Legia Warszawa wróciła do gry po bolesnej porażce z Lechem i zrobiła to w najlepszy sposób, jaki można sobie wyobrazić. Gdy wszystko wskazywało na bezbramkowy remis z Widzewem, w ostatniej akcji meczu piłkę do bramki wcisnął Rafał Adamski, dostawiając stopę po strzale Bartosza Kapustki. Stadion eksplodował, jakby Legia właśnie zdobyła mistrzostwo, a Marek Papszun nie ukrywał, że to zwycięstwo ma dla jego drużyny ogromne znaczenie.
Legia o krok od utrzymania, Widzew pod kreską
Byliśmy bardziej zdeterminowani. Gratuluję piłkarzom. Kibice po raz kolejni byli naszym 12. zawodnikiem. To zwycięstwo jest dla nich nagrodą. W ostatniej akcji meczu strzelamy gola. Tego nie dało się lepiej wyreżyserować
– podkreślał szkoleniowiec, dla którego był to jubileuszowy, 200. mecz w Ekstraklasie.
Spotkanie nie należało do widowiskowych – obie drużyny walczą o utrzymanie i to było widać w każdym kontakcie z piłką. Legia dominowała w posiadaniu, ale długo nie potrafiła przełożyć tego na sytuacje. Widzew bronił nisko, licząc na remis, który wymykał się z rąk dopiero w doliczonym czasie meczu,
W końcówce trochę szczęścia zabrakło i zostajemy bez punktu, na który uważam, że zapracowaliśmy i który byśmy szanowali
– oceniał Aleksandar Vuković, który wrócił na Łazienkowską jako trener rywala. Łodzianie pozostają w strefie spadkowej, a przed nimi trzy mecze, które mogą zdecydować o ich przyszłości.
Dla Legii to zwycięstwo może okazać się kluczowe. Zespół awansował na dziewiąte miejsce i znacząco oddalił się od strefy spadkowej, mimo że w meczu z Widzewem stracił dwóch skrzydłowych – Pawła Wszołka i Arkadiusza Recę. Papszun nie ukrywa, że teraz celem jest szybkie postawienie kropki nad „i”.
Jedna wygrana powinna dać nam utrzymanie. Do Niecieczy jedziemy po swoje
– zapowiedział.