Podziel się swoim 1,5% podatku na wsparcie mediów Strefy Wolnego Słowa. Dziękujemy za solidarność! Dowiedz się więcej »

Władze miasta i ministerstwo zszokowani obrazkami z Zakopanego. "Chyba nie zdaliśmy egzaminu"

Ponad setką interwencji policji zakończyła się miniona noc w Zakopanem, do którego po poluzowaniach obostrzeń zjechały tłumy turystów. Ta sytuacja niepokoi zarówno włodarzy miasta, jak i Ministerstwo Zdrowia. - Cały czas apeluję o to, abyśmy przestrzegali reżimu sanitarnego i wykorzystali możliwość otwarcia branży turystycznej. W przeciwnym razie grozi nam kolejne zamknięcie - wzywa Leszek Dorula, burmistrz Zakopanego.

fot. Policja Zakopane

Na weekend do Zakopanego przyjechało bardzo wielu turystów. Wysoka frekwencja turystyczna jest związana z poluzowaniem obostrzeń. Dodatkowo na ten weekend nałożyły się walentynki i konkurs skoków na Wielkiej Krokwi. Od piątku policja w powiecie tatrzańskim interweniowała 200 razy.

Na Krupówkach gromadziły się tysiące turystów, były tańce i śpiewy, ale także awantury i znieważanie policjantów. Wczorajszej nocy funkcjonariusze zatrzymali łącznie siedem osób, w tym cztery - do wytrzeźwienia. Sytuacja pod Tatrami niepokoi zarówno włodarzy Zakopanego, jak i przedstawicieli służb medycznych.

Krok w tył jest możliwy

Waldemar Kraska, wiceminister zdrowia, na antenie Polskiego Radia 24, przyznał, że porównując tydzień do tygodnia, resort notuje nieznaczny wzrost liczby nowych zakażeń koronawirusem.

- Z wielkim przerażeniem patrzyłem na to, co się dzieje w Zakopanem na Krupówkach. Bez maseczek, bez dystansu. To może skończyć się naprawdę źle. Przestrzegam przed takim zachowaniem, to nieodpowiedzialne nie tylko względem siebie, ale także swoich bliskich. My z Zakopanego powrócimy do swoich rodzin, rodziców, dziadków. Zastanówmy się, co robimy. Gdy słyszę, że turyści mówią, że wirusa nie ma, to zapraszam do polskich szpitali, gdzie leżą pacjenci pod tlenem, pod respiratorem

- mówił Kraska. Przyznał, że możliwy będzie krok w tył jeśli chodzi o poluzowania, jeśli liczba zakażeń zacznie wzrastać.

- Z hoteli docierają do nas dobre informacje, ale co z tego, że właściciele przestrzegają reżimu, skoro goście się do niego nie stosują. Gdy to rozprężenie będzie się przekładało na liczbę nowych zakażeń, na liczbę osób, które trafią do szpitali, to trzeba będzie zrobić krok do tyłu. Mam nadzieję, że jest to pierwszy odruch odreagowania, że zastanowimy się, pójdziemy po rozum do głowy - mówił wiceminister.

Poluzowania dotyczące hoteli, kin, teatrów oraz m.in. stoków narciarskich, które decyzją rządu weszły w życie w piątek, mają charakter warunkowy i obowiązują tymczasowo przez dwa tygodnie. Gdy sytuacja epidemiczna będzie się pogarszać, rząd nie wyklucza cofnięcia poluzowań. 

"Grozi nam kolejne zamknięcie"

Burmistrz Zakopanego, Leszek Dorula, przyznał, że większość turystów przestrzega zasad sanitarnych, natomiast chuligańskie wybryki dotyczą grup tzw. pseudokibiców skoków, którzy nie potrafią wypoczywać pod Tatrami, cieszyć się kontaktem z przyrodą czy osiągnięciami naszych sportowców.

- To nawet nie chodzi o zachowanie przyzwoitości, ale o zwykłą ludzką kulturę i szacunek do drugiego człowieka, którego widocznie brakuje tym, którzy ubliżają interweniującym policjantom

– powiedział burmistrz i dodał, że jedną z przyczyn takich zachowań może być zamknięta gastronomia i lokale rozrywkowe.

- Turyści, kibice nie mają gdzie usiąść i gdzie rozładować swoich emocji. Zawsze po emocjach sportowych związanych ze skokami kibice chętnie szli do lokali. Tym razem z uwagi na obostrzenia są one zamknięte, więc sporo z nich postanowiło w inny sposób wyładować swoje emocje – wyjaśnił burmistrz i podkreślił, że nie podważa decyzji o zamknięciu lokali gastronomicznych.

- Cały czas apeluję o to, abyśmy przestrzegali reżimu sanitarnego i wykorzystali możliwość otwarcia branży turystycznej. W przeciwnym razie grozi nam kolejne zamknięcie

 – dodał.

Zdaniem prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej Agaty Wojtowicz wielu turystów zbagatelizowało obostrzenia, a skutkiem tego może być powrót do pełnego lockdownu, który odbije się zarówno na turystach, jak i na przedsiębiorcach.

- Jest to przykre bo wydawało nam się że będzie inaczej. Chyba nie zdaliśmy egzaminu jako społeczeństwo, mimo apeli, aby nie zapominać o tym, że pod Tatrami także mamy stan epidemii i żeby starać się utrzymywać dystans i stosować przepisy sanitarne

 - powiedziała prezes Wojtowicz. Podkreśliła ona jednocześnie, że nie wszyscy turyści zbagatelizowali obostrzenia, bo większość przestrzega reżimu sanitarnego.

 



Źródło: niezalezna.pl, Polskie Radio 24, pap

 

prenumerata.swsmedia.pl

Telewizja Republika

sklep.gazetapolska.pl

Wspieraj Fundację Niezależne Media

Chcesz skomentować tekst? Udostępnij treść i skomentuj w mediach społecznościowych.
albicla.com@michaldzierzak
Wczytuję ocenę...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo