Od czasu, gdy Federacja Rosyjska zdusiła 60 proc. dostawy gazu przez Nord Stream 1, część społeczeństwa niemieckiego odkryła w sobie nową pasję: monitorowanie stanu magazynów gazu. Można to zrobić w każdej chwili, otwierając stronę interaktywnej mapy gazowej. 44 zbiorniki uszeregowane od najgorzej do najlepiej wypełnionego. W pierwszej dziesiątce najskromniej zaopatrzonych zbiorników są trzy należące w pełni lub częściowo do rosyjskich spółek. Nazwany na cześć carycy Katarzyny II zbiornik „Katarina” zarządzany przez Erdgasspeicher Peissen GmbH (joint venture Gazpromu i VNG Gasspeicher) jest wypełniony w 19,3 proc. Największy magazyn gazu Niemiec w Rehden (w 100 proc. własność spółki córki Gazprom Germania, Astora GmbH) – w 36,6 proc., a zbiornik Jemgum H (w 83 proc. należący do Astora GmbH) udało się już wypełnić w 50,3 proc. Dobrze zorientowani w temacie śledzą też poziom wypełnienia zbiornika Haidach zaopatrującego w gaz Bawarię. Ten zlokalizowany w Salzburgu i podłączony wyłącznie do sieci niemieckiej magazyn pozostaje w rękach RAG Austria, Astora GmbH oraz spółki zależnej Gazpromu GSA i jest dla Niemiec wyjątkowo problematyczny. O ile bowiem 4 kwietnia br. holding Gazprom Germania (działający teraz pod nazwą SEFE) trafił decyzją rządu federalnego pod tymczasowy zarząd powierniczy Federalnej Agencji Sieci, która kontroluje stan wypełniania należących do niego magazynów, o tyle już niemiecka agencja nie ma kontroli nad poczynaniami spółki GSA, która odpowiada za 1/3 poziomu wypełnienia magazynu w Haidach. 14 lipca w austriackim Bundesracie debatowano nad możliwymi krokami wobec właścicieli magazynów gazowych, którzy nie spełniają obowiązku utrzymania poziomu surowca na bezpiecznym poziomie.
Wiedeń planuje odebranie rosyjskiej spółce prawa do magazynu na mocy nowelizacji ustawy o przemyśle gazowym na zasadzie „albo używasz, albo tracisz” (zmiany wzorowane na tych, które przyjęto w Niemczech). Ponadto docelowo Haidach ma zaopatrywać w gaz również Austrię (Austriacy twierdzą, że podłączenie do sieci będzie banalnie proste), co w sytuacji obecnego kryzysu mogło zaniepokoić premiera Bawarii Markusa Södera, a w sposób szczególny przedstawicieli przemysłu chemicznego i farmaceutycznego, którzy alarmują, że w przypadku niedoboru gazu Niemcy odczują brak opon, butelek plastikowych, leków, proszku do prania i wielu innych produktów wytwarzanych głównie na południu kraju. Sam Markus Söder podczas panelu zorganizowanego przez Związek Bawarskiej Gospodarki stwierdził, że „jeśli Bawaria będzie miała problem z gospodarką, to odczują to całe Niemcy”, przestrzegając przed ignorowaniem zagrożenia dla bezpieczeństwa energetycznego południowych Niemiec i stawianiem wyżej potrzeb landów północnych. Premier Bawarii postulował też ogólnoniemiecką solidarność energetyczną, co brzmi szczytnie, ale jak zauważają eksperci, ma się nijak do ewentualnych możliwości pomocowych. Zdaniem Jörga Rothermela, eksperta Niemieckiego Związku Przemysłu Chemicznego, trudno sobie wyobrazić, by np. Nadrenia Północna-Westfalia ratowała Bawarię, wysyłając jej gaz szlakami rzecznymi.
