Z pierwszych ustaleń wynika, że bezpośrednią przyczyną pożaru, który ogarnął dwupoziomowy bar w noc sylwestrową, były iskry z zimnych ogni zamocowanych na butelkach szampana, wyglądających jak małe fajerwerki.
Jak ustaliły media sufit pomieszczenia wykończono pianką izolacyjną, użytą najprawdopodobniej do wygłuszenia sali. Nisko zawieszony sufit szybko zajął się ogniem.
Lokal okazał się śmiertelną pułapką, w której młodzi ludzie spłonęli żywcem lub udusili się dymem. Ucieczka stamtąd była utrudniona z powodu wąskich schodów i przejścia - podały szwajcarskie media.
Przedmiotem dochodzenia będzie przede wszystkim to, czy materiał, z którego wykonany został sufit odpowiadał normom bezpieczeństwa i czy wolno było tam używać sztucznych ogni. Ponadto śledczy sprawdzą, czy stosowano tam wszystkie wymagane środki bezpieczeństwa.
Pułapka bez wyjścia
Młody Włoch Gianni Campolo, który z ojcem Paolo przybył z pomocą do baru, by ratować ludzi, powiedział agencji Ansa w sobotę, że obaj szukali wyjścia ewakuacyjnego, ale znaleźli tylko służbowe drzwi. Nie miały one, jak dodał, mechanizmu bezpieczeństwa.
- To były oszklone drzwi, przywarło do nich kilkanaście osób, które chciały wyjść, ale nie mogły, bo drzwi były zamknięte - wyjaśnił 19-latek.
Mężczyznom, którzy przybiegli do baru z ich domu położonego tuż obok, udało się potem wraz z innymi osobami sforsować te drzwi. W ten sposób uratowali około dwudziestu uwięzionych ludzi.
[polecam:https://niezalezna.pl/swiat/55-letni-wloch-uratowal-dziesiatki-osob-z-plonacego-klubu/560365
- Szukaliśmy innych drzwi, były tylko te główne wejściowe. Gdyby było inne otwarte wyjście, byłoby mniej ofiar- stwierdził Gianni Campolo.
Sobota jest kolejnym dniem identyfikacji ofiar pożaru. Jak dotąd zidentyfikowano ciała czterech Szwajcarów.
"Le Parisien": Właściciele baru byli znani policji
Dziennik „Le Parisien” podał w piątek wieczorem, że właściciel baru w Crans-Montanie, gdzie w noc sylwestrową wybuchł tragiczny pożar, był przed laty znany francuskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Mężczyzna i jego żona, z którą prowadził ten lokal, są obywatelami Francji.
„Le Parisien” podał, że 30 lat temu mężczyzna był znany wymiarowi sprawiedliwości w związku ze sprawami dotyczącymi sutenerstwa, a przed 20 laty został aresztowany w Sabaudii w związku ze sprawą dotyczącą oszustwa i uprowadzenia. Jednakże - jak dodał dziennik - źródło policyjne powiedziało, że mężczyzna nie działał potem w przestępczości zorganizowanej.
Gazeta zaznaczyła, że właściciele lokalu zostali przesłuchani po pożarze jedynie w charakterze osób wezwanych do udzielenia informacji. Kobieta przebywała w czasie pożaru w barze i została ranna.