Podczas sobotniego posiedzenia Rady Krajowej Koalicji Obywatelskiej w Warszawie Donald Tusk wygłosił przemówienie, w którym dowodził, że wobec Polski i Europy realizowany jest plan Władimira Putina. Lider KO stwierdził, że aby poradzić sobie z problemami współczesnego świata:
„musimy wyeliminować wszystko to, co pachnie zdradą, co jest zdradą, co jest kolaboracją z tymi, którzy podnoszą rękę na polską niepodległość i na jedność Europy”.
Szef rządu przedstawił listę działań, które w jego ocenie realizuje opozycja. Zaliczył do nich niszczenie Unii Europejskiej, szczucie na Ukrainę i skłócenie jej z Polską, konflikt z Niemcami, blokowanie środków europejskich na zbrojenia, a także niszczenie instytucji państwa demokratycznego.
Premier skwitował swoje zarzuty zdaniem: „To jest piątka Putina i to jest piątka Kaczyńskiego”.
Donald Tusk zaatakował bezpośrednio prezesa Prawa i Sprawiedliwości. Wymienił Jarosława Kaczyńskiego w jednym szeregu z Karolem Nawrockim i Sławomirem Mentzenem. Przekonywał: „Wszędzie tam, gdzie widzimy realizację politycznych interesów Putina i Moskwy, także w Budapeszcie, pojawiają się ludzie Kaczyńskiego, Nawrockiego, Mentzena. Oni wszędzie tam są, gdzie chce tego Putin”. Lider PO dodawał także:
„Nieważne, co jest powodem dla działań tych ludzi na rzecz nowego rosyjskiego porządku w Polsce i w Europie. Naprawdę, ważne jest tylko to, co jest efektem ich działań, co jest konsekwencją ich działań. I tu nikt nie może mieć wątpliwości”.
Krótka pamięć premiera. Jak w praktyce wyglądał reset
W swoim najnowszym przemówieniu Donald Tusk całkowicie pomija jednak fakty z lat 2007-2014, kiedy to po raz pierwszy stał na czele rządu. To wtedy wielokrotnie wygłaszał oświadczenia jawnie sprzyjające Moskwie. Lider PO mówił: „Nadszedł czas na dobrą zmianę w stosunkach z Rosją”. Wtórował mu ówczesny szef MSZ Radosław Sikorski, który w 2009 roku deklarował:
„Potrzebujemy Rosji do rozwiązywania europejskich i globalnych problemów. Dlatego za słuszne uważam przyjęcie jej do NATO”.
Za słowami ekipy PO-PSL szły jednak przede wszystkim konkretne czyny, które drastycznie osłabiały polskie bezpieczeństwo. Zatwierdzony w 2011 roku dokument o kryptonimie „Plan Użycia Sił Zbrojnych RP Warta-00101” zakładał w razie agresji ze Wschodu faktyczną kapitulację i oddanie wrogowi niemal połowy terytorium kraju. Zgodnie z doktryną, wojsko miało bronić się samodzielnie zaledwie przez kilkanaście dni, a następnie wycofać na linię Wisły i Wieprza. W tym samym czasie masowo rozbrajano wschodnie rubieże państwa. W latach 2007-2014 rozformowano aż 629 jednostek organizacyjnych Wojska Polskiego, w tym te kluczowe dla obrony stolicy.
Bezprecedensowym etapem polityki resetu była formalna współpraca Służby Kontrwywiadu Wojskowego z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa.
Na dokumentach w tej sprawie Donald Tusk odręcznie napisał: „Zgoda”. Symbolem tych relacji stały się zdjęcia szefów SKW, generała Janusza Noska i pułkownika Piotra Pytla, w marynarskich czapkach z krążownika „Aurora”. Tylko w latach 2010-2014 doszło do ponad stu spotkań oficerów obu służb, a zaledwie kilka miesięcy po katastrofie smoleńskiej Sztab Generalny WP rozpoczął prace nad umową o bliskiej współpracy wojskowej z Rosją. Polskie służby posunęły się wręcz do przekazania do FSB danych osobowych Rosjanina, który zgłosił się z informacjami o zamachu z 10 kwietnia.
Ekipa Tuska skutecznie storpedowała także strategiczne inicjatywy w regionie, czyniąc z rosyjskiego sprzeciwu główny argument przeciwko instalacji amerykańskiej tarczy antyrakietowej. Podczas wizyty w Białym Domu w 2008 roku sam Tusk użył w rozmowie z George’em W. Bushem gróźb, jakie usłyszał od Władimira Putina, który groził skierowaniem rakiet z atomówkami na cele w Polsce. Ostatecznie gra na czas prowadzona przez Warszawę doprowadziła do upadku tego niezwykle ważnego dla flanki wschodniej NATO projektu.
Uderzenia w śp. Lecha Kaczyńskiego, oddane śledztwo i energetyczna pętla
Dzisiejsze oskarżenia miotane przez Tuska pod adresem PiS wypadają kuriozalnie także w świetle jego postawy wobec śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który najmocniej sprzeciwiał się ugodowej polityce z Rosją. Rząd toczył z głową państwa otwartą wojnę. Kulminacją działań wymierzonych w prezydenta była operacja prowadzona z Kremlem w kwietniu 2010 roku, która przeszła do historii jako „rozdzielenie wizyt”. Z kolei po tragedii smoleńskiej Donald Tusk zdecydował o oddaniu śledztwa w ręce Rosjan, co dało im pełną kontrolę nad dowodami oraz wrakami. Sam szef rządu wprost chwalił wówczas współpracę z Moskwą, deklarując: "My z Prezydentem Putinem przypilnujemy, by nikt piachu w tryby nie sypał".
Współpraca kwitła również w wymiarze surowcowym, wpisując się w niemiecko-rosyjską strategię dominacji w Europie. Ekipa PO-PSL zablokowała w 2009 roku realizację strategicznego projektu Baltic Pipe, co zostało wprost nazwane przez Prezydenckie Biuro Bezpieczeństwa Narodowego „uniemożliwieniem dywersyfikacji dostaw gazu do Polski”. Zamiast dążyć do niezależności, Donald Tusk oraz Waldemar Pawlak doprowadzili do podpisania fatalnej umowy z Gazpromem, która przedłużała kontrakt jamalski aż do 2037 roku. Skrajnie niekorzystne i antyunijne zapisy tego porozumienia, negocjowanego z wiceszefem rządu Igorem Sieczinem, zostały zablokowane dopiero przez zdecydowaną interwencję Komisji Europejskiej.
Serwilizm ówczesnej władzy przejawiał się wreszcie w prześladowaniu wrogów Kremla oraz szerokim otwarciu na wschodnią propagandę kulturową. To na żądanie Moskwy we wrześniu 2010 roku polska prokuratura wydała nakaz aresztowania przebywającego w Polsce lidera Czeczenów, Ahmada Zakajewa. Równolegle w kraju wspierano i promowano imprezy takie jak festiwal „Sputnik nad Wisłą”, a do Polski wprowadzono instytucje służące indoktrynacji młodzieży, kierowane przez byłych funkcjonariuszy sowieckich służb.