Ignorowane ostrzeżenia
Od 24 lutego wiele się w Niemczech mówi o tym, że kolejne rządy federalne bagatelizowały zagrożenie uzależniania energetycznego od Rosji, że ignorowano ostrzeżenia płynące z Polski i państw bałtyckich, zrzucając je na karb wschodnioeuropejskiego przewrażliwienia. W rozmowach z niemieckimi politykami, niezależnie od barw partyjnych, padają stwierdzenia: „nie posłuchaliśmy was”, „byliśmy naiwni”, „niedostatecznie oszacowaliśmy intencje Putina”. Rzadziej jednak wybrzmiewa argument o ignorowaniu rodzimych ekspertów i polityków, którzy sugerowali, by odstąpić od traktowania Rosji jako strategicznego partnera w interesach, a zacząć patrzeć na ręce i dywersyfikować źródła energii. W kontekście dzisiejszego apelu Niemiec o unijną solidarność energetyczną w sposób szczególnie frapujący brzmią konkluzje raportów sporządzanych przez niezależne firmy doradcze dla niemieckich ministerstw, interpelacje i rządowe odpowiedzi udzielane klubom parlamentarnym. I tak w 2009 r. będące wtedy w opozycji FDP skierowało zapytanie do pierwszego chadecko-socjaldemokratycznego rządu Angeli Merkel. Rzecz dotyczyła kryzysu gazowego wywołanego przez Rosję, a uderzającego w Ukrainę. Liberałów ciekawiło, czy szantaż gazowy wobec Kijowa uderzy rykoszetem w Berlin, a przy okazji zapytali, jak rząd wyobraża sobie dalsze uzależnianie się od surowców z Rosji w perspektywie nawet do 2040 r., na co padła odpowiedź, że prognozy, którymi dysponuje Berlin, „nie ujmują zależności od konkretnego dostawcy”, co w przypadku państwa, które już w tamtym czasie importowało z Rosji 43 proc. gazu i 31,7 proc. ropy, wydaje się dość zaskakujące. FDP zapytało też o to, jak rząd ocenia solidność Gazpromu jako dostawcy gazu, po tym jak zachował się względem Ukrainy, na co padła odpowiedź: „Zanim doszło do sporu gazowego Rosji i Ukrainy, Gazprom był przez dziesięciolecia solidnym dostawcą. Ten spór zaszkodził reputacji Gazpromu. Teraz do niego należy odbudowanie utraconego zaufania”. Posłowie FDP chcieli też wiedzieć, czy rząd zapoznał się z ekspertyzą firmy doradczej A.T. Kearney, która w tamtym czasie rekomendowała Europie zwiększenie dywersyfikacji gazowej, by zmniejszyć zależność od Rosji (eksperci A.T. Kearney byli wtedy szeroko cytowani nie tylko przez polityków i media niemieckie, lecz także austriackie), odpowiedź brzmiała twierdząco. A jednak już na pytanie, czy w takim razie znajomość ekspertyzy pociągnie za sobą działania, odpowiedź brzmiała wymijająco ze wskazaniem na sugestię, że żadnych konsekwencji nie będzie. Równie wymijająco odniesiono się do kwestii ewentualnego dalszego użytkowania elektrowni atomowych jako odpowiedzi na możliwy kryzys gazowy, taką propozycję rzucił w styczniu 2009 r. ówczesny minister gospodarki, Michael Glos. „Pan minister Glos wyraził własną ocenę” – brzmiała odpowiedź. A jakie znaczenie ma na tle obecnego sporu gazowego budowany gazociąg Nord Stream? – zapytali posłowie. – Spór gazowy jasno pokazuje, że Nord Stream stanowi dalszą dywersyfikację szlaków przesyłowych dla dostaw rosyjskiego gazu, a tym samym promuje bezpieczeństwo dostaw i pokrycie dodatkowego zapotrzebowania Europy na gaz w przyszłości – odpowiedział rząd Angeli Merkel.
