Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Do władz Berlina trafiło żądanie okupu. "Miasto jest szantażowane"

W czwartek wieczorem do władz Berlina trafiło żądanie okupu .Burmistrz Kai Wegner poinformował, że miasto jest szantażowane przez hakerów, którym na początku sierpnia udało się włamać do miejskich systemów i wykraść z nich dane - przekazała stacja BBC. Polityk oświadczył, że władze miasta nie ulegną szantażowi i nie zapłacą okupu.

Wegner oświadczył, że żądanie okupu dotarło do władz w czwartek wieczorem. Nie ujawnił kwoty, jakiej domagają się sprawcy, jednak według tygodnika „Der Spiegel” chodzi o 30 bitcoinów, czyli około 2 mln euro - podała BBC w nocy z piątku na sobotę.

- Berlin nie da się szantażować – powiedział w piątek Wegner. Poinformował, że policja, prokuratura i federalne służby bezpieczeństwa pracują nad sprawą „w trybie pilnym”. Jak dodał, trwają też dochodzenia dotyczące „zawartości i zakresu danych, do których uzyskano nieuprawniony dostęp”.

Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil i kliknij „Obserwuj w Google”

Z powodu cyberataku konieczne było wyłączenie niektórych systemów internetowych stolicy Niemiec. Do ataku przyznała się grupa hakerska Rhysida, która – jak się przypuszcza – działa z terytorium Rosji i Europy Wschodniej, i stała za cyberatakiem na British Museum w 2023 roku.

Jak podała agencja Reuters, na swojej stronie internetowej grupa zapowiedziała, że za siedem dni rozpocznie aukcję 5,79 terabajta skradzionych danych.

Do wycieku danych doszło w dniach 7-12 sierpnia. 14 sierpnia wyłączono część miejskich systemów internetowych, co na kilka dni uniemożliwiło składanie wniosków o dodatki mieszkaniowe i dokonywanie płatności.

Jak poinformowali urzędnicy, późniejsze analizy wykazały kolejne wycieki danych, tym razem w berlińskim wydziale transportu i ochrony środowiska. „Nie można wykluczyć, że naruszenie mogło objąć również dane osobowe lub inne informacje niejawne” – podało w piątkowym komunikacie biuro burmistrza.

„Der Spiegel” opublikował zrzut ekranu ze strony Rhysidy w sieci dark web. Grupa twierdzi, że posiada pliki zawierające m.in. umowy, porozumienia o zachowaniu poufności (NDA), akta osobowe, hasła oraz tysiące danych kontaktowych osób prywatnych.

Na stronie widnieje również licznik odliczający czas do rozpoczęcia aukcji skradzionych danych; cena wywoławcza to 30 bitcoinów, czyli tyle, ile sprawcy żądają od władz Berlina – podała gazeta.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

NAJNOWSZE Świat