Nawet „powrót zimy”, de facto takiej jaką pamiętamy sprzed lat, czyli normalnej, z mrozami i śniegiem przyczynił się do tego uczucia, że oto wielu z nas jest nie tylko robionych w balona, ale też administracyjnie przymuszanych do wyborów, których w normalnych warunkach nigdy by nie dokonali. Oto okazuje się, że wielu właścicieli domów z wciskanymi na siłę pompami ciepła nagle ma problemy z ogrzewaniem, a rachunki rosną drastycznie w górę.
Przy czym pojawia się na świecie coraz więcej głosów naukowców mówiących już nie o „globalnym ociepleniu”, ale raczej o spodziewanym zjawisku odwrotnym, o mającym za kilka lat nadejść „globalnym ochłodzeniu”. Antropogeniczne przyczyny zmian klimatycznych coraz częściej są wyśmiewane przez naukowców, odważających się wyskoczyć z chóru śpiewającego wszystko na jedną modłę.
Kanada zapowiada mrozy sięgające minus pięćdziesięciu stopni, w Stanach Zjednoczonych śnieżyce paraliżują miasta, ale i tak znajdziecie miliard gładko brzmiących wytłumaczeń, że to jedynie „wyjątek”, że to „zemsta zimy”, a globalne ocieplenie będzie postępować.
Rzecz w tym, że na te wszystkie zjawiska nie należy patrzeć w oderwaniu od reszty – składają się one na obraz świata i rzeczywistość, w której musi się poruszać zwykły obywatel. Ten obywatel czuje, że znajduje się w „głębokim poważaniu” brukselskich i pro-brukselskich elit.
Rolnik musi jechać do Strasbourga, żeby tam protestować przeciwko umowom, które ustawią w dobrej sytuacji przemysł niemiecki, zaś w fatalnej rolnictwo w Polsce, czy we Francji.
Kobieta, płacąca wysokie składki na NFZ, musi rodzić nie na porodówce, tylko na SOR.
Nie wolno w wielu miejscach zapalić w kominku (bo są zakazy), chociaż w domu zimno „jak jasna cholera”.
Pozostaje postawić pytanie: jeśli tak jest w istocie, to gdzie jest granica, za którą zacznie pękać bezrozumne poparcie dla rządów KO i Donalda Tuska?
Kiedy więcej zwykłych obywateli (spora ich część już o tym wie, ale do wielu jeszcze ta prawda nie dociera) zacznie rozumieć, że pod płaszczykiem wprowadzania siłą „praworządności” w Polsce zaprowadzono reżim, mający gdzieś dobro zwykłego człowiek, mający gdzieś fundamentalne prawa do wolności, nawet do wolności wypowiedzi (więzienie dla Adama Borowskiego za słowa krytyki!)? Co można i należy zrobić, żeby w końcu ileś zakutych łbów się otrzeźwiło? Jaki zimny prysznic jeszcze jest nam, Polakom, potrzebny?