Ekolodzy są zdania, że powodem takiego stanu rzeczy są prace przy zaporze na Wiśle, które rozpoczęły się w połowie listopada. Wówczas, jak argumentują aktywiści, poziom wody znacząco się obniżył, a ryby dusiły się na płyciźnie w mule. Ekolodzy twierdzą, że zabrakło właściwego planu ze strony instytucji, które zajmują się zasobami środowiskowymi.
- Zmiana tempa opadania wody czy czasu jej trwania nie zostały optymalnie dobrane do warunków panujących w rzece, do warunków w których ryby byłyby w stanie unikać zagrożenia związanego ze śmiercią
- powiedział w rozmowie z TVP3 Bydgoszcz ichtiolog, dr Dariusz Płąchocki.
Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska zapewnia, że skontrolowała obszar prac przy zaporze i nie stwierdziła nieprawidłowości. RDOŚ w Bydgoszczy podkreśla, iż podjęte zostały również działania, które zminimalizowały niekorzystny wpływ na obszary chronione Natura 2000.
Przedstawiciele wód polskich upatrują winnych w wędkarzach i kłusownikach.
- Gdyby ludzie nie ingerowali w to, nie doszłoby do szkód , które nastąpiły
- mówi TVP3 Bydgoszcz zastępca dyrektora Zarządu Zlewni we Włocławku, Tomasz Pokropski.
Ostateczne raport z prowadzonych na zaporze prac i ich wpływu na środowisko sporządzi Przedsiębiorstwo Wody Polskie.