Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Koszmar zwierząt w bytomskim schronisku. Właścicielka dostaje miliony, a władze... nie widzą nieprawidłowości

Zarządca schroniska dla bezdomnych zwierząt w Bytomiu i prezes bytomskiego Stowarzyszenia Pomocy Porzuconym i Dręczonym Zwierzętom Anna Kornas otrzymuje 2 mln zł rocznie z kasy miasta Bytomia i pieniądze od 9 innych miejscowości regionu, dla których świadczy usługi opieki nad bezdomnymi zwierzętami. Do tego dochodzi kilkaset tysięcy zł ze zbiórki 1,5 proc., dla organizacji pożytku publicznego. Jak mówi nam radny Prawa i Sprawiedliwości w Bytomiu Maciej Bartków, zwierzaki są głodne, wyziębnięte i zaniedbane, a niektóre spotyka znacznie gorszy los.

W bytomskim schronisku miejskim przebywa ok. 150 psów i prawie drugie tyle kotów. Byłoby ich mniej, ale znaczna część zwierząt pochodzi z prywatnej działalności biznesowej Anny Kornas. Jej firma ma podpisanych 9 umów z innymi miastami, na mocy których przyjmuje do bytomskiego schroniska bezdomne psy i koty z ich terenu. Co ciekawe firma Anny Kornas dzierżawi od miasta tylko 5 boksów dla zwierzaków, zapewniających miejsce około 10-15 psom. Psów z innych miast jest każdego miesiąca kilkadziesiąt. Gdzie zatem są trzymane?  

Jest chłodno i głodno

O tym, że w bytomskim schronisku źle się dzieje dowiedziałem się mniej więcej we wrześniu ubiegłego roku od wolontariuszy wyprowadzających psy na spacery. Wtedy także wpłynęła do Rady Miejskiej w Bytomiu petycja, podpisana przez kilkuset mieszkańców, domagających się zmiany warunków, jakie tam panują