Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Tusk już tłumaczy kolejną aferę KO. „Zakładaliśmy z góry takie problemy”

"Myśmy zakładali z góry, że pojawią się tego typu problemy" — tak Donald Tusk skomentował aferę wokół milionów złotych pomocy dla powodzian, które według medialnych ustaleń trafiły do podmiotów powiązanych z działaczką Koalicji Obywatelskiej. Premier przekonywał, że przy rozdysponowaniu 8 mld zł i dziesiątkach tysięcy decyzji zawsze należało liczyć się z próbami nadużyć. Jednocześnie zapewniał, że każdy przypadek nieuczciwego wykorzystania środków zostanie ukarany, a państwo „wypali go gorącym żelazem”.

Autor:

Blisko 4,5 mln zł publicznej pomocy przeznaczonej dla przedsiębiorców poszkodowanych przez powódź trafiło do trzech firm związanych z Dziwiszowem na Dolnym Śląsku. Jak ustaliła Wirtualna Polska, jedną prowadzi mąż działaczki KO i wiceprezes Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego Anny Konieczyńskiej, druga należy do jej sąsiada, a trzecia do właściciela lokalnej telewizji współpracującej z samorządem.

Poważne wątpliwości dotyczą tego, czy wskazane nieruchomości rzeczywiście ucierpiały wskutek powodzi. Dostępne dane straży pożarnej, Wód Polskich oraz systemów satelitarnych nie potwierdziły ich zalania, choć przedstawiciele firm przekonują, że ponieśli szkody. Firma męża Konieczyńskiej otrzymała 200 tys. zł, natomiast całą procedurę przyznawania wsparcia kontroluje CBA. Czynności podjęły również resort rozwoju i prokuratura.

Wiceprezes Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego została zawieszona w partii i czeka ją sąd koleżeński - zapowiedział w poniedziałek we Wrocławiu szef dolnośląskiej KO Michał Jaros. Do zawieszenia Konieczyńskiej miało dojść w czerwcu 2026 r., ale bez rozgłosu medialnego. Ale - dopiero dzisiaj sprawa zmian osobowych w zarządzie ma być poruszana podczas posiedzenia rady nadzorczej KARR.

Tusk odniósł się do afery. Twierdzi, że "zakładał to z góry"

Dziś na początku posiedzenia rządu, Donald Tusk postanowił zabrać głos na temat kolejnej afery wokół Koalicji Obywatelskiej. I choć wcześniej chętnie fotografował się z Konieczyńską, teraz zapowiedział, że "litości nie będzie". 

Ponadto, szef rządu stwierdził, że rząd... w zasadzie "zakładał z góry" możliwość wystąpienia "tego typu problemów". Oczywiście, "biorąc pod uwagę skalę i tempo pomocy".

"Sprawa jest w mediach. Tam jest podejrzenie, że osoby, które decydowały, rozstrzygały o tym, kto otrzymuje pomoc, zachowały się niesolidnie i faworyzowały swoich, w tym osoby, które najprawdopodobniej według wszelkich dostępnych w tej chwili danych, nie ucierpiały w czasie powodzi. Ja chcę Państwu powiedzieć, że po pierwsze, myśmy zakładali z góry, że pojawią się tego typu problemy, biorąc pod uwagę skalę i tempo pomocy"

– mówił.

Kontynuował: "to nie jest pierwsza powódź i nie pierwsza klęska żywiołowa, w czasie której musiałem nadzorować operację szybkiej pomocy i zawsze wiedzieliśmy, że w sytuacji, w której podejmujemy decyzję o wydaniu w sumie 8 miliardów złotych w ciągu tych dwóch lat 2024-2025, na rozmaitego typu formy pomocy powodzianom, terenom popowodziowym, firmom, samorządom, i przy wydawaniu dziesiątków tysięcy decyzji personalnych, będziemy mieli do czynienia z jakimiś próbami nadużyć. Pytanie zawsze jest o skalę i o reakcję państwa. Chcę tylko Państwu uświadomić, że tylko dla osób prywatnych tych szybkich zasiłków, a ja uparłem się jeszcze podczas powodzi tej pierwszej, w czasie mojej pierwszej kadencji, uparłem się, żeby ta pomoc była łatwa, jeśli chodzi o dostęp ludzi do tej pomocy. A więc, żeby preferować przede wszystkim tempo dostarczania tej pierwszej pomocy wtedy, kiedy jeszcze woda stoi w piwnicach, domy są zalane, i żeby nie przesadzać z pieczołowitością, że będą sprawdzali wszystko milimetr po milimetrze, zanim dostarczą tę pomoc. Bo to by oznaczało, że ludzie by czekali miesiącami".

Tusk mówił dalej: "8 miliardów złotych, jeśli idzie o całość wydatków związanych ze skutkami powodzi, jak i ilość decyzji oraz wielość instytucji, to samorządy, agencje rozwoju, tak jak w tym przypadku, o którym mówimy. To wszystko powodowało, że ryzyko nadużyć może się pojawić".

Jak jednak dodał - "dla mnie najważniejsze jest, aby instytucje państwa działały i żeby prędzej czy później każde ewentualne nadużycie zostało zidentyfikowane i ukarane. Gorącym żelazem wypalimy każdy przypadek nieuczciwego rozdysponowania pieniędzy dla powodzian. Bo takie rzeczy są w sposób tak oczywisty nie do zaakceptowania. Ktoś, kto miał władzę w ręku, żeby wydać publiczne pieniądze polskich podatników na pomoc ludziom, którzy ucierpieli, i jeśli wydał je w sposób niewłaściwy, poniesie naprawdę bardzo surowe konsekwencje. Tak jak powiedziałem, wypalimy to gorącym żelazem".

Później, tak jak większość przedstawicieli koalicji rządzącej, przyznał, że CBA prowadziło działania w tej sprawie od końca kwietnia br. 

"W tym konkretnym przypadku, o którym mówią publikacje sprzed kilkudziesięciu godzin, CBA działa od 29 kwietnia. Więc to medialne odkrycie jest odkryciem sytuacji, która jest badana przez CBA. Sprawa znajdzie się w prokuraturze. Oprócz tego Ministerstwo Rozwoju i Technologii, które odpowiadało za te mechanizmy dotyczące przedsiębiorstw, także prowadzi tam kontrolę od maja, jeśli dobrze to odnotowałem"

– dodał.

Autor:

Źródło: niezalezna.pl

NAJNOWSZE Polska