Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Unijny zamordyzm Ursuli von der Leyen. Grochmalski o demontażu Europy ojczyzn

Ursula von der Leyen niemal otwarcie próbuje narzucić niemiecką architekturę władzy UE, dokonać głębokiej germanizacji samej istoty procesu decyzyjnego na kształt pruskiego kultu sprawnej, hierarchicznej struktury. Zamiast partnerstwa mamy model hegemonicznej dominacji opartej na pionowej hierarchii i na „niemieckim uniwersalizmie” - pisze Piotr Grochmalski w "Gazecie Polskiej".

To SAFE pokazuje nieposkromioną niemiecką ambicję panowania nad Europą. Ten wymyślony w głowie Ursuli von der Leyen unijny instrument finansowy o wartości 150 mld euro masakruje fundamenty unijnego traktatu. Unaocznia, że dla Berlina prawem jest jego polityczna wola. Niemcom się spieszy. Chcą wykorzystać wojnę Rosji z Ukrainą, którą sami sprowokowali swoją polityką, jako element presji wymuszającej centralizację UE. Na naszych oczach von der Leyen w pruskim stylu demontuje Europę ojczyzn. Wykorzystuje w tym też, rozbudzany i inspirowany przez Berlin, silny antyamerykanizm. Rzekomo jedyną drogą do uratowania Europy jest jej przyspieszona centralizacja według niemieckiego planu. Jego istotę przedstawił kanclerz Merz w artykule w „Foreign Affairs” z 13 lutego. Ale zanim von der Leyen w przyspieszonym tempie zaczęła, z pominięciem unijnego prawa, przekształcać Komisję Europejską w główne centrum władzy w UE, Wolfgang Ischinger, przewodniczący Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa i były ambasador RFN w Waszyngtonie i Londynie, w opublikowanej 7 września 2018 roku książce „Welt in Gefahr: Deutschland und Europa in unsicheren Zeiten” („Świat w niebezpieczeństwie: Niemcy i Europa w niepewnych czasach”) postawił tezę o następujących epokowych zmianach porównywalnych do tych, jakie nastąpiły po rozpadzie Związku Sowieckiego. Miały być one efektem polityki USA i Donalda Trumpa, które doprowadziły do zaniku wzajemnego zaufania w relacjach międzysojuszniczych w świecie transatlantyckim. Było to oczywiste przekłamanie, bo radykalny antyamerykański zwrot Niemiec nastąpił za kanclerstwa Schrödera, który postawił na strategiczną współpracę z Putinem. Ischinger przekonywał w swojej publikacji, że w związku z polityką Trumpa podczas pierwszej jego kadencji Niemcom rzekomo zawalił się jeden z dwóch fundamentów całej ich powojennej polityki zagranicznej – strategiczne związki z USA. Pozostała im integracja europejska jako ich ostatni bastion. Z kolei Arnd Freytag von Loringhoven, syn ostatniego adiutanta Hitlera, którego Merkel wysłała w 2020 roku na dwa lata do Warszawy jako ambasadora, z oburzeniem konstatował, że Trump wykazywał szczególną słabość do Polski i niechęć do Niemiec, co wyjątkowo frustrowało Berlin.

Europa musi być niemiecka

Po powrocie Trumpa do władzy nastąpiła koncentracja aktywności RFN na radykalnie szybkim przekształceniu UE w niemiecką Europę. Elity brukselskie nadal pchają Unię Europejską w stronę uczynienia z niej scentralizowanej struktury z dominującą pozycją Niemiec. Przemówienie wiceprezydenta J.D. Vance’a w Monachium w lutym 2025 roku, w którym obwiniał on państwa członkowskie UE o brak zdecydowanego stanowiska wobec masowej migracji i brak ochrony wolności słowa, spotkało się z oburzeniem Brukseli i Berlina. A przecież w najnowszej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego USA mocno zaakcentowane jest, iż Ameryka potrzebuje silnej Europy. Jednak von der Leyen forsuje coraz bardziej pozaprawne wzmocnienie pozycji Komisji Europejskiej i pcha Brukselę do ograniczenia suwerenności i demokracji unijnych państw. UE postępuje samobójczo, promując masową migrację, ponieważ w praktycznie każdym kraju Europy Zachodniej pojawiają się warunki grożące głęboką ich destabilizacją, przypominające fazę poprzedzającą wybuch wojny domowej.

