"Muszę być adwokatem Macierewicza"

Szybkość reakcji Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz wszystkie dokumenty, które powstały po działaniach SKW w sprawie wydarzeń w Nangar Khel, mogą świadczyć tylko na korzyść tej służby. Nie mam żadnego interesu politycznego, udzielając tego wywiadu, nie ubiegam się o stanowiska ani o miejsce na liście wyborczej. Mówię to gwoli przyzwoitości, a także dlatego, że irytuje mnie pełna insynuacji treść wypowiedzi gen. Marka Dukaczewskiego, gen. Waldemara Skrzypczaka, ministra Radosława Sikorskiego – mówi Grzegorz Reszka, były p.o. szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego, w rozmowie z Anitą Gargas


Po wyroku uniewinniającym żołnierzy oskarżonych o zabicie afgańskich cywilów z Nangar Khel gen. gen. Skrzypczak i Dukaczewski zaatakowali SKW, twierdząc, że to z powodu braku profesjonalizmu tej służby, kierowanej wówczas przez Antoniego Macierewicza, doszło do tragedii. Czy Pan uważa ich zarzuty za słuszne?

Absolutnie nie. Te zarzuty nie są oparte na faktach.

A jakie były fakty?

Swoje urzędowanie, pełnienie obowiązków szefa SKW, rozpocząłem 19 listopada 2007 r. Tego samego dnia zostałem poinformowany przez płk. Andrzeja Kowalskiego, mojego poprzednika, o działaniach żołnierzy oraz funkcjonariuszy SKW w związku z wydarzeniami w Nangar Khel. Zostałem też zapoznany z dokumentami. Nie miałem żadnych uwag co do profesjonalizmu tych działań. Były przeprowadzone w sposób właściwy.

W czasie trzech miesięcy mojej bytności w SKW prowadzona była kontrola SKW, która obejmowała również działania operacyjne. Zapoznawszy się z materiałami dotyczącymi Nangar Khel, nie znalazłem tam niczego, co mogło mi posłużyć jako dowód na nieprawidłowości w SKW albo jako argument na rzecz tych nieprawidłowości. Co więcej, ze względu na znaczenie tej sprawy nie poprzestałem na lekturze dokumentów i rozmowie z moim poprzednikiem płk. Kowalskim. Rozmawiałem z oficerami, którzy byli zaangażowani w wyjaśnienie wydarzeń w Nangar Khel. Każdy z nich miał świadomość skomplikowania materii, w jakiej przyszło działać SKW, a więc tego, że żołnierze działają w warunkach wojny. Nie nabrałem żadnych podejrzeń, żadnych wątpliwości dotyczących profesjonalizmu albo niezasadnego zaangażowania SKW w wyjaśnienie tej sprawy.

I mówi to zaciekły wróg Antoniego Macierewicza?

Osobiście nie czuję niechęci do pana Macierewicza, choć bardzo krytycznie oceniam jego poglądy polityczne. Ale nie oznacza to, że mój krytycyzm jest totalny. Tam, gdzie Antoni Macierewicz i funkcjonariusze SKW nie popełnili błędów, mówię, że nie popełnili. Zaznaczam, że nie mam żadnego interesu politycznego, udzielając tego wywiadu, nie ubiegam się o stanowiska ani o miejsce na liście wyborczej. Mówię to gwoli przyzwoitości, a także dlatego, że irytuje mnie pełna insynuacji treść wypowiedzi gen. Dukaczewskiego, gen. Skrzypczaka, min. Sikorskiego.

Co konkretnie Pana irytuje?

Zacznijmy od gen. Skrzypczaka, który przedstawił opinii publicznej spiskową wizję wydarzeń. W wywiadzie z 2 czerwca twierdzi oto, że SKW, w domyśle minister Macierewicz, są autorami scenariusza, który prokuratura potraktowała jako dowód przestępstwa.

Zacytujmy: „Scenariusza, który powstał w cieniu gabinetów na czyjeś specjalne zamówienie”.

Chcę powiedzieć z całą stanowczością, że działania SKW w związku z wydarzeniami w Nangar Khel były ni mniej, ni więcej tylko realizacją obowiązków i zadań, jakie spoczywają na SKW. Gdyby SKW zachowała się wtedy biernie, naraziłaby się na zarzut niewykonywania ustawy. Do zadań SKW należy rozpoznawanie, zapobieganie, wykrywanie popełnionych m.in. przez żołnierzy pełniących czynną służbę wojskową przestępstw przeciwko pokojowi, ludzkości oraz przestępstw wojennych. Szybkość reakcji Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz wszystkie dokumenty, które powstały po działaniach SKW, mogą świadczyć tylko na korzyść tej służby. Gen. Skrzypczak zarzuca spisek, nieuczciwe działanie oficerów SKW powodowanych przez ministra Macierewicza. Nie chcę być adwokatem ministra Macierewicza, ale w tej konkretnej sprawie po prostu muszę gwoli przyzwoitości i uczciwości zaprotestować.

Gen. Skrzypczak zarzucił Antoniemu Macierewiczowi chęć podrzucenia kukułczego jaja przez PiS Platformie Obywatelskiej.

To jest już w ogóle kuriozalny zarzut, świadczący o tym, że gen. Skrzypczak ma kłopot z logicznym myśleniem. Jeśli już PiS komuś podrzucał kukułcze jajo, to sobie.

Gen. Skrzypczak twierdzi dalej, że likwidacja WSI miała bezpośredni wpływ na skuteczność służb w Afganistanie. Bo nowi ludzie, którzy przyszli do służb, nie byli przygotowani do tego, aby merytorycznie wspierać walczących dowódców. Mówi też, że na front trafili ci, którzy byli oficerami dwa tygodnie. To jest kłamstwo. Pan gen. Skrzypczak kłamie i formułuje ten zarzut całkowicie świadomie. W Afganistanie w ramach obsady zabezpieczenia kontrwywiadowczego polskich oddziałów nie było żadnego funkcjonariusza, bo tego zabraniały ówczesne przepisy. Obsada składała się wyłącznie z żołnierzy, i to wywodzących się z WSI. Nie ma mowy o jakichś niedoświadczonych żołnierzach czy funkcjonariuszach po dwutygodniowych kursach.

Gen. Skrzypczak formułuje zarzut, że SKW inwigilowała żołnierzy i z tego powstał wspomniany już scenariusz. W określeniach warsztatu służb generał stosuje pojęcia, które traktuje jak epitety: „inwigilacja”, „podsłuch toaletowy”. One nic nie mówią o pracy służb, ale wiele mówią o gen. Skrzypczaku, jego poglądzie na pracę służb. Od takiego generała, który mieni się być skrajnym profesjonalistą, asertywnym dowódcą, wymagałbym jako skromny, emerytowany pułkownik większej pokory, trzeźwości umysłu i właśnie profesjonalizmu, którego w tej sprawie brakuje mu zupełnie.

W swojej wizji makiawelicznego udziału SKW i Antoniego Macierewicza w wydarzeniach Nangar Khel gen. Skrzypczak przewidział też rolę dla prokuratury: rolę narzędzia w rękach SKW. Prokurator zrealizował scenariusz SKW. Taka wizja urąga niezależności prokuratury i nie jest oparta na faktach.

Gen. Skrzypczak nie był jedynym, który zaatakował SKW, posługując się insynuacjami. Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych państwa, które jest członkiem NATO i UE, po wyroku sformułował na Twitterze taką opinię: „Rozliczyć trzeba tych, którzy nakręcili tę aferę”. Należy to rozumieć, że była jakaś grupa, która przygotowała i przeprowadziła aferę. Według słownika języka polskiego afera to „nieuczciwe, oszukańcze, kolidujące z prawem przedsięwzięcie z udziałem wielu osób”. Na czym jakoby ta afera miała polegać? Że instytucja państwowa wykonała swoje zadanie? Gdzie sens, gdzie logika, nie wiem. Ale traktuję tę wypowiedź jako absolutną insynuację w sytuacji, gdzie nie tylko żołnierze działają w warunkach wojny w Afganistanie, ale i służby specjalne. Trudne warunki wojenne dotyczą więc również żołnierzy SKW. Tego typu wypowiedź ministra spraw zagranicznych to absolutny skandal. Jestem ciekaw, czy za tym stwierdzeniem kryje się jakaś wiedza ministra Sikorskiego. Wtedy gdy ja przez trzy miesiące byłem p.o. szefa SKW, pan minister ani razu nie kontaktował się ze mną w tej sprawie, nie prosił o jakiekolwiek informacje, nie rozmawialiśmy o tym ani służbowo, ani prywatnie, nie wysyłałem do niego żadnych materiałów. Być może po moim odejściu nabrał tej wiedzy, ale to też wątpliwe, bo dlaczego miałby być zapoznawany z tego rodzaju materiałami? Stawiam więc hipotezę, że minister Sikorski nie posiada tego typu wiedzy. Opiera się wyłącznie na swoich przekonaniach, na swojej niechęci do ministra Macierewicza i do Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Jeśli tak mamy dbać o stabilność instytucji państwowych, to w służbach mają prawo się zastanawiać, czy realizować zadania, bo w przypadku realizacji ustawowych zadań SKW pełniący w niej służbę żołnierze i funkcjonariusze będą się narażali na zarzuty rozkręcania afer. Jeśli natomiast minister Sikorski ma wiedzę, że ktoś nakręcił aferę, to dlaczego natychmiast nie zgłosił się do prokuratury i nie złożył zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa? Jeśli takiej wiedzy nie ma, powinien powstrzymać się od komentarzy, bo jego słowa nie są obojętne dla oficerów, funkcjonariuszy oraz pracowników cywilnych SKW i minister Sikorski ma tego pełną świadomość. Nie interesuje mnie osobisty stosunek ministra Sikorskiego do ministra Macierewicza. Jeśli Sikorski nie może się ponad tą relacją odnieść do sprawy Nangar Khel, to może lepiej, by nic nie mówił, a swoje emocje odreagował w zaciszu domowym.

Na marginesie – mówi się, że w armii może nastąpić syndrom Nangar Khel, że sytuacja wpłynęła paraliżująco na żołnierzy. A czy postawa polityków po wyroku nie może wywołać syndromu Nangar Khel wśród żołnierzy i funkcjonariuszy SKW i SWW, którzy wykonują swoje zadania w Afganistanie? Przecież oni mogą sobie zadać pytanie: po co mam angażować się w wyjaśnienie jakichkolwiek nieprawidłowości, skoro potem mogę zostać uznany za autora afery, autora scenariusza, który miał służyć jakimś niecnym celom? Po co mam się narażać na postępowania dyscyplinarne w związku z tym, że opisałem coś, co w sposób jednoznacznie negatywny może rzutować na działanie dowódców?

Podobnie jak w przypadku ministra Sikorskiego byłem skonfundowany, gdy usłyszałem wypowiedzi Bogdana Klicha. Przekazałem ministrowi wszystkie dokumenty dotyczące Nangar Khel, z którymi mnie zapoznano w SKW, w tym szczegółowy wielostronicowy raport, o którego treści nie mogę nic mówić, bo jest ściśle tajny. Poinformowałem ministra Klicha również o tym, że prokuratura zwróciła się o przekazanie wszystkich materiałów, które były w SKW, a dotyczyły Nangar Khel, i że te materiały zostały przekazane. W czasie tej rozmowy poinformowałem Bogdana Klicha, że sprawa jest poważna, ale nie odniosłem się w żaden sposób do materiałów ani nie podważałem ich wiarygodności, ponieważ uznałem, że są wiarygodne.

Pan minister Klich przez te trzy miesiące nie zwrócił się do mnie ani razu z zapytaniem o ocenę wiarygodności materiałów i o ocenę działań służby kontrwywiadu podejmowanych w celu wyjaśnienia wydarzeń w Nangar Khel.

Minister Klich powołuje się na skierowaną do ówczesnego ministra obrony Aleksandra Szczygły notatkę szefa SKW Antoniego Macierewicza. O czym, Pańskim zdaniem, świadczy ta notatka i dlaczego akurat ten dokument został odtajniony przez obecnego szefa SKW, gen. Noska?

Treść odtajnionej notatki potwierdza profesjonalizm i właściwą reakcję SKW oraz Antoniego Macierewicza w przedmiotowej sprawie. Zawiera wstępne zestawienie najważniejszych faktów, wyjaśnień uzyskanych od uczestników tych tragicznych wydarzeń, postulaty dalszych działań. Absolutnie nie przesądza o tym, że została popełniona zbrodnia, nie identyfikuje winnych i odpowiedzialnych za tę tragedię. Dziwi mnie interpretacja treści tej notatki dokonana przez ministra Klicha. Według niego, notatkę można zinterpretować tak, iż uznaje ona, że polscy żołnierze popełnili przestępstwo. Można tę notatkę tak zinterpretować, tyle że wtedy taka interpretacja jest właściwa nie tyle w ramach ćwiczeń czytania tekstu z jego rozumieniem, ile czytania i interpretacji pod założoną tezę. Odtajniając treść notatki, zachowano w tajemnicy przesłanki, czyli informacje operacyjne, które posłużyły jako materiał wyjściowy do jej sporządzenia. Domyślam się, że nie było powodów procesowych do odtajnienia tej notatki, szef SKW odtajnił ją w dzień po zakończeniu sprawy przez sąd pierwszej instancji. W mojej ocenie, jej odtajnienie miało socjotechniczne i polityczne uzasadnienie. Umożliwia bowiem ministrowi Klichowi publiczną prezentację swobodnej nadinterpretacji jej treści, której skutkiem może być obarczenie Antoniego Macierewicza i SKW odpowiedzialnością za dramatyczne przeżycia związane ze śledztwem i procesem uniewinnionych przez sąd polskich żołnierzy. Jednak należy pamiętać, że ten sam sąd uznał, iż prokuratura miała podstawy, by wszcząć śledztwo.

Gen. Skrzypczak uważa, że SKW nie powinna wszczynać procedur w tej sprawie – dla dobra wyższego.

Skąd gen. Skrzypczak wie, jakie działania podjęła SKW? To są tylko jego domysły albo wiedza, którą posiada w sposób bezprawny. Twierdzi on również, że zmontowany w zaciszu gabinetu scenariusz miał służyć „zdeprecjonowaniu dowódców i żołnierzy i udowodnieniu, że służby są skuteczne”. Otóż to są insynuacje. Ufam, że gen. Skrzypczak jest profesjonalistą, ale po tej wypowiedzi wiem, że jego profesjonalizm ma ograniczony zakres. Dobrze by było, gdyby zaniechał wypowiedzi w materii, w której się kompletnie nie orientuje. Gen. Skrzypczak sugeruje, że żołnierze i funkcjonariusze SKW byli narzędziami w rękach Antoniego Macierewicza i zrealizowali złowrogi scenariusz skierowany przeciwko dowódcom. W tym miejscu gen. Skrzypczak mówi o konflikcie między żołnierzami SKW a dowódcą oddziałów stacjonujących w Afganistanie – tak jakby było to coś nadzwyczajnego. Tymczasem te konflikty występują w sposób nieunikniony. Przecież Służba Kontrwywiadu Wojskowego jest służbą zajmującą się m.in. kontrolą działań dowódców.

Na marginesie warto zwrócić uwagę, że skutkiem likwidacji WSI jest to, że w Służbie Kontrwywiadu Wojskowego na stanowiskach merytorycznych pełnią służbę nie tylko żołnierze, jak w WSI, ale i funkcjonariusze. Kariera funkcjonariuszy nie jest zależna od wyższych rangą dowódców wojskowych czy od generałów. Ich postawa wobec dowódców jest więc bardziej asertywna niż żołnierzy. Dla nich nie ma znaczenia stopień wojskowy. Nie wyobrażam sobie, by żołnierz w SKW w stopniu porucznika bądź kapitana, udając się na kontrolę, której przedmiotem byłyby decyzje pułkownika czy generała, nie czuł dyskomfortu związanego z różnicą w stopniach oficerskich. Ten dyskomfort nie dotyczy funkcjonariuszy.

Gen. Skrzypczak, minister Sikorski, gen. Dukaczewski, gen. Petelicki formułują bardzo poważne oskarżenia wobec oficerów SKW. Pomijam to, że żaden z nich nie zgłosił się do prokuratury. Ale do diaska, prokuratura dysponowała tymi materiałami, dysponował nimi sąd. Domyślam się, że oficerowie byli przesłuchiwani. Prokurator chyba nie znalazł niczego, co uzasadniałoby oskarżenia rzucane publicznie przez gen. gen. Dukaczewskiego, Skrzypczaka, przez ministra Sikorskiego. Co więcej, sąd nie powziął podejrzeń co do materiału dostarczonego przez SKW. Gdyby się dokładnie wsłuchać w wypowiedzi gen. Dukaczewskiego, to można dojść do wniosku, że albo nie wie, co mówi, albo gubi się w swojej niechęci do ministra Macierewicza i do oficerów SKW. Bo oto gen. Dukaczewski 1 czerwca w audycji „Fakty po faktach” mówi: „widzę mądrość prokuratury, która zapewne przygotowała bardzo dobre materiały, i mądrość sądu”. Nie jest tajemnicą, że wśród materiałów dowodowych były materiały przygotowane przez SKW. Panie gen. Dukaczewski, skąd więc u pana w innych wypowiedziach pewność, że materiały, które były przygotowane przez SKW, były kiepskie? Skąd żądanie, że trzeba powołać komisję śledczą, która wyjaśniając okoliczności likwidacji WSI, być może przybliży prawdę o wydarzeniach w Nangar Khel?
Kwestia likwidacji WSI to zupełnie inne zagadnienie. Nie sprowadzajmy dyskusji do absurdu. Likwidacja WSI nie miała nic wspólnego z tym, że w Nangar Khel zginęły tragicznie osoby cywilne.
W debacie o Nangar Khel punkt ciężkości został kompletnie przesunięty. W tej chwili toczy się dyskusja o odpowiedzialności SKW i Macierewicza. To ma sprawiać wrażenie, że SKW i Macierewicz mieli wpływ na wydarzenia w Nangar Khel.

Gen. Dukaczewski twierdzi, że nie było dobrego rozpoznania.

A skąd jego wiedza o braku rozpoznania? Skąd szczegółowa wiedza dotycząca pracy operacyjnej kontrwywiadu wojskowego? Oparta jest na przypuszczeniach, nie na faktach. Panie gen. Dukaczewski, skoro ma pan wiedzę o nieprawidłowościach w SKW, to proszę do prokuratury. Ale proszę nie formułować publicznie ocen deprecjonujących pracę oficerów SKW, choć jest to bliskie pańskim emocjom, bo pan pała niechętnymi emocjami wobec ministra Macierewicza. Jest pewne, że tożsamość gen. Dukaczewskiego na wieki wieków będzie wypełniona istotnym elementem – bólem egzystencjalnym po utracie WSI. No trudno, gen. Dukaczewski będzie się musiał z tym pogodzić – był szefem WSI, ale WSI zostały zlikwidowane, w mojej ocenie zresztą za późno. Zachowanie zdrowego dystansu do formacji, w której się pełni lub pełniło służbę, jest warunkiem zachowania zdrowia psychicznego, i to radzę gen. Dukaczewskiemu. Nie wszystko, co robiły WSI, było świetne, profesjonalne. Wysoki profesjonalizm WSI to mit. Byłem w SKW i z bliska mogłem przyjrzeć się dokumentom, materiałom operacyjnym pochodzącym od WSI. Wcześniej w UOP miałem możliwość współpracy z WSI. Doszedłem do przekonania, że w WSI, podobnie jak i w UOP czy ABW itd., tak jak w każdym GS-ie – są lepsi pracownicy i gorsi. Nie jest tak, że WSI była uniwersalnie profesjonalna i nigdy nie popełniła błędów. A sprawa rakiet Roland znalezionych w Iraku? Nie może być tak, że gen. Dukaczewski z pogwałceniem zdrowego rozsądku i obiektywizmu będzie walił jak w bęben w SKW i Antoniego Macierewicza, ponieważ widzi w Macierewiczu osobę, która w jego mniemaniu skrzywdziła żołnierzy WSI, a w SKW widzi samych dyletantów.

Gen. Dukaczewski powtarza, że trzeba pokolenia, by odbudować stratę po likwidacji WSI. Tak samo mówili funkcjonariusze SB w kawiarniano-alkoholowych dyskusjach po rozwiązaniu Służby Bezpieczeństwa i powołaniu UOP. A więc informuję pana Dukaczewskiego, że nie trzeba pokolenia. W tej chwili służby te radzą sobie dobrze, mają sukcesy. Trzeba mieć odrobinę obiektywizmu. 

Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Kolejny skandal w niemieckiej armii

Objawienia w Medjugorie będą uznane?

Warszawa: samobójstwo w areszcie

UEFA ukarała także Arkę Gdynia

Prezydent Duda: Nie ugniemy się przed…

Trudno uwierzyć! Dzień po zamachu lewacy wyszli na ulice Barcelony - wspierać... imigrantów

/ @theshineline \ Twitter.com

Olga Alehno

Szefowa działu „świat” w „Gazecie Polskiej Codziennie”. W tygodniku „Gazeta Polska” kieruje działem „Światowa prasa o Polsce”.

Kontakt z autorem

W piątek popołudniu, czyli zaledwie kilkadziesiąt godzin po zamachu, do którego doszło w centrum Barcelony, na ulicach tego miasta doszło do dwóch manifestacji – „przeciw” oraz „za” przyjmowaniem imigrantów z krajów Afryki i Bliskiego Wschodu. „Stop Islamizacji Europy” i „Uchodźcy NIEmile widziani” - żądali jedni. Naprzeciw nich pojawili się lewacy, którzy w wulgarny sposób reagowali na ten protest.

Do zamachów w Katalonii doszło w czwartek. Czternaście osób zostało w bestialski sposób zamordowanych, a 130 jest rannych. W tym wielu jest w stanie krytycznym.

Zamachu dokonali członkowie siatki terrorystycznej - wśród nich główne role odgrywali Marokańczycy, a za kierownicą vana, który wjechał w tłum turystów, był 17-letni Mussa Ukabir.

W związku z tragedią w Barcelonie doszło dziś do antyimigranckich protestów. Grupa przeciwników dalszego przyjmowania muzułmański imigrantów stanowiła ok. 20-30 osób. Ochraniała ich uzbrojona policja – podał kataloński portal ctvnews.ca. W lewicowej kontrmanifestacji udział brało kilkaset osób.

Tymczasem w ostatnich tygodniach lewacy z Katalonii podczas licznych protetstów atakowali... turystów. Protestowali przeciwko ich przyjazdom! Cudzoziemcy odwiedzają ten region Hiszpanii coraz liczniej, bo w innych częściach świata, jest po prostu niebezpiecznie.

„Eksperci nie mają wątpliwości, że gwałtowny wzrost popularności europejskich kurortów jest podyktowany niepewną sytuacją społeczno-polityczną w krajach północnoafrykańskich oraz na Bliskim Wschodzie i turystyczna popularność Półwyspu Iberyjskiego spadnie, kiedy tylko konflikty zostaną tam zażegnane. Analitycy z hiszpańskiego stowarzyszenia przewoźników i organizatorów wycieczek Exceltur informują, że w ub.r. do kraju przyjechało ok. 1,5 mln turystów, którzy zdecydowali się na zmianę wakacyjnych planów jedynie ze względu na ewentualne niebezpieczeństwo. Jednocześnie szacuje się, że z tegorocznej 6,6-milionowej nadwyżki turystów aż 60 proc. jest „pożyczonych” i dotychczas preferowało inne kierunki podróży”

- pisała niedawno  „Codzienna”.

„To inwazja!”, "Nie chcemy turystów!" - z takimi hasła wychodzili na ulice Barcelony, lewacy, którzy nie chcieli u siebie takich tłumów turystów.

