Ugandyjscy policjanci powiedzieli, że porywacze zabrali ze sobą Amerykankę i kierowcę, a w samochodzie terenowym zostawili parę starszych turystów, którzy podnieśli alarm. "Sądzę, że kidnaperzy zostawili ich, gdyż byli to starsi ludzie. Zabrali im jednak pieniądze" - powiedział rzecznik rządu Ofwono Opondo.
"Porywacze, którzy skorzystali z komórki ofiary, zażądali okupu w wysokości 500 tys. dolarów amerykańskich" - napisała w komunikacie Polly Namaye, zastępczyni rzecznika policji ugandyjskiej.
„Jesteśmy głęboko przekonani, że powodem porwania jest chęć otrzymania okupu. Elitarna jednostka policji została rozmieszczona w parku, aby wzmocnić bezpieczeństwo i szukać porywaczy oraz uprowadzonych"
- głosi komunikat policji.
Podano w nim także, że ekipy służb bezpieczeństwa obstawiły wszystkie przejścia pomiędzy Ugandą i sąsiednią Demokratyczną Republiką Konga, gdzie działają grupy rebeliantów. Policja jest zdania, że porywacze wraz z uprowadzonymi przebywają jeszcze na terenie kraju.
Pochodząca z Kalifornii Endecott i para starszych ludzi przyjechali do Ugandy 29 marca i polecieli następnego dnia do parku Queen Elisabeth w południowo-zachodniej części kraju. Nie wiadomo, czy są spokrewnieni.
Znajdujący się w Demokratycznej Republice Konga park narodowy Viryunga, sąsiadujący z parkiem Queen Elisabeth, czasowo zawiesił cały ruch turystyczny po uprowadzeniu w ubiegłym roku dwojga brytyjskich turystów i ich kierowcy; wszyscy zostali uwolnieni dwa dni później.
Park Queen Elisabeth graniczy z trudno dostępnym parkiem narodowym Bindi, gdzie turyści mogą podziwiać lwy, hipopotamy, szympansy. Tutaj w 1999 r. rebelianci rwandyjscy zabili ośmioro turystów zagranicznych. Incydent ten trwale ograniczył turystykę w Ugandzie, kluczowy sektor gospodarki kraju i jedno z głównych źródeł waluty zagranicznej.
Park Queen Elisabeth jest jednym z najbardziej znanych parków we wschodniej części Afryki, o powierzchni prawie 2 tys. km kw.