Już po oddaniu do użytku Nord Streamu 1 i świeżo po aneksji Krymu przez Rosję rząd udzielił odpowiedzi na zapytanie klubu parlamentarnego Zielonych. Tym razem adresatem był trzeci rząd Angeli Merkel, ale kolejny CDU/CSU-SPD. Zielonych interesowały dwie kwestie: jak rząd podchodzi do sprzedaży RWE Dea AG, spółki córki koncernu energetycznego RWE AG, funduszowi LetterOne zarejestrowanemu w Luksemburgu i kontrolowanemu przez rosyjskiego oligarchę Michaela Fridmana i jak zapatruje się na sprzedaż największego magazynu gazu Niemiec w Rehden Gazpromowi oraz oddanie udziałów Rosjanom w magazynie gazu w Jemgum i austriackim Haidach. Odpowiedzi, jakich udzielił Zielonym rząd, warto zachować dla potomnych. Są symptomatyczne dla polityki energetycznej Niemiec i spójne narracyjnie z wieloletnimi zapewnieniami o wyłącznie komercyjnym charakterze projektu Nord Stream 2, tylko że w przypadku tego dokumentu rzecz dotyczyła wyzbywania się strategicznych podmiotów na rzecz Rosji, co ubrano w kostium zwykłych transakcji między prywatnymi podmiotami, na które rząd żadną miarą nie może wpływać. Obie transakcje wymagały błogosławieństwa Komisji Europejskiej i je otrzymały, w przypadku sprzedaży RWE Dea nie pomógł nawet sprzeciw rządu w Londynie, który nie chciał, by spółka wydobywająca 14 proc. gazu na terytorium Wielkiej Brytanii oddała te aktywa w ręce Rosjan, zwłaszcza po nałożeniu na Rosję unijnych sankcji. Ze zbiornikiem gazu w Rehden poszło gładko, nikt poza Zielonymi nie protestował, Komisja Europejska wydała swoją zgodę na transakcję jeszcze 4 grudnia 2013 r., po aneksji Krymu oba podmioty przeczekały polityczną burzę, po czym magazyn sprzedano. Na pytanie Zielonych, jak rząd komentuje transakcję sprzedaży magazynu Rehden, padła odpowiedź: „Przejęcie jest przede wszystkim decyzją biznesową. Gazprom posiadał wcześniej 50 proc. udziałów w spółce magazynowej poprzez joint venture z Wintershallem. Magazyny (w Rehden i Jemgum) podlegają prawu niemieckiemu, tak że przejęcie nie wpływa na bezpieczeństwo dostaw (…). Rząd federalny z zadowoleniem przyjmuje, w ramach obowiązującego prawa, wszelkie inwestycje zagraniczne w Niemczech. Sprzedaż firm lub części firm jest w zasadzie decyzją biznesową”. Zarówno w przypadku sprzedaży RWE Dea, jak i magazynu Rehden dodatkowo argumentowano, że podmioty kupujące mają siedzibę w Europie. Na marginesie – Zieloni nie poruszyli przy okazji sprzedaży RWE Dea sprawy magazynu gazu Wolfersberg w Bawarii, który był w posiadaniu niemieckiej spółki i również przeszedł na własność LetterOne.
„Ta sprzedaż była katastrofalnym błędem”
Ważny wątek dotyczył działań dywersyfikacyjnych, Zieloni zapytali, co konkretnie przedsięwziął rząd w celu zróżnicowania źródeł dostaw i jak ocenia możliwe alternatywy do rosyjskich dostaw. W odpowiedzi pojawia się wyliczanka państw sąsiadujących z Niemcami, które wybudowały terminale LNG i są „powiązane z Niemcami”, rzecz dotyczyła Belgii i Niderlandów, ale padł też przykład Polski i Litwy jako państw, które inwestują w terminale LNG, by uniezależnić się od rosyjskiego gazu, o niemieckich planach związanych z budową infrastruktury do odbioru LNG nie padło ani słowo. W swoim zapytaniu Zieloni zwracali uwagę, że pozbywając się na rzecz Rosji tylko magazynu w Rehden, Niemcy oddają Gazpromowi 20 proc. swojej powierzchni magazynowej i największy zbiornik Europy Zachodniej zdolny zaopatrzyć w gaz 2,2 mln gospodarstw domowych i że ta decyzja oznacza, że Gazprom po raz pierwszy otrzyma dostęp do infrastruktury gazowej w Niemczech. Ten argument nie zrobił jednak wrażenia na rządzie.
Dziś sprzedaż magazynu w Rehden ocenia się jako jeden z największych błędów niemieckiej polityki energetycznej. W maju br. ówczesny ambasador Niemiec w Polsce, dr Arndt Freytag von Loringhoven, w rozmowie z „Codzienną” zapytany o sprzedaż magazynu stwierdził: „Dziś jest jasne, że sprzedaż infrastruktury gazowej była błędem. Zwłaszcza że ta transakcja została przeprowadzona już po aneksji Krymu, kiedy prawdziwa twarz Putina nie była już tajemnicą. Wtedy też przypieczętowano umowę ws. budowy Nord Streamu 2. Doszło też do sprzedaży Rosnieftowi części rafinerii w brandenburskim Schwedt, blisko granicy polsko-niemieckiej. Do dziś ponad połowa tego obiektu należy do Rosji, co również pogłębiło energetyczną zależność Niemiec od tego kraju. Zarówno Zieloni, jak i liberałowie, którzy współtworzą dzisiaj koalicję rządową, odnosili się do tamtej polityki sceptycznie lub ją odrzucali”. O ocenę tamtej decyzji poprosiliśmy Knuta Abrahama, deputowanego do Bundestagu z CDU, członka polsko-niemieckiej grupy parlamentarnej.
– To była katastrofalna decyzja, istne szaleństwo. I najlepiej wystawia świadectwo krótkowzrocznej i błędnej polityce względem Rosji. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że Rosja wyzerowała zasoby tego magazynu – stwierdził Knut Abraham.
Faktycznie, Rosja już w ubiegłym roku zdusiła dostawy gazu do zarządzanych przez Gazprom magazynów. W październiku 2021 r. eksperci zaczęli alarmować, że poziom magazynów jest zdumiewająco niski i że rzecz dotyczy zwłaszcza zbiorników w Niemczech i w Austrii. Na problem ten zwrócił uwagę Domenicantonio De Giorgio, profesor mediolańskiego Uniwersytetu Sacro Cuore. De Giorno porównał dane z zasobów Gas Infrastructure Europe (GIE) i stwierdził, że w państwach, w których Gazprom nie posiada swoich magazynów, takich jak Francja i Włochy, zasoby są na zadowalającym poziomie, a tam, gdzie Gazprom ma swoje magazyny, poziom gazu jest niski. W tamtym czasie poziom gazu w zbiorniku Rehden wynosił 10 proc., dla porównania – w analogicznym okresie 2020 r. poziom wynosił 87 proc. Co istotne, fakt wyzerowywania zasobów magazynu umknął uwadze Federalnej Agencji Sieci, co szef agencji, Klaus Müller, potwierdził w czerwcu w wywiadzie dla dziennika „Tagesspiegel”. Historia z bezszelestnym opróżnianiem magazynów gazu już się w Niemczech zdarzała, w 2015 r. w kolejnej interpelacji na niski stan wypełnienia zwracali uwagę Zieloni, wtedy też zapytano o to, jak „rząd federalny zamierza ewentualnie wspomóc Ukrainę w razie odcięcia od rosyjskiego gazu, w sytuacji gdy rodzime magazyny są prawie puste”. Jak bumerang wracał też postulat ustanowienia narodowej rezerwy gazu, taki apel wystosowała m.in. Ilse Aigner (CSU), minister gospodarki Bawarii, po tym jak LetterOne z przejęciem RWE DEA przejął też magazyn Wolfersberg.
I po co te raporty?
Pewną ciekawostką związaną z infrastrukturą gazową może być raport firmy doradczej i prawniczej Becker Büttner Held z 2015 r. opracowany na zlecenie federalnego ministerstwa gospodarki i energii (koszt zlecenia rząd oszacował w lutym 2015 r. na 106,500 tys. euro), w którym eksperci podnosili wagę magazynów gazu dla bezpieczeństwa energetycznego i rozpisali scenariusze oparte na symulacjach zablokowania dostaw rosyjskiego gazu do Niemiec. Warianty usterki technicznej i konfliktu politycznego analizowano w zależności od srogości zimy i prognozowanego stanu wypełnienia magazynów w danym okresie. Przy usterce przyjęto, że problem techniczny jednego ze źródeł dostaw nie wyklucza wykorzystania do przesyłu pozostałych, w wariancie konfliktu politycznego uznano, że wszystkie nitki dostaw zostaną zamrożone. Symulacja każdorazowo zakładała czas trwania kryzysu na miesiąc. O raporcie z 2015 r. wspominano w dokumentach resortu gospodarki nawet w 2019 r., ale jakby jego wnioski nie skłaniały do podjęcia konkretnych kroków, a wczytując się w treść poczynionych symulacji, trudno ich nie uznać za uspokajające. Zamiast tego w analizie ministerstwa gospodarki z 2019 r. dotyczącym międzynarodowych i narodowych rynków gazowych można przeczytać, że Niemcy są skazane na import 90 proc. gazu ziemnego, a głównymi dostawcami surowca są Rosja, Norwegia i Niderlandy, co oznacza, że „niemieckie zaopatrzenie w gaz w porównaniu z innymi państwami europejskimi jest relatywnie szeroko zdywersyfikowane”. Analiza ta była osadzona w oczekiwaniu na zwiększenie dostaw gazu z Nord Streamu 2, więc być może stąd ten optymizm. Zieloni jeszcze wielokrotnie podejmowali próby wymuszenia na kolejnych rządach federalnych deklaracji związanych z planami rozbudowy i lepszej kontroli magazynów gazu, pytano o rosyjskich właścicieli krytycznej infrastruktury gazowej, sugerowano ostrożność. Żadna z tych prób nie przyniosła efektów.
Korona Carów i Jekatarinenstrasse
Prowincjonalna niemiecka księżniczka, która wskutek dynastycznych kombinacji, udanego spisku na życie carskiego współmałżonka i niewątpliwych zdolności została władczynią Rosji, kupiła na usługi swej propagandy czołowych intelektualistów oświeconej Europy i ostatecznie zlikwidowała niepasujące do ówczesnej wizji „ładu międzynarodowego” byty, takie jak Rzeczpospolita, Sicz Zaporoska i Chanat Krymski… Czy to nie idealna patronka niemiecko-rosyjskiej współpracy? Fascynacji postacią Zofii Fryderyki Augusty von Anhalt-Zerbst, czyli Katarzyny II, nie ukrywała nigdy Angela Merkel – swoją drogą niedawni apologeci pani kanclerz mogliby poinformować, czy odchodząc z Kanzleramtu, zabrała ze sobą słynny portret carycy, czy też następca schował go gdzieś w szufladzie. W każdym razie o pochodzącej z dynastii askańskiej Niemce, która stała się wzorcową Rosjanką, pamiętają w kraju związkowym Saksonii-Anhalt, skoro od jej imienia nazwano rosyjsko-niemieckie magazyny gazu w Peissen. Żeby nikt nie miał wątpliwości, na czyją cześć jest nazwa, zaskakująco jak na współczesną kadrę korporacyjną uświadomieni historycznie szefowie Erdgasspeicher Peissen GmbH jako logo wybrali sobie koronę. Jesteśmy zatem w zacisznej Saksonii-Anhalt. Do magazynu gazu – czwartego co do wielkości w Europie – prowadzi naturalnie Jekatarinenstraße. Korona carów jest, nazwa Gazpromu wydaje się od jakiegoś czasu skromnie ukrywana. Jednak z rozmów dziennikarzy BR24 wynika, że miejscowi doskonale wiedzą, czyje to pieniądze. Zresztą Gazprom potrafi być hojnym sponsorem i wspiera lokalny sport, jak i Kościół. Dziś, gdy olbrzymie, wciąż do niedawna rozbudowywane podziemne magazyny w kawernach solnych są zapełnione ledwie na 20 proc. możliwości, mieszkańcy okolicznych miejscowości są poważnie zaniepokojeni nie tylko perspektywą zimy bez gazu, lecz także pytaniami o ekonomiczną przyszłość regionu. No ale nie ulegajmy historycznej nostalgii. Te ogromne magazyny budowano przecież nie z myślą o sasko-anhalckiej prowincji. To miał być energetyczny arsenał do ekonomicznego podboju Europy.
Budowa przez niemiecko-rosyjską spółkę podziemnych magazynów na gaz w Saksonii-Anhalt trwa od pierwszych lat drugiej dekady XXI w. Widać zatem, że logika i chronologia gazowej współpracy były niezależne od fluktuacji bieżącej polityki, kolejnych inwazji czy coraz wyraźniejszego odsłaniania się neototalitarnego charakteru współczesnej Rosji. W 2017 r. kwota, jaką lipski VNG i Gazprom zainwestowały w budowę dziesięciu podziemnych zbiorników, wynosiła 420 mln euro. W maju 2017 r., gdy szef VNG Ulf Heitmann i wiceprezes Gazpromu Aleksander Miedwiediew uroczyście otwierali instalację, gotowe były cztery z zaplanowanych dziesięciu zbiorników. Pełne użytkowanie wszystkich zbiorników było przewidziane na rok 2024. Szefowie powołanego w wyniku współpracy Gazpromu i VNG Erdgasspeicher Peissen GmbH chwalili się, że każdy z podziemnych magazynów jest większy od katedry w Kolonii, a gdyby zapełnić wszystkie, to pozwoliłoby to zabezpieczyć w gaz średniej wielkości niemieckie miasto na dwa lata. To tylko efektowny przykład dla niemieckiej publiczności. Budowa tych ogromnych podziemnych magazynów była elementem dużo szerszego planu niż ogrzewanie saskich miasteczek. Jesteśmy czwartą – po USA, Rosji i Ukrainie – potęgą w magazynowaniu gazu – powtarzali niemieccy eksperci. A menedżerowie niemiecko-rosyjskiego konsorcjum kreślili wizję Niemiec jako centrum dla dystrybucji rosyjskiego gazu po całej Europie.
Gazprom to wiarygodny partner, prowadzi z Rosjanami interesy od 50 lat, nie zawiedli nawet w najgorszych latach zimnej wojny – tak na początku lutego uspokajali przedstawiciele lipskiego koncernu. Okazało się, że rosyjska polityka potrafi przejść do porządku dziennego nad tego typu przyjaźniami. Może trzeba było lepiej przestudiować biografię Katarzyny II?