- Od ponad roku mam zdiagnozowane stany depresyjne. To jest mój bieg o życie. Do sierpnia miałam sobie dać szansę, żeby się odnaleźć. Może wyleczyć. Może poczuć radość. Nie mówię o radości z biegów narciarskich. Tylko radości z tego, że jestem. Chciałam pożyć, znaleźć jakiś bodziec, który mnie odciągnie od tego wszystkiego, co czarne. Ale nie udało się. Więc skoro wszystko inne mi się w życiu sypie, to skupię się na sporcie – powiedziała Kowalczyk portalowi sport.pl.
Justyna Kowalczyk przyznała się, że jest w ciężkim stanie. Nasza medalistka nosiła się z zamiarem przerwania kariery sportowej po igrzyskach w Soczi. „Nie pomogły jej dotąd trzy próby leczenia farmakologicznego, organizm bardzo słabo reagował na lekarstwa” – czytamy na se.pl.
- Coraz trudniej kłamać: dlaczego nie przyjmuję większości zaproszeń, dlaczego boję się iść do tłumów, dlaczego zemdlałam niedawno na maratonie, dlaczego mnie nie było gdzieś, gdzie miałam być. Na początku maja przeżyłam klasyczne załamanie nerwowe. Teraz może być już tylko lepiej – mówi z nadzieją Justyna Kowalczyk.