— Nie jest to całkowita porażka, ale ważny wybór Niemiec. Nasze wojska lądowe współpracowały razem przez wiele lat, aby opracować, w jaki sposób ma wyglądać czołg przyszłości — powiedział w czwartek Mandon.
Dodał, że konkrety dotyczące czołgu nowej generacji zostały już ustalone i „nie jest to praca, która poszła na marne”. Jednocześnie przyznał, że „nie jest to dobra wiadomość dla przemysłu” zbrojeniowego.
— Z mojego punktu widzenia wciąż należy mieć zdolności pancerne; siła rażenia czołgu pozostaje znacząca. Musimy mieć platformy (bojowe — PAP), które będą się wzajemnie uzupełniać z robotami i sztuczną inteligencją
— przedstawił swoją koncepcję generał Mandon.
Szef sztabu zapowiedział, że obecnie służący we francuskiej armii czołg Leclerc ma być wycofywany od 2028 roku. Zaznaczył, że armia w przyszłym roku wybierze następcę dla tego zasłużonego pojazdu bojowego. Generał zaznaczył, że czołg nowej generacji będzie elementem szerszego systemu uzbrojenia — obejmującego większą rolę AI i robotów — opierającego się na automatycznej wymianie danych przy mniejszym udziale ludzi.
Dodał, że nowy sprzęt będzie opierał się w znacznej mierze na wymianie danych, a do jego obsługi będzie zapewne potrzebnych mniej żołnierzy.
System bojowy MGCS (Main Ground Combat System) jest lądowym odpowiednikiem projektu rozwoju francusko-niemieckiego systemu lotnictwa bojowego FCAS (Future Combat Air System), który również upadł w czerwcu tego roku. Celem Paryża i Berlina było zbudowanie europejskiego myśliwca nowej generacji, która zastąpiłby samoloty Rafale i Eurofightery.
Francuska stacja telewizyjna BFM zwróciła uwagę, że już wcześniej pojawiały się oznaki, że projekt MGCS napotyka problemy. W wywiadzie z dziennikiem „Welt am Sonntag” z września szef firmy zbrojeniowej Rheinmetall Armin Papperger ocenił, że Francja może się wycofać z tego programu. Jego zdaniem strona francuska chciała zmniejszyć swój wkład finansowy w ten projekt o połowę.