Tymczasem wśród tych samych grup nadal poparciem cieszyła się polityka władz dotycząca przyjmowania uchodźców. Na jednym z budynków w mieście pojawił się nawet napis „Turyści, wracajcie do domu! Uchodźcy witajcie!”.

Dziś, po czwartkowej tragedii, przypomnieli tamte wydarzenia internauci...

 

Źródło: niezalezna.pl, gpcodziennie.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Legia zawiodła. Będzie ciężko

Rząd chce wypłacić odszkodowania szybko

W Polsce bezpiecznie - nie wprowadzono…

Zmarła 14 ofiara zamachów w Hiszpanii

Franciszek modli się za ofiary zamachu

"Bodyguard zawodowiec", czyli z wałkiem do ciasta na mafiosów. RECENZJA

/ mat.pras.

Magdalena Jakoniuk

Dziennikarka w dziale Kultura portalu niezalezna.pl, \"Gazety Polskiej\" i \"Gazety Polskiej Codziennie\".

Kontakt z autorem

Samuel L. Jackson w roli pogromcy złoczyńców, Ryan Reynolds który ich ochrania i Gary Oldman jako białoruski dyktator. Plus Salma Hayek w roli więźniarki o wyjątkowo siarczystym zasobie hiszpańskich wyzwisk. Pastisz kina akcji pt. „Bodyguard zawodowiec”, który dziś wszedł do kin, z taką ekipą nie mógł się nie udać. Nawet jeśli w walce z wrogiem bronią głównego bohatera jest… wałek do ciasta.

Michaela Bryce’a (Ryan Reynolds) poznajemy, gdy mężczyzna jest na samym szczycie życiowych aspiracji – codziennie rano budzi się obok pięknej narzeczonej Amelii (Elodie Yung) w domu na przedmieściach, a do pracy jeździ luksusowym jaguarem. Jako światowej klasy ochroniarz cieszy się zaufaniem największych tego świata, również tych spod ciemnej gwiazdy.

Wszystko zmienia się, gdy ginie jeden z ochranianych przez niego klientów. Kiedy Michael dostaje zlecenie ochrony Dariusa Kincaida (Samuel L. Jackson) seryjnego mordercy, a zarazem ważnego świadka w sprawie białoruskiego dyktatora Vladislava Dukhovicha (Gary Oldman), pojawia się szansa na odzyskanie dawnej estymy. Problem w tym, że ci dwaj już kiedyś się spotkali i bynajmniej nie łączy ich kumpelska więź.

Choć początkowo między bohaterami iskrzy zbyt mocno, by plan bezpiecznego transportu świadka do sądu mógł się powieść, z czasem okazuje się, że jeden bez drugiego nie może sobie poradzić. Skazani na siebie nawzajem „zawodowcy” tworzą zgrany duet, a ich akcje dostarczają nie mniejszej dawki adrenaliny niż najbardziej spektakularne wyczyny Jamesa Bonda: by pozbyć się depczących im po piętach białoruskich mafiosów i agentów Interpolu posłużą się wszystkim – od profesjonalnej broni po wałek do ciasta

Scenariusz filmu Patricka Hughesa to celowo przerysowana sensacyjna jatka, w której na przemian słychać świst kul, pisk opon i siarczyste przekleństwa (zwłaszcza te płynące z ust znakomitej Salmy Hayek, która w filmie wciela się w żonę przestępcy Kincaida) – ot, naiwna komedia dla niegrzecznych chłopców, okraszona efektownym soundtrackiem. Siła obrazu tkwi jednak w obsadzie – Reynolds, Jackson i Oldman (którego postać w oczywisty sposób nawiązuje do Władimira Putina) tworzą trio nie do pobicia. Plus pada filozoficzne pytanie: kto jest większym grzesznikiem – ten, który zabija złoczyńców, czy ten, który ich ochrania?

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

"Terrorystom mówimy…

Zatrzymano trzecią osobę podejrzaną o…

Hiszpańska prasa: "Musimy walczyć z…

UEFA ukarała Legię. Jest reakcja kibiców

UEFA ukarała Legię. Ruszyła zbiórka

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl