Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Zadziwiające kłopoty kandydatów na prezydenta Krakowa. Najgorzej ma jeden z nich

Nieco ponad trzy tygodnie pozostały do pierwszej tury przedterminowych wyborów w Krakowie. Już teraz kampania pełna jest nieprzewidywalnych zwrotów akcji. Łukasz Gibała, dotychczasowy lider sondaży, ma kłopoty, które sam na siebie ściągnął, ale idące tuż za nim kandydatki związane z koalicją 13 grudnia również nie mogą mówić, że wszystko idzie po ich myśli.

Być może kojarzą Państwo krążący w internecie obrazek, na którym jadąca rowerem postać sama pakuje sobie kij w szprychy, w wyniku czego ląduje w rowie i wyklina, jak gdyby to cały świat był winny jej upadkowi. Tego mema często można zobaczyć jako graficzny komentarz, gdy ktoś sam ściąga na siebie problemy, które w innym przypadku na pewno by go nie spotkały. W takiej właśnie sytuacji znajduje się Łukasz Gibała, lider politycznego środowiska Kraków dla Mieszkańców. Krakowski radny, który po raz czwarty kandyduje na stanowisko prezydenta miasta, wedle wszelkich sondaży ma prostą drogę do zwycięstwa. Bo choć przez swoich przeciwników co rusz określany jest jako „mający obsesję na temat władzy” czy „wieczny kandydat”, faktem jest, że w każdych kolejnych wyborach powiększa swój stan posiadania. W poprzednich wyborach (2024) przegrał z odwołanym finalnie w referendum Aleksandrem Miszalskim zaledwie o włos – różnicą kilku tysięcy głosów. 

Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil i kliknij „Obserwuj w Google”

Brakujące podpisy u faworyta

To już jednak historia, podobnie jak prezydentura Miszalskiego. Tak się składa, że wszelkie sondaże dają Gibale murowane zwycięstwo, a on sam, zapewne zdając sobie z tego sprawę, prowadził dotąd kampanię dość oszczędnie, zbierając siły na prawdopodobne starcie w drugiej turze z senator Moniką Piątkowską, kandydatką popieraną przez PO, PSL i środowisko byłego prezydenta Jacka Majchrowskiego. Gibała, podobnie jak inni czołowi kandydaci (wspomniana Piątkowska, ale i kandydat Konfederacji Bartosz Bocheńczak, lider krakowskiego PiS Michał Drewnicki oraz Aleksandra Owca z partii Razem), złożył podpisy przed wymaganym terminem. Zrobił to zresztą z górką – zamiast koniecznych 3 tys., jego sztab złożył aż 5449, co miało pokazywać poparcie, jakim się cieszy „na mieście”.

Cóż jednak z tego, skoro w mijający poniedziałek niczym grom z jasnego nieba na kandydata, jego sympatyków i cały Kraków spadła informacja, że Miejska Komisja Wyborcza zakwestionowała aż 3836 podpisów z powodu błędu na karcie. Tym samym Gibale na 72 godziny przed mijającym w czwartek 3 września terminem wciąż brakowało aż 1387 podpisów. Sprawa jest poważna, choć błąd na karcie wydaje się kuriozalny. Okazuje się, że w zakwestionowanej puli podpisów zabrakło słowa „Kraków” przy adresie zamieszkania popierających Gibałę. I choć dane osobowe popierających kandydaturę zawierają zarówno numer ­PESEL, jak i adres z właściwym dla Krakowa kodem pocztowym, stróże przepisów z komisji wyborczej są bezwzględni. 

Kłopoty nie tylko Gibały

W sztabie Gibały wywołało to oczywisty popłoch. „Dozbieranie” aż połowy ciułanych przez tygodnie deklaracji w zaledwie trzy dni to poważne wyzwanie i widmo kompletnej kompromitacji, gdyby mobilizacja się nie powiodła. Gibała natychmiast rzucił więc w miasto legion wolontariuszy, a jego biuro otwarte jest w tych dniach do godz. 22. I choć zapewne finalnie podpisy zostaną zebrane, sprawa już jest wykorzystywana przez przeciwników lidera Krakowa dla Mieszkańców, mówiących (nie bez słuszności), że powinien on mieć największe doświadczenie w podobnych sprawach. Z drugiej strony nie brakuje takich, którzy uznają formalizm komisji wyborczej za złośliwość. Co jest ciekawe, wśród tych ostatnich jest… Michał Drewnicki, kandydat Prawa i Sprawiedliwości, który nie dość, że skrytykował komisję w internecie, to sam złożył podpis „ratunkowy” pod kandydaturą Gibały. 

Ale nie tylko lider sondaży ma kłopoty. Nie jest bowiem tajemnicą, że Krakowianie ogólnie niezbyt kwapią się podpisywać listy, o czym miała podobno przekonać się kandydatka Lewicy Daria Gosek-Popiołek, która na wczoraj (1 września) wciąż nie miała ich wystarczająco, a krążące pod Wawelem plotki mówiły wręcz o możliwym fiasku ich dostarczenia w terminie. Kandydatce Lewicy nie chcą ponoć pomagać nawet lokalne struktury partii Włodzimierza Czarzastego, widząc w niej „spadochroniarkę” (Gosek-Popiołek dołączyła do Lewicy, przechodząc tam z partii Razem).

Dziwny przypadek

Swoje zawirowania ma także kandydatka popierana przez Donalda Tuska i Władysława Kosiniaka-Kamysza. Oto bowiem przynajmniej część dostarczonych przez nią podpisów została złożona na kartach, na których zabrakło wskazania, że to „wybory przedterminowe”. Rzecz ma dotyczyć sporej liczby kart i podobnie jak u Gibały mogłaby być przy odrobinie złośliwości powodem odrzucenia podpisów, a w efekcie nawet eliminacji Piątkowskiej z wyborów. Choć informacja ta pojawiła się w poniedziałek wieczorem, to aż do chwili oddania do druku niniejszego tekstu nie było na ten temat oficjalnego komentarza ze strony Miejskiej Komisji Wyborczej w Krakowie. Głos zabrała za to sama Piątkowska, pisząc, że posiada ona opinię, że „nie ma mowy o błędzie”. Czy nie ma – zapewne dowiemy się z komunikatu. Na razie internauci zauważyli jednak co innego – jedna z osób zatrudnionych w krakowskiej komisji wyborczej jest jednocześnie moderatorką strony zrzeszającej fanów Piątkowskiej w mediach społecznościowych i agituje za jej kandydaturą. 

Przy tej okazji wywiązała się w Krakowie dyskusja, która nie powinna zginąć w gwarze kampanijnych potyczek – o archaizmie w przepisach i funkcjonowaniu komisji wyborczych. Oczywiste jest bowiem, że już po numerze PESEL lub kodzie pocztowym możliwa jest weryfikacja osoby składającej podpis. I to na komisji wyborczej powinno spoczywać przedstawienie obowiązującego wzoru karty, by uniknąć takich błędów, jak w przypadku Piątkowskiej. Przy każdych kolejnych wyborach od kilku lat pojawiają się propozycje, by tego typu aktywność jak składanie podpisów mogła odbywać się elektronicznie – np. za pomocą aplikacji mObywatel, co nie dość, że usprawniłoby procedurę, to zwiększyłoby aktywność mieszkańców. To ostatnie można jednak włożyć między bajki, jakoś między Smokiem Wawelskim a Wandą, co nie chciała Niemca. Pierwsza tura przyspieszonych wyborów w Krakowie odbędzie się 27 września. 

Łukasz Gibała był dzisiaj gościem programu "Pierwsza rozmowa dnia" na antenie TV Republika!

 

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

NAJNOWSZE Polska