Druga kadencja Ursuli von der Leyen, która rozpoczęła się 1 grudnia 2024 roku, to już nie tylko administrowanie Unią, lecz także otwarty marsz ku radykalnej centralizacji. Pod płaszczykiem „efektywności” i „odporności na kryzysy” przewodnicząca Komisji Europejskiej konsekwentnie przesuwa środek ciężkości władzy z demokratycznie wybranych rządów krajowych do swojego gabinetu w Berlaymont. Wcześniej w tym miejscu mieścił się żeński klasztor Dames du Berlaymont. Dziś to tu trwa gorączkowy proces budowy niemieckiej Europy. Von der Leyen niemal otwarcie próbuje narzucić niemiecką architekturę władzy UE, dokonać głębokiej germanizacji samej istoty procesu decyzyjnego na kształt pruskiego kultu sprawnej, hierarchicznej struktury. Zamiast partnerstwa mamy model hegemonicznej dominacji opartej na pionowej hierarchii i na „niemieckim uniwersalizmie”. Jak to opisywał Ulrich Beck w swojej książce „Das deutsche Europa” („Niemiecka Europa”), wydanej w Berlinie w 2012 roku, „niemiecki uniwersalizm” oznacza, iż „Nie tylko Europa staje się niemiecka, także prawda staje się niemiecka… Czym jest – po pierwsze – niemiecki uniwersalizm, po drugie – zastosowany w polityce europejskiej? Uniwersalizm oznacza: jestem w posiadaniu miar, które rozstrzygają, co jest dobre, a co złe, co jest prawidłowe, a co fałszywe, i to nie tylko tu, u nas, ale także tam, u was, nie tylko teraz, lecz również jutro i w przyszłości”. To jest nowa ideologia, która ma zdominować niemiecką UE i ekipę von der Leyen. Nowa struktura Komisji została przez nią zaprojektowana tak, by przeciąć poziome powiązania między komisarzami i poddać ich ścisłej kurateli przewodniczącej. Jak zauważa na łamach Politico prof. Steven Van Hecke, ekspert ds. polityki europejskiej:

„To najbardziej scentralizowana Komisja w historii. Von der Leyen stworzyła system, w którym komisarze są raczej jej ministrami niż niezależnymi politycznymi graczami reprezentującymi interesy swoich obszarów”.

Von der Leyen na wojnie z Europą

To też mocne uderzenie w filary suwerenności państw. Najgroźniejszym instrumentem centralizacji jest szantaż finansowy. Mechanizm „pieniądze za reformy” przetestowany przy KPO ma stać się normą w nowym budżecie UE. Propozycje zakładają powiązanie funduszy spójności z centralnie narzuconymi wytycznymi, co odbiera państwom prawo do decydowania o własnym rozwoju. To w istocie przyspieszona śmierć suwerennych państw i uczynienie z von der Leyen swoistego unijnego megakanclerza na wzór Prusaka Bismarcka. Jednocześnie von der Leyen dąży do likwidacji prawa weta w polityce zagranicznej. Manfred Weber, który zastąpił Tuska na stanowisku lidera EPL i który uchodzi za bliskiego sojusznika przewodniczącej, stwierdził wprost podczas swego wystąpienia w Parlamencie Europejskim we wrześniu 2024 roku: „Zasada jednomyślności stała się hamulcem dla Europy. Musimy przejść do głosowania większościowego, by Europa mogła mówić jednym głosem”. W praktyce oznacza to, że mniejsze kraje zawsze będą przegłosowane, nawet w sprawach dla nich egzystencjalnych, co uderza w samą istotę sojuszu wolnych narodów. Plany von der Leyen oznaczają faktyczny koniec UE. Stanowią one śmiertelne zagrożenie dla przyszłości UE, bo Unia bez demokracji stanie się autorytarnym „superpaństwem” pod wodzą von der Leyen.

