- Jestem zadowolony, tak jak większość Irańczyków - powiedział Moradchani agencji AFP. Jego zdaniem reżim irański nie przetrwa śmierci swego przywódcy, ze względu na rywalizacje wewnętrzne i będzie zmuszony do ustępstw. - Mam nadzieję, że interwencje wojskowe się zakończą i naród będzie mógł wypowiedzieć się na ulicy. W tej sytuacji jest bardzo trudno żądać od ludzi, by wychodzili na ulice, demonstrowali i obalali reżim - powiedział Moradkhani.
62-letni siostrzeniec najwyższego przywódcy duchowo-politycznego Iranu ma poglądy opozycyjne; opowiada się za świecką demokracją w Iranie. Schronił się we Francji w 1986 roku. Jego matka i trzy siostry mieszkają w Teheranie.
W rozmowie w niedzielę z dziennikiem „Le Parisien” Moradchani relacjonował, że również one są zadowolone ze śmierci ajatollaha, którego nie uważały już za członka rodziny.
Władze Iranu potwierdziły, że Chamenei zginął w sobotę rano w swoim biurze. Wcześniej media izraelskie poinformowały, że rezydencja ajatollaha w Teheranie została „całkowicie zniszczona” w wyniku uderzeń amerykańsko-izraelskich na Iran rozpoczętych w sobotę.