Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Sprawa schroniska dla zwierząt w Bytomiu. Teraz czas na wyciągnięcie konsekwencji

Wydarzenia w schronisku dla bezdomnych zwierząt w Bytomiu wywołały ogromne emocje nie tylko wśród mieszkańców miasta - bulwersującą sprawę portal Niezależna.pl opisał jako pierwszy. Prezydent Bytomia Mariusz Wołosz podjął decyzję o rozwiązaniu umowy z dotychczasowym zarządcą obiektu. Opiekę nad zwierzętami z powrotem przejęło miasto. - To nie koniec. Nie wyobrażam sobie, aby konsekwencje nie zostały wyciągnięte wobec nadzorujących schronisko urzędników - powiedział nam Maciej Bartków, bytomski radny.

W schronisku dla bezdomnych zwierząt w Bytomiu od wielu miesięcy działo się źle. Przebywające tam zwierzęta - 150 psów i drugie tyle kotów - często były chore i zaniedbane, chodziły głodne, a w ostatnim czasie były mocno zziębnięte. Symbolami stały się historie kilku psów: Puszka, który miesiąc spędził w izolacji, a następnie został poddany eutanazji; Murzyna, który dwie doby przeleżał w chłodni na zwłokach innych zwierząt; suczki Kropki, której źle założony kołnierz weterynaryjny przeciął gardło. Z tych trzech zwierząt tylko ją udało się uratować i znaleźć jej nowy dom.

Celebrytki na ratunek zwierzętom

W sobotę 17.01 pod schroniskiem odbył się protest społeczników i mieszkańców. - Zwierzęta nie mogą krzyczeć. My musimy - mówili w rozmowie z portalem Niezalezna.pl uczestnicy Marszu Milczenia. Na transparentach mieli wypisane hasła: "Schronisko hańby", "Betonowe groby za publiczne pieniądze" oraz "Ich jedyną winą jest istnienie".

Dzień wcześniej Bytom odwiedziły celebrytki: Laluna i Dorota Rabczewska Doda. Doda otrzymała na miejscu raport z lat 2010-2025 dot. schroniska. Autorami opracowania są bytomscy radni Maciej Bartków i Beata Adamczyk-Nowak.

Jest reakcja władz miasta

Po nagłośnieniu sprawy miasto podjęło działania. 

– Schronisko przestało spełniać swoją podstawową funkcję. Dlatego prezydent Bytomia podjął decyzję o rozwiązaniu umowy z dotychczasowym zarządcą. W poniedziałek 19 stycznia gmina skutecznie rozwiązała umowę i przejęła bezpośrednią opiekę nad bezdomnymi zwierzętami w Bytomiu. Na tę decyzji złożyły się także uchybienia wskazywane podczas częstych kontroli prowadzonych przez Urząd Miejski w Bytomiu – podkreśliła w rozmowie z nami Małgorzata Węgiel-Wnuk, rzecznik bytomskiego urzędu.

Dopytywana, czy władze miasta mają sobie coś do zarzucenia tłumaczyła, że już w połowie grudnia 2025, gdy ujawniono nieprawidłowości prezydent Bytomia, Mariusz Wołosz zażądał od zarządcy schroniska wyjaśnień, ale nie otrzymał ich do dziś.

– Natychmiast przekazano też zgłoszenie radnych dotyczące rzekomych nieprawidłowości w schronisku Powiatowemu Inspektoratowi Weterynarii w Katowicach, który nadzoruje działalność obiektu. Podkreślam, że Powiatowy Lekarz Weterynarii z Bytomia, który regularnie kontroluje schronisko nie ma i nie miał uwag dotyczących dobrostanu zwierząt. Jedyne decyzje administracyjne, jakie wydał w ostatnich dwóch latach dotyczyły kwestii związanych ze schroniskową infrastrukturą - konieczności naprawy ogrodzenia, czy wyodrębnienia pomieszczeń dla kotów. Obecnie w schronisku pracują opiekunowie zwierząt, behawioryści oraz Urzędnicy Referatu Przyrody Urzędu Miejskiego w Bytomiu. Teraz zarządzaniem tu zajmuje się i będzie się zajmować gmina – stwierdziła rzecznik.

Czas na wyciągnięcie konsekwencji

Zdaniem Macieja Bartkowa przyszedł czas na rozliczenie osób odpowiedzialnych za te zaniedbania.

– Nie wyobrażam sobie, by konsekwencje wobec osób odpowiedzialnych nie zostały wyciągnięte – podkreślił w rozmowie z Niezalezna.pl. – Pan wiceprezydent Michał Bieda i naczelnik bytomskiego Wydziału Inżynierii Środowiska Wojciech Bryś od samego początku do samego końca ukrywali przede mną dokumenty, nie udzielali odpowiedzi na stawiane pytanie. Michał Bieda nawet zamówił opinię prawną, aby udowodnić, że podejmując kontrolę w schronisku łamałem prawo i powinno się mnie ukarać z art. 231 KK. Miałem zatem według pana Biedy, przekroczyć uprawnienia, działając na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, co zagrożone jest karą do 3 lat pozbawienia wolności. Obydwaj panowie powinni stracić swoje stanowiska, zaś sam Mariusz Wołosz powinien rozważyć podanie się do dymisji. Sprawę schroniska bada też Prokuratura Rejonowa w Mysłowicach. Myślę, iż teraz, gdy sprawa stała się głośna, a oczy całej Polski zwrócone są na Bytom, nic nie zostanie zamiecione pod dywan, a wszyscy winni poniosą karę 

– podkreślił Bartków.

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane