Zamordowanie francuskiego studenta Quentina Deranque wstrząsnęło Francją i będzie mieć, zapewne, reperkusje polityczne, a mnie, siedzącego w nadal zaśnieżonej Polsce, pasjonuje patrzenie na ten międzynarodowy kocioł, który w ostatnich tygodniach i miesiącach rozgrzewa media światowe bulgotem kolejnych swarów i problemów. Oto prasa włoska kładzie nacisk na to, jak coraz mocniej, za pomocą coraz brutalniejszych metod, lewica usiłuje rządzić światem, a gdy coś jej stanie na drodze to sięga po najbardziej brutalne środki. Quentina zamordowały w biały dzień, na ulicy, bojówki francuskich odmian Antify, kopiąc i bijąc bezbronnego, leżącego na chodniku człowieka, w „obronie demokracji” przed faszyzmem. Notabene lewicowa prasa ciągle usiłuje z ofiary zrobić „faszystę”, dodaje mu nacechowane pejoratywnym sosikiem epitety „nacjonalista” i gdzieś pod spodem, cichcem, sugeruje (ale nie wprost), że przecież lewackie bojówki biły, bo tamten to był „straszny naziol”. Nie był. Był konserwatystą, fascynował się starą liturgią łacińską, zaczytywał w św. Tomaszu z Akwinu. Został zabity przez Młodą Gwardię, czyli lewacką grupę współpracującą z francuskimi politykami lewicy, w tym z partią Francja Nieuległa (LFI) i posłem Raphaëlem Arnault, którego asystent miał być zresztą zamieszany w morderstwo.
Kiedy włoska premier Giorgia Meloni skomentowała, konkretnie i dosadnie, w swoim stylu, wyczyny francuskich lewaków, otrzymała cios ze strony Emmanuela Macrona, który kazał jej zamilknąć i powiedział, że lepiej, aby się nie wypowiadała o tym, co się dzieje u innych, tylko skoncentrowała się na własnym podwórku. I znowu się gorąco zrobiło na linii Francja-Włochy, trzeba więc brać do rąk popcorn i siadać do gazet zagranicznych, czekając co się jeszcze wydarzy. A przecież faktycznie, Giorgia ma także kłopoty z lewicą u siebie. Najpierw na rozpoczęcie igrzysk Antifa urządziła walki uliczne w Mediolanie, zamieniając płomień olimpijski na ogień z koktajli Mołotowa, potem lewaccy sabotażyści wysadzili szyny kolejowe, a ostatnio tryumfują w Italii przedstawiciele niemieckich NGO-sów, takich jak Sea Watch – którzy od sądów włoskich dostają „prezent” w postaci wyroków nakazujących państwu włoskiemu wypłatę wysokich odszkodowań za blokowanie transportowania nielegalnych imigrantów na ziemię włoską i nie wpuszczanie ich do portów! Włos się jeży!
Żyjemy w czasach, w których komuna odżywa na dobre – u nas jej wykwity to towarzysz Czarzasty jako marszałek sejmowy, czy lewicowa działaczka Marta Lempart, specjalistka od ulicznych burd i wulgarnych bluzg, która została rządowym ekspertem ds. aktywizmu i wolontariatu. Cały świat na czerwono! I Polska takoż zalewana jest czerwienią!