„Fryzjer” był ostatnią niezrehabilitowaną ofiarą IV RP. Dręczącym wyrzutem sumienia Donalda Tuska. Stokłosa jest z powrotem w Senacie, doktora G. zatrudniła klinika w Krakowie, Kulczyk i Krauze zamiast na wygnaniu bawią na salonach, nawet Jaruzelski doradza Komorowskiemu. Wreszcie przyszła kolej Forbricha.
Dopiero po chwili zauważyłem, że tytuł mnie zmylił. Chodzi o właściciela zakładu fryzjerskiego, do którego chodziła minister Joanna Mucha. Też dobrze. Mamy u władzy ciecia, to fryzjer nie może być? Jeśli PO zechce, zrobi sprzątaczkę Arłukowicza komendantem policji, a śmieciarza Pitery – szefem Komitetu Badań Naukowych. A media wytłumaczą, że za PiS było gorzej.
Ale o Forbrichu też nie zapomnijcie, chłopaki. W systemie nie może być wyłomu.
