Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Szpital znika z mapy miasta? Setki mieszkańców w marszu ciszy. „Tu nie ma już nic”

Kilkaset osób przeszło w czwartek ulicami Miastka w marszu ciszy pod hasłem „Ostatni dyżur dla szpitala”. Mieszkańcy protestowali przeciwko zamknięciu miejskiej placówki, której zadłużenie przekroczyło 40 mln zł, a NFZ wygasił kontrakty. – Od trzech tygodni jesteśmy bez nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej. Po godz. 16, jak lekarze rodzinni zamykają gabinety, jesteśmy bez opieki. Tu nie ma już nic – mówiła jedna z organizatorów wydarzenia.

Przed Szpitalem Miejskim w Miastku (woj. pomorskie) w czwartek późnym popołudniem zgromadziło się kilkaset osób w odpowiedzi na wezwanie krążące od kilku dni na portalach społecznościowych i w lokalnych mediach do udziału w marszu ciszy pod hasłem „Ostatni dyżur dla szpitala”.

Jedna z organizatorów wydarzenia, mieszkanka Miastka Wiesława Szukalska, podkreśliła, że marsz w ciszy, bez polityki, bez przemówień, jest wyrazem bólu, gniewu i smutku.

- Nie godzimy się z tym, jaki los nam zgotowano. Rozmawiałam przed chwilą z mieszkanką, która idzie z nami o kulach. Zabrano jej onkologa, musi jeździć 60 km do specjalisty, a nie ma jak. Takich osób jest tu więcej

– powiedziała Szukalska.

Zaznaczyła, że nie przygotowano mieszkańców na upadek szpitala. W jej ocenie można było najpierw podjąć próby restrukturyzacji placówki. – Nikt nie patrzy na nasze tragedie, krzywdy. Nie wspominając już o tym, ile ludzi traci pracę w szpitalu – podkreśliła współorganizatorka marszu.

Szukalska zaznaczyła, że mieszkańcy nie byli informowani o faktycznej sytuacji szpitala.

– Zabrakło transparentności. Rozmów z mieszkańcami. Gmina w ostatnich latach dołożyła do szpitala 12 mln zł, a ten ciągle tonął. Burmistrz, który jest na stanowisku 2,5 roku nie obiecał nam przed wyborami zamknięcia szpitala. Mówił, że będzie robił wszystko, by nadal istniał. Na upadłość nas nie przygotował. Od trzech tygodni jesteśmy bez nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej. Po godz. 16, jak lekarze rodzinni zamykają gabinety, jesteśmy bez opieki. Tu nie ma już nic

– wskazała.

Uczestnicy pieszo, o kulach, na wózkach inwalidzkich po godz. 17 ruszyli ulicami Wybickiego, Szewską, 3 Maja, Kazimierza Wielkiego przed siedzibę magistratu przy ul. Grunwaldzkiej. Tu ok. godz. 18 złożyli wieniec, symbolicznie żegnając się ze szpitalem. Zaśpiewali hymn narodowy.

W marszu szli również inicjatorzy przeprowadzenia referendum gminnego w sprawie odwołania Rady Miejskiej w Miastku oraz burmistrza Miastka Jerzego Wójtowicza przed upływem kadencji. Po wydarzeniu zbierali podpisy pod wnioskiem. Zgodnie z procedurą mają na to 60 dni od powiadomienia o zamiarze przeprowadzenia referendum. Zrobili to 21 sierpnia. 24 sierpnia komisarz wyborczy w Słupsku potwierdził wpływ zgłoszenia.

[polecam:https://niezalezna.pl/polska/mialo-byc-uzdrowienie-ochrony-zdrowia-jest-530-uwag-i-ostrzezenia-przed-chaosem/577867ś

Jak mówili, chcą odwołania zarówno burmistrza, jak i radnych, bo tylko wtedy jest szansa na zmianę w mieście. Zdają sobie sprawę, że burmistrz sam niewiele może, a niektórzy radni są w radzie kilka kadencji. Przyznają, że oliwy do ognia dolała sprawa szpitala.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

NAJNOWSZE Polska