Niesie to dwa kluczowe ryzyka: permanentnego deficytu demokratycznego, bo decyzje zapadać mają w wąskim gronie urzędników, na których obywatele nie mają bezpośredniego wpływu. A to prowadzi do gwałtownego wzrostu wewnętrznych napięć i musi wywołać reakcję odśrodkową.

Forsowanie centralizacji na siłę przez von der Leyen i innych Niemców osadzonych w kluczowych punktach biurokracji unijnej buduje opór społeczny przeciwko UE i może doprowadzić do kolejnych „exitów”. Zamiast elastycznej federacji opartej na współpracy otrzymujemy sztywną strukturę kierowaną ideologią. Jeśli UE nie powróci do korzeni – subsydiarności i szacunku dla państw członkowskich – centralizm von der Leyen może stać się grabarzem europejskiej jedności, a nie jej architektem.

Przed nią wielu kolejnych Niemców próbowało ujarzmić Europę. Podobnie jak ona, Walter Hallstein, pierwszy szef Komisji EWG, nie zamierzał być jedynie administratorem. Jako gorliwy federalista marzył o „rządzie europejskim”, co doprowadziło do najostrzejszego starcia w historii integracji. W 1965 roku Hallstein rzucił rękawicę narodowym stolicom, proponując, by cła rolnicze trafiały bezpośrednio do Brukseli, a Parlament Europejski zyskał realną władzę nad budżetem. Dla prezydenta Francji Charles’a de Gaulle’a było to przekroczenie czerwonej linii. Francuz widział w tym próbę odebrania państwom suwerenności przez bezimiennych urzędników. Jak sam sarkastycznie zauważył w 1970 roku w swoim „Pamiętniku nadziei”: „Komisja nie ma charakteru rządu, lecz jest jedynie organem technicznym”. Gdy Hallstein, z właściwym dla Niemców tępym uporem i przekonaniem o swojej nieomylności, odmówił ustąpienia, Paryż odpowiedział radykalnie – 30 czerwca 1965 roku Francja wycofała swoich przedstawicieli z Brukseli. Hallstein wyrastał w realiach Rzeszy Wilhelma II, potem był bliskim współpracownikiem Adenauera. Marzył mu się szybki marsz do odrodzenia niemieckiej potęgi. Ale był bliski doprowadzenia Europy do katastrofy. Jego zamach na EWG spowodował siedmiomiesięczny „kryzys pustego krzesła”, który sparaliżował Wspólnotę. Hallstein podczas swego przemówienia w Strasburgu w 1965 roku bronił swojej wizji, twierdząc, że „integracja europejska nie jest sprawą handlu, lecz polityki”. Był butny i pewny siebie, a podczas wizyty w USA przedstawiał już siebie jako swoistego premiera EWG. Ale to de Gaulle dyktował warunki. Kryzys zakończył tzw. kompromis luksemburski ze stycznia 1966 roku. Choć formalnie nie zmieniono traktatów, de facto przywrócono prawo weta w sprawach o „ważnym interesie narodowym”. Hallstein rok później pod naciskiem Francji  podał się do dymisji, a marzenia o szybkim powstaniu „Stanów Zjednoczonych Europy” musiały ustąpić pragmatycznej współpracy międzyrządowej.

Brukselski Lewiatan: ostatni etap demontażu suwerenności

Ustanowienie przez Berlin w Warszawie Donalda Tuska zostało odebrane jako otwarcie drogi do ostatecznego pogromu „Europy Ojczyzn”. Polska jest bowiem strategicznym kluczem dla planów Berlina dotyczących budowy niemieckiej Europy. Jednak zwycięstwo prezydenta Karola Nawrockiego przeraziło Berlin, ale też zwiększyło presję na jeszcze większe tempo odbierania państwom ich kluczowych instrumentów narodowej suwerenności.

Druga kadencja Ursuli von der Leyen przejdzie do historii nie jako czas „silnej Europy”, lecz jako moment ostatecznego przejęcia sterów państw narodowych przez niekontrolowaną biurokrację. Planowana na lata 2024–2029 przebudowa Unii to systemowy mechanizm wywłaszczania stolic z ich najważniejszych atrybutów: od portfela, przez armię, aż po prawo do sprzeciwu.

Najbardziej perfidnym narzędziem centralizacji jest reforma budżetowa, która model KPO (pieniądze za posłuszeństwo) czyni standardem. Bruksela chce, by fundusze spójności – dotąd zarządzane lokalnie – trafiały do państw tylko wtedy, gdy te zrealizują wytyczne Komisji. Daniel Caspary, szef niemieckiej delegacji CDU/CSU w PE, stwierdził to wprost w 2024 roku na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung”: „Potrzebujemy mechanizmów, które zapewnią, że pieniądze europejskie będą wydawane zgodnie z naszymi celami politycznymi”. Dla Polski oznacza to, że o budowie drogi w Małopolsce czy inwestycji na ścianie wschodniej de facto decydować będzie urzędnik w Brukseli, oceniający wcześniej „postęp ideologicznych reform”. Kolejnym uderzeniem jest próba centralizacji zakupów zbrojeniowych. Pod hasłem „europejskiej tarczy” kryje się przymus kupowania sprzętu od francusko-niemieckiego przemysłu, co uderza w polskie kontrakty z USA czy Koreą Płd. Towarzyszy temu radykalny atak na zasadę jednomyślności. Ursula von der Leyen w swoim orędziu stwierdziła w wystąpieniu inauguracyjnym w PE w lipcu 2024 roku: „W świecie, w którym wielkość ma znaczenie, Europa musi być w stanie podejmować decyzje szybciej, bez czekania na ostatniego hamulcowego”. A plan likwidacji weta w polityce zagranicznej to pozbawienie Polski prawa do blokowania decyzji uderzających w nasze bezpieczeństwo narodowe.

Jaki jest szacunek strat? Ile instrumentów suwerenności pozostanie po tym zamachu dokonywanym przez von der Leyen? Skala zniszczeń przy realizacji tych planów jest ogromna i można ją oszacować na kilku kluczowych poziomach. Po pierwsze, suwerenność finansowa – szacunkowe straty to utrata w ponad 70 proc. instrumentów suwerenności. Stąd w przypadku Polski tak gigantyczny atak na NBP i prof. Adama Glapińskiego. W wizji von der Leyen państwo ma stać się jedynie dystrybutorem środków, o których przeznaczeniu decyduje zewnętrzny ośrodek. To pokazuje, jak strategiczne znaczenie w batalii o Polskę ma narzucenie nam SAFE. To też wyjaśnia histeryczną reakcję Tuska na prezydencką propozycję „SAFE 0 proc.”. Po drugie – suwerenność militarna. Wdrożenie mechanizmów von der Leyen, a także SAFE, spowoduje, że utracimy więcej niż połowę suwerenności militarnej. Uzależnienie modernizacji armii od unijnych certyfikatów i wspólnych funduszy ograniczy naszą swobodę operacyjną. Po trzecie – suwerenność polityczna. Osiągniemy poziom krytyczny. Bez prawa weta Polska staje się województwem w unijnej strukturze, mogącym zostać przegłosowanym w każdej kluczowej kwestii.

Polska na celowniku

Dla Warszawy ta centralizacja jest szczególnie niebezpieczna. Jako kraj graniczny, o specyficznych potrzebach bezpieczeństwa i miksie energetycznym, Polska potrzebuje elastyczności. Clean Industrial Deal (Czysty Ład Przemysłowy) czy Pakt Migracyjny to rozwiązania szyte pod gospodarki zachodnie, które dla Polski oznaczają drenaż kapitału i narzucony inżyniering społeczny. Już dziś każdego roku kapitał wielkości 150–160 mld zł wypływa z Polski. Ponad 65 proc. tej sumy trafia do niemieckich banków. Przy tempie zadłużania Polski przez ekipę Tuska w 2027 roku drugie 150 mld rocznie będą wynosiły koszty obsługi naszego zadłużenia. Jeśli plan von der Leyen zostanie zrealizowany, Unia Europejska przestanie być wspólnotą narodów, a stanie się niemieckim, scentralizowanym imperium biurokratycznym, w którym suwerenność będzie jedynie historycznym wspomnieniem zapisanym w martwych już konstytucjach krajowych.

Centralizacja władzy w Komisji Europejskiej pod wodzą Ursuli von der Leyen jest procesem polegającym na zwiększaniu uprawnień decyzyjnych organów centralnych UE kosztem kompetencji państw członkowskich. Dążenia te, określane przez krytyków mianem budowy „superpaństwa”, obejmują kluczowe obszary polityki i struktury unijne. Służyć temu ma ograniczenie prawa weta i większa rola Brukseli. Von der Leyen, z obsesją charakterystyczną dla dyplomatów Bismarcka, dąży do ograniczenia prawa weta państw członkowskich, szczególnie w polityce zagranicznej, co ma umożliwić szybsze podejmowanie decyzji przez unijnych urzędników, ale zmniejsza wpływ poszczególnych suwerennych państw. To Berlin będzie decydował o wszystkim, co dotyczy Polski. Tusk obecnie gwarantuje to Niemcom, ale jeśli Polacy znów się zbuntują i będą chcieli zerwać się z niemieckiego łańcucha, bez mechanizmów unijnych nie uda się ich szybko znów zniewolić. Dodatkowo potrzebny jest ów mechanizm – centralizacja polityki spójności. Szefowa KE chce decydować o każdym euro wydawanym z unijnej kasy, tak aby przyspieszyć realizację tych projektów, które wzmocnią siłę łańcuchów zniewalających europejskie narody. Von der Leyen chce też, wzorem Xi Jinpinga, scentralizować swoją władzę w samej strukturze Komisji. Jej wiceprzewodniczący mają przejąć pełną i skuteczną kontrolę nad komisarzami poszczególnych resortów. Ale von der Leyen chce mieć haki na kluczowych polityków. Sama jest bowiem potężnie uwikłana w sprawy korupcyjne dotyczące ogromnych wydatków UE na szczepionki przeciwko COVID-19. Stąd w ramach Komisji podejmowane są próby tworzenia własnych komórek wywiadowczych, co dubluje istniejące mechanizmy i rozszerza kompetencje KE na obszar bezpieczeństwa. Proponowane jest też łączenie najważniejszych stanowisk, na przykład przewodniczącego Komisji Europejskiej i Rady Europejskiej, co wzmocniłoby osobistą władzę liderów UE. Jak zauważył prof. Żurawski vel Grajewski, członek prezydenckiej Rady ds. Bezpieczeństwa i Obrony, w artykule analitycznym „Projekt centralizacji UE”:

„Celem Niemiec jest masowy transfer suwerenności ze stolic państw członkowskich do Brukseli, kontrolowanej de facto przez Berlin i w mniejszym zakresie przez Paryż. RFN wykorzystuje przy tym wojnę Rosji przeciwko Ukrainie jako instrument nacisku – (szczególnie na państwa wschodniej flanki UE, silnie odczuwające zagrożenie płynące z Kremla) w celu przyjęcia zmian traktatowych, oznaczających dalszą centralizację władzy w UE i przekształcenie jej w nadpaństwo suwerenne w stosunku do państw członkowskich. (…) Od czasu zjednoczenia Niemiec w 1990 r. Berlin ustawicznie powiększa swą przewagę nad słabnącą Francją i coraz śmielej sięga po dominację w Unii Europejskiej, traktowanej przez Niemcy, nie bez racji, jako skuteczny instrument realizacji interesów niemieckich, kamuflowanych na użytek opinii publicznej szatą europejskości. Rosnące od lat 90. wpływy Niemiec w strukturach unijnych czynią przy tym transfer suwerenności z państw członkowskich do centralnych instytucji UE podstawowym sposobem powiększania skali oddziaływania RFN na owe kraje”.

Wszystkie działania Tuska dotyczące trzech kluczowych filarów naszej suwerenności są na bieżąco konsultowane z Berlinem i von der Leyen. Der SAFE w całej tej logice szefowej Komisji odgrywa szczególną rolę. Stąd tak gigantyczna zakulisowa presja Berlina i Brukseli, abyśmy wpadli w tę kredytową pułapkę.

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej