy ściskają się z Putinem. Ta polityka doprowadziła do tragedii smoleńskiej i katastrofy posmoleńskiej – demonstracji całkowitej bezsiły Rzeczypospolitej oraz zupełnego cynizmu i nihilizmu jej władz.

Rządy Platformy powodują rozkład woli politycznej Polaków zarówno jeśli chodzi o politykę zewnętrzną, jak i wewnętrzną – choć tragedia 10 kwietnia 2010 r. wywołała odruch sprzeciwu i mobilizacji społecznej. Podobnie jak w polityce wewnętrznej, także w działaniach zewnętrznych rząd Donalda Tuska szedł po linii najmniejszego oporu. Krajowy populizm przekładał się w polityce zagranicznej na uległość wobec Rosji, Francji i Niemiec, rezygnację z samodzielnej polityki i celebrację pozornych sukcesów – wizyt, rytuałów.

Podejmowano za to starania o stanowiska, najczęściej zupełnie bezsensowne, beznadziejne lub wręcz udawane, jak było ostatnio w przypadku Leszka Balcerowicza – jednodniowego kandydata Polski na szefa MFW, co dało pretekst do krótkotrwałego, użytecznego szumu medialnego.

Zamiast budować pozycję lidera w Europie Środkowo-Wschodniej, starać się powstrzymywać ekspansję Rosji i równoważyć wpływy Niemiec, wzmacniać relacje z USA, Polska zaczęła „płynąć głównym” nurtem, to znaczy orientować się wyłącznie na najsilniejsze państwa Europy, wpisywać się w ich politykę, posłusznie wsłuchiwać się w ich głos, rezygnując z działań, które mogłyby spotkać się z ich dezaprobatą.

Jak słusznie pisał w „Rzeczach wspólnych” Przemysław Żurawski vel Grajewski: „O ile działania rządu PiS i prezydenta Kaczyńskiego zmuszały pozostałych uczestników gry międzynarodowej do czynów, o tyle polityka obecnego rządu i prezydenta pozwala na »obsługiwanie« polskiego kierunku polityki zagranicznej innych państw przy pomocy nic nieznaczących gestów. Istnienie do 10 kwietnia 2010 r. prezydenckiego ośrodka wprowadzało do owej polityki pęknięcie. Katastrofa smoleńska ostatecznie zakończyła ten etap. Odtąd głos Polski jest jednolity, a przekaz idący w świat – spójny. Brzmi on: »Nie liczcie się z nami«”.

Polska w roli posłusznego kucyka

Rezygnacja z jakichkolwiek ambitniejszych działań jest tym bardziej niebezpieczna, że sytuacja międzynarodowa Polski zmieniła się bardzo na naszą niekorzyść.
Po odejściu George’a W. Busha nastąpiła głęboka zmiana w polityce Stanów Zjednoczonych. W czasach interwencji w Iraku pisano wiele o różnicach między Stanami Zjednoczonymi a Europą, o zasadniczym „podziale Zachodu”. Polska odgrywała wówczas w polityce amerykańskiej istotną rolę. Stanom Zjednoczonym zależało na polskim wsparciu – nie tyle militarnym, ile politycznym i moralnym. Polska zaś słusznie zabiegała o aktywną obecność USA w Europie i starała się rozwijać relacje transatlantyckie, co wzmacniało jej pozycję w stosunku do Francji i Niemiec. Dlatego pojawiły się oskarżenia, że Polska jest koniem trojańskim USA w Europie. Dzisiaj już w USA nikt nie mówi o „nowej Europie”, która swoim znaczeniem może zaćmić „Europę starą”, „koń trojański Ameryki” zamienił się w posłusznego kucyka. Stany Zjednoczone w dużej mierze wycofały się z aktywnej roli w Europie. Jest to skutek polityki Obamy, który nie rozumie i nie interesuje się sprawami europejskimi i któremu zależało przede wszystkim na poprawie relacji z Rosją. Niestety, pomijając jego słabość do islamu i zainteresowanie Azją, wyobrażenia o świecie i Europie Obamy odpowiadają poglądom przeciętnego amerykańskiego lewicowego liberała. Nie są to poglądy, w których Polska kojarzyłaby się dobrze lub wywoływała cieplejsze uczucia.

Pozycję USA osłabił też kryzys finansowy i gospodarczy, a także wojny w Iraku i Afganistanie. Jeszcze niedawno ukazywały się liczne książki na temat imperium i imperializmu, sugerujące, że USA stały się globalnym imperium pilnującym porządku światowego. Obecnie zaś znowu pojawił dawny „declinism” – ideologia schyłku Ameryki, a rosnąca siła Chin, a także Indii, Brazylii zaprzeczyła tezie, że świat będzie coraz bardziej zarządzany globalnie przez ponadpaństwowe organizacje międzynarodowe.

Niektórzy sądzą, że nastąpi powrót do XIX wieku, a najbardziej zasadniczy podziałał wystąpi między nastawionym na międzynarodową współpracę Zachodem a nowymi mocarstwami, które będą uprawiać politykę opartą na strefach wpływu. Jednak – jak przekonuje autor artykułu zamieszczonego w majowym numerze „Foreign Affairs” – nie jest to podział geograficzny: izolacjoniści, protekcjoniści i antyinternacjonaliści są też na Zachodzie, a zwolenników odnowy i rozbudowy multilateralnych instytucji zarządzających nie brakuje również w Azji. (G. John Ikenberry, „The Future of the Liberal World Order Internationalism After America”, „Foreign Affairs”, May/June 2011).
> W uścisku „dyrektoriatu” francusko-niemieckiego

Wycofanie się Amerykanów, przyjęcie traktatu lizbońskiego oraz kryzys gospodarczy w Grecji, Irlandii i Portugalii sprawiły, że Unia Europejska nie jest już związkiem równych i równoprawnych państw. De facto rządzi „dyrektoriat” francusko-niemiecki. Oczywiście nie rządzi w sposób absolutystyczny i największe kraje muszą konsultować swoje decyzje z mniejszymi, a także z instytucjami Unii. Nie ulega jednak wątpliwości, że w ostatnich latach władza tych dwóch krajów w Europie niezmiernie się zwiększyła. Grecja stała się faktycznie protektoratem europejskim. Wiele mniejszych państw nie ma już w zasadzie samodzielnej polityki zagranicznej. Podobnie dzieje się z Polską. Świadczy o tym rezygnacja z wielu placówek dyplomatycznych, z instytutów kultury, wycofywanie się z wielu regionów, w których Polska była obecna, a także śladowa obecność polityki międzynarodowej w polskich mediach. Polska prowadzi swoją politykę jako członek Unii i tylko zgodnie z linią wytyczoną przez „dyrektoriat”. 

Kiedy zbrodnia staje się atutem

W samym „dyrektoriacie” także nie wszystko układa się harmonijnie, gdyż Niemcy aspirują do roli wyłącznego lidera. Francuska polityka nadal kieruje się dwiema tradycyjnymi zasadami: jak najściślejszego włączenia Niemiec w Europę, związania ich tak, by nie działały nazbyt samodzielnie, oraz zachowania równowagi między Francją a Niemcami w Europie, w tym równowagi gospodarczej. Ale jest to coraz trudniejsze. Niemcy wyszły z kryzysu wzmocnione gospodarczo i politycznie. Pojawiają się tytuły, takie jak w ostatnim wydaniu „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung” (z 12 czerwca): „Pełnią mocy przez Europę. Wielu państwom europejskim nie wiedzie się dobrze. Niemcom powodzi się wspaniale. Rząd w Berlinie tego nie ukrywa”. Jednocześnie zarówno działania gospodarcze, jak i polityczne Niemiec wywołują coraz silniejszy opór mniejszych krajów europejskich, szczególnie na południowych peryferiach Unii.

Niemcy mają coraz większe ambicje i są coraz mniej „europejskie”. Tę od dawna istniejącą tendencję zauważają teraz także ci, którzy dotychczas pozostawali bezkrytyczni wobec europejskiej polityki Niemiec. Jürgen Habermas pisał 7 kwietnia 2011 r. w „Süddeutsche Zeitung”: „Narodowe zjednoczenie rozpoczęło w Niemczech zmianę mentalności, która (jak pokazują badania politologiczne) objęły również samorozumienie i orientację niemieckiej polityki zagranicznej i zmieniły ją w kierunku silniejszego skoncentrowania na sobie. Od lat 90. rośnie stopniowo samoświadomość średniego mocarstwa (Mittelmacht – co można też tłumaczyć „mocarstwo środka”), wspartego siłą militarną, które działa jako gracz na arenie światowej”. Dzisiaj określenie „mocarstwo średniej wielkości” (Mittelmacht) zastąpiło dawne „mocarstwo cywilne: (Zivilmacht). Habermas wskazuje na „priorytet interesów narodowych” i na wyrok niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego, który okazał się „strażnikiem tożsamości państwa narodowego”. Coraz częściej w prasie niemieckiej pisze się o konieczności wzmocnienia państwa narodowego, coraz więcej Niemców jest krytycznych wobec Unii. Jeśli w 2002 r. 40 proc. badanych deklarowało, że nie ma zaufania do Unii lub ma zaufanie niewielkie, a 49 proc., że ma zaufanie duże lub bardzo duże, to dzisiaj brak zaufania lub niewielkie zaufanie deklaruje 67 proc. badanych, zaufanie duże lub bardzo duże tylko 25 proc. Tylko 41 proc. zgodziłoby się z twierdzeniem, że „Europa jest naszą przyszłością”, 34 proc. je odrzucało („FAZ”, 26 stycznia 2010 r.).

Niemcy dokonali też rzeczy zdawałoby się niemożliwej – ze swojej strasznej przeszłości uczynili atut. Dzisiaj to oni są strażnikami pamięci o Holokauście. Dokonuje się mechanicznego przeniesienia niemieckiego wzoru „pokonywania przeszłości” do innych krajów jako obowiązującego. Nie chodzi już o przypomnienie o strasznych zbrodniach czy o zadośćuczynienie ofiarom. Pamięć o Holokauście ma dodatkowe, polityczne funkcje. Kiedyś służyła do przekonywania do integracji europejskiej, dzisiaj używana jest do poskramiania dążeń i ambicji narodowych krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Ostatnio widać na przykładzie Węgier, gdy niebezpiecznej pamięci o traumatycznym doświadczeniu traktatu z Trianon (1920 r. – przyp. red.) przeciwstawia się demokratyzującą pamięć o Zagładzie. Niedawno spór polsko-niemiecki o historię zakończył się z chwilą przejęcia rządów przez PO cichą kapitulacją Polski. A chodziło w nim nie tylko o prawdę historyczną, lecz o dominację w sferze symboli i idei, o „Deutungshochheit” (zwierzchność interpretacyjną), bez której Niemcom trudno byłoby zostać mocarstwem.

Ofiary smoleńskie to nie koniec

Obozowi rządzącemu wzmacnianie polskiej suwerenności nie wydaje się wartością wartą zachodu, bo przecież – jak stwierdził Bronisław Komorowski w wygłoszonym w czasie swego zaprzysiężenia orędziu – „Jesteśmy wolni i żyjemy w wolnym świecie, w wolnym kraju. Nikt na naszą polską wolność nie czyha, nikt na nas nie czyha”. Z tego zdaje się wynikać, że sądzi on – i jego obóz polityczny na czele z Donaldem Tuskiem – że nie występują zasadnicze konflikty interesów między Polską a innymi krajami i że owa wolność nie wymaga utwierdzania i obrony.

Możemy więc spać spokojnie. A gdy trzeba, wystarczy przyłączyć się do silniejszych i mądrzejszych. Skwapliwie zgłosiliśmy przystąpienie do paktu Euro Plus, który – jeśli wejdzie w życie – będzie oznaczał podporządkowanie Unii, a w rzeczywistości najsilniejszym państwom europejskim, znacznych obszarów naszej polityki gospodarczej, np. podatkowej. Przypomnijmy, jak wielkie oburzenie wywołała kiedyś propozycja kanclerza Gerharda Schrödera, by zharmonizować podatki w Europie. Co więcej, za przykładem Niemiec nie zgodziliśmy się wziąć udziału w operacji w Libii, podważając spójność NATO, co na pewno nie leży w naszym interesie. Dzisiaj jest też rzeczą oczywistą, że w dyplomatycznych rozmowach dotyczących Obwodu Kaliningradzkiego bierze udział minister spraw zagranicznych Niemiec – choć sprawa dotyczy rzekomo integralnej części Federacji Rosyjskiej oraz Polski i, co najwyżej, UE jako całości. Całkowita zmiana polityki wobec Rosji w ostatnich latach, sugerowana nam przez Francję, Niemcy i UE, oznacza wyrzeczenie się promocji tych wartości, których kiedyś wyrazem była „Solidarność” – zamiast wspierać rosyjską opozycję i demokratów w krajach-obrzeżach Rosji, polscy politycy ściskają się z Putinem. Ta polityka doprowadziła do tragedii smoleńskiej i katastrofy posmoleńskiej – demonstracji całkowitej bezsiły Rzeczpospolitej oraz zupełnego cynizmu i nihilizmu jej władz. Nic lepiej nie obrazuje skutków polityki zafundowanej nam przez Donalda Tuska i jego partię. I tylko niepoprawny optymista może sądzić, że skończy się na 96 ofiarach i jednym rozbitym samolocie.

Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Ryanair ma poważne kłopoty. „Nikt nie…

Ryanair ma poważne kłopoty. „Nikt nie…

Komisja Europejska nie może ukarać Polski

Komisja Europejska nie może ukarać Polski

Czarnecki i doradcy Trumpa

Czarnecki i doradcy Trumpa

Trump zaoszczędził budżetowi 645 mln dol.

Trump zaoszczędził budżetowi 645 mln dol.

Silne trzęsienie ziemi w Meksyku WIDEO

Silne trzęsienie ziemi w Meksyku WIDEO

Dorota Kania UJAWNIA: Działania Fundacji „Niezłomni” budzą sporo kontrowersji

/ Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Litwa, Ejszyszki, czerwiec 2017 r. Przy mogiłach obok kościoła kilka osób rozkopuje ziemię i robi sobie zdjęcia. Odjeżdżają po niedbałym zasypaniu grobów. Wkrótce okazuje się, że byli to przedstawiciele Fundacji „Niezłomni” im. Zygmunta Szendzielarza ps. Łupaszka, której działalność niemal od początku jej powstania w 2013 r. budzi kontrowersje. W rozmowie z Dorotą Kanią w programie „Koniec Systemu” dr Jacek Pawłowicz - dyrektor Muzeum Żołnierzy Wyklętych podkreśla, że to właśnie IPN, a nie fundacja powinien zajmować się wydobywaniem szczątków „Żołnierzy Wyklętych”. Jego zdaniem to właśnie „osoba prof. Szwagrzyka jest absolutnym gwarantem tego, że wykonywane prace są profesjonalne i transparentne ”, czego nie można powiedzieć o działaniach wspomnianej fundacji.

Poniżej publikujemy rozmowę Doroty Kani z dr. Jackiem Pawłowiczem - dyrektorem Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL w Warszawie.

Fundacja „Niezłomni” zajmuje się wydobywaniem, ekshumacjami i poszukiwaniami szczątków żołnierzy wyklętych. Zarzucają oni, że IPN jest ich naturalnym przeciwnikiem, że szkaluje ich dobre imię. Jak to jest dokładnie? Dlaczego to IPN powinien zajmować się wydobywaniem szczątków „wyklętych”?
Ustawa to zwyczajnie nakazuje. Poza tym zespół poszukiwawczy prof. Krzysztofa Szwagrzyka jest doskonale przygotowany do swojej pracy. W zespole znajdują się najlepsi w kraju antropologowie, archeologowie i specjaliści z innych dziedzin. Sama osoba prof. Szwagrzyka jest absolutnym gwarantem tego, że wykonywane prace są robione w sposób bardzo profesjonalny. Proszę pamiętać, że chodzi tu o nie było co. Mówimy o wydobywaniu szczątków polskich bohaterów. Krzysztof Szwagrzyk już od kilkunastu lat zajmuje się poszukiwaniami ofiar zbrodni komunistycznych.
 
2003 r. pierwsze poszukiwanie bestialsko zamordowanych polskich bohaterów przez zespół prof. Szwagrzyka.
Od samego początku tymi poszukiwaniami zajmował się prof. Szwagrzyk, który jeszcze przed powstaniem IPN odnosił sukcesy w badaniu zbrodni komunistycznych i odnajdywaniu ofiar. W momencie kiedy powstał IPN był on naturalną osobą do tego, by kierować tymi poszukiwaniami.
 
Wspomniana fundacja zajmuje się kwestowaniem i zbieraniem funduszy. Zawsze gdy do gry wchodzą pieniądze pojawiają się wątpliwości, czego nie można powiedzieć w kierunku IPN, który jest prawnie usankcjonowany i publicznie finansowany.
Według mojej wiedzy nie potrzeba prowadzić żadnych zbiórek na poszukiwania, ponieważ fundusze na prowadzenie badań IPN posiada i wydaje je w sposób nad wyraz uczciwy.
 
Pytam dlatego, że właśnie na terenie Muzeum Żołnierzy Wyklętych niegdyś aresztu śledczego przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie byli po wojnie przetrzymywani żołnierze wyklęci. Będą również tam wznowione prace?
Tak będzie to już trzeci etap prac na terenie byłego aresztu śledczego, które prowadzi IPN. W tym roku przed wakacjami były prowadzone prace w dołach śmierci z okresu Powstania Warszawskiego, gdzie Niemcy wymordowali więźniów Mokotowa.
 
Skąd wiedza, że akurat tam właśnie znajdują się doły śmierci?
Ta wiedza była znana historykom, chociażby z relacji kilku osób, które w tamtym czasie uciekły z mokotowskiego więzienia. Trzeba było jednak te informacje sprawdzić i dokładnie zlokalizować położenie wspomnianych dołów. Na Mokotowie były 3 wielkie rowy, do których byli wrzucani na oczach kolegów patrzących z cel ciała zamordowanych. Te doły śmierci zostały ekshumowane w roku 1945, natomiast podczas naszych ostatnich ekshumacji znaleźliśmy tam szczątki ludzkie. Pojawiały się przez lata informacje, że podczas zwykłych prac budowlanych na terenie Mokotowa znajdowane są fragmenty ciał. Z ziemi wystają czaszki i kości, ale mimo to żadne organy nie rozpoczęły czynności w kierunku sprawdzenia pochodzenia tych szczątków. Wydobyte szczątki podobno były palone, ale te informacje nie mają żadnego oficjalnego potwierdzenia. Prace IPN i zespołu prof. Szwagrzyka mają na celu potwierdzić te informację, albo odnaleźć szczątki pomordowanych
 
Udało się już coś odnaleźć?
Tak to jest nieprawdopodobna historia, ponieważ w przestrzeni, która jest badana gdzie kiedyś znajdował się wielki dół śmierci z okresu Powstania Warszawskiego odnaleziono szczątki ludzkich ciał
 
Czy to znaczy, że ciała musiały znaleźć się w tym dole już po roku 1945?
Absolutnie tak, ponieważ odnalezione szczątki leżały mniej więcej w połowie głębokości jaką miał ten rów.
 
Czyli jak dobrze rozumiem zasypano ten grób powstańczy, po czym go częściowo rozkopano i chowano w nim kolejne szczątki ofiar nowego już reżimu.
Myślę, że głównym powodem tego jest fakt, iż była tam miękka niedawno naruszona ziemia. Nie trzeba było głęboko kopać i pospiesznie w nocy można było załatwić sprawę. Odnaleziony człowiek był wrzucony do dołu śmierci jakoś bokiem głową w dół. Zespół badawczy odnalazł tylko połowę jego ciała, ponieważ reszta została rozkopana przez koparkę.
 
Czy zachowały się jakieś rzeczy, które pozwolą zidentyfikować do kogo należy to ciało?
Jedyną nadzieją są badania genetyczne. Od najbliższego poniedziałku rozpoczyna się kolejny etap prac. Ponownie wchodzą historycy z biura poszukiwań, aby kopać i poszukiwać dalej. Do tej pory został zbadany tylko nieduży fragment przestrzeni, o której wiemy, że znajdowały się tam doły śmierci. Przed nami jest jeszcze kilka miesięcy prac, aby sprawdzić całą przestrzeń więzienia mokotowskiego również w miejscach gdzie wiemy na pewno, że nie było tam egzekucji niemieckich.


Materiał dotyczący działania Fundacji „Niezłomni” ukazał się w programie „Koniec systemu”, który jest emitowany w każdy wtorek o g. 21.30 na antenie Telewizji Republika – powtórki środa oraz niedziela. Odcinki tego programu można obejrzeć na stronie www.telewizjarepublika.pl oraz na Facebooku: Koniec systemu.
 
Więcej na ten temat w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”:

 

Źródło: niezalezna.pl, Telewizja Republika

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Ryanair ma poważne kłopoty. „Nikt nie może liczyć na taryfę ulgową”

/ JanClaus; pixabay.com / Creative Commons CC0

Włoski Urząd Lotnictwa Cywilnego wezwał w trybie pilnym przedstawicieli linii Ryanair w związku z odwołaniem przez nią w tym kraju 700 lotów. Włoskie media podają, że urząd uświadomi przewoźnikowi powagę sytuacji, w jakiej znaleźli się pasażerowie.

Z zapowiedzi wynika, że w trakcie spotkania podjęte też zostaną rozmowy na temat poszukiwania takich rozwiązań obecnej sytuacji, aby najmniej odbiły się one na podróżnych, którzy dowiadują się obecnie, że ich loty zaplanowane na wrzesień i październik zostały odwołane.

Rezygnację z lotów firma tłumaczy problemami wynikającymi z urlopów członków załóg.

- Nikt nie może liczyć na taryfę ulgową. Pasażer to obywatel, który ma swoje prawa, chronione przez przepisy. Zatem jeśli Ryanair je złamał, zapłaci za tego konsekwencje - oznajmił minister transportu Graziano Delrio, komentując zaistniałą sytuację.

 

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl