W poniedziałek doszło do poważnej pomyłki w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa. Alert, który miał trafić do mieszkańców województwa lubelskiego dostali odbiorcy w województwie lubuskim. Ostrzeżenie dotyczyło zagrożenia związanego z rosyjskim atakiem na Ukrainę.
W związku z kompromitacją kontrolę poselską w Centrum przeprowadził we wtorek poseł Janusz Cieszyński z Rozwoju Plus. Informując o wynikach, pisze wprost o "dramatycznej sytuacji".
"Instytucja, która odpowiada za koordynację działań w sytuacji kryzysowej jest dziś pozbawiona zasobów wymaganych do poprawnego działania"
– podkreślił polityk.
Cieszyński twierdzi, że podczas całodobowych dyżurów w sali operacyjnej Rządowego Centrum Bezpieczeństwa pracują jednocześnie zaledwie trzy osoby. To właśnie one odpowiadają m.in. za przygotowanie i wysyłkę Alertów RCB.
Poseł zwraca uwagę, że ze względu na zasadę „dwóch par oczu” pracownicy mogą być zmuszeni do wielogodzinnej pracy. Jak wskazuje, ostatnia pomyłka z województwem lubuskim i lubelskim nastąpiła po ponad dziewięciu godzinach pracy. Jego zdaniem nie można wykluczyć, że na błąd wpłynęło zmęczenie.
RCB chciało więcej etatów
Według informacji przedstawionych przez Cieszyńskiego RCB już wcześniej występowało o zwiększenie liczby etatów. Wniosek miał zostać złożony 6 lipca, a rozpatrzony dopiero we wrześniu.
Poseł zakwestionował również organizację pracy i wysokość wynagrodzeń przy długich dyżurach. Zwrócił ponadto uwagę na dodatkową działalność szefa RCB w radzie nadzorczej Exatela.
„Nie rozmawiał ostatnio z premierem”
Podczas kontroli Cieszyński zapytał również o bezpośredni kontakt kierownictwa RCB z premierem. Jak relacjonuje poseł, dyrektor Centrum poinformował, że nie miał ostatnio okazji rozmawiać z szefem rządu o sprawach RCB, ponieważ odpowiedzialność za zarządzanie kryzysowe została przekazana do MSWiA.
"Jak wiadomo sytuacja za naszą granicą wcale nie wymaga bezpośredniego nadzoru szefa rządu... Bezpieczeństwo Polski? Poczeka"
– skwitował polityk.
‼️Dramatyczna sytuacja w @RCB_RP ‼️ Po wczorajszej kompromitacji z pomyleniem lubuskiego z lubelskim przeprowadziłem dziś kontrolę poselską w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa. Instytucja, która odpowiada za koordynację działań w sytuacji kryzysowej jest dziś pozbawiona zasobów wymaganych do poprawnego działania. 24 godzinne dyżury w sali operacyjnej pełnią na raz 3 osoby. To one odpowiadają https://t.co/Qxtu0oWRCJ. za wysyłkę Alertów RCB. Ponieważ przy każdym alercie obowiązuje zasada dwóch par oczu oznacza to, że podczas takiego dyżuru każda osoba pracuje średnio 16 godzin. Wczorajsza pomyłka nastąpiła po ponad 9 godzinach pracy, więc nie jest wykluczone, że pracownicy byli po prostu przemęczeni. Obsada sali operacyjnej miała być zwiększona, ale jak wiele innych spraw padła ofiarą urzędniczej obstrukcji: wniosek RCB o dodatkowe etaty złożony 6 lipca został rozpatrzony przez @Domanski_Andrz dopiero we wrześniu. Ile płacą w RCB za 16-godzinną zmianę? Między 7 a 9 tysięcy złotych przy 11,2 tysiącach średniej dla Warszawy. Problemów z pieniędzmi nie ma za to szef RCB, który dorabia w radzie nadzorczej Exatela. Zadałem także dyrektorowi RCB pytanie o to, kiedy ostatnio rozmawiał w premierem o sprawach Centrum. Okazało się, że nie miał okazji, ponieważ odpowiedzialność za zarządzanie kryzysowe przekazał do MSWiA. Jak wiadomo sytuacja za naszą granicą wcale nie wymaga bezpośredniego nadzoru szefa rządu... Bezpieczeństwo Polski? Poczeka.
— Janusz Cieszyński (@jciesz) October 6, 2026