Propozycja dotyczy rezerwy stabilności rynkowej, który odpowiada za regulowanie podaży uprawnień do emisji CO2. System ten zmniejsza wolumen uprawnień przeznaczonych na aukcje, by usunąć nadwyżkę uprawnień w systemie i tym samym utrzymywać ich cenę na odpowiednio wysokim poziomie. Do tej pory pozwolenia trzymane w rezerwie były automatycznie usuwane, jeśli łączna liczba uprawnień w obiegu była większa niż 400 mln.
KE zaproponowała w środę zmianę mającą na celu wstrzymanie procesu unieważniania uprawnień jeśli ich liczba przekroczy 400 mln.
Po Wielkanocy KE przedstawi też propozycję, która ma doprowadzić do zwiększenia liczby darmowych uprawnień w systemie. Na lipiec Komisja zapowiada zmiany w dyrektywie ETS, która ma przygotować system na kolejną dekadę. Wówczas zapadnie decyzja, czy UE w ogóle zrezygnuje z wycofania darmowych pozwoleń z systemu.
Komisja Europejska została poproszona o wprowadzenie zmian w systemie ETS przez przywódców UE na szczycie 19 marca. Zabiegali o to liderzy ponad 10 państw członkowskich, w tym Polski, Włoch, Austrii, Belgii, Czech, Węgier i Grecji.
- Docierające do nas informacje o proponowanych zmianach w systemie ETS to krok w dobrym kierunku, ale diabeł tkwi w szczegółach. Wzmocnienie rezerwy stabilności rynkowej i aktualizacja wskaźników emisyjności dla darmowych uprawnień to korekty, które mogą zwiększyć przewidywalność cen i o to właśnie od dawna apelowaliśmy. To jednak nie rozwiąże problemu firm borykających się z wyższymi niż w innych regionach kosztami z sektorów energochłonnych. One powinny mieć dostęp do wsparcia, niezależnie od tego, czy mają zakłady we Francji, czy w Polsce. A dziś system faworyzuje kraje z większymi budżetami na pomoc publiczną — i to jest zagrożenie dla równych warunków konkurencji w UE
- ocenił Michał Grabka, kierownik programu badawczego w Fundacji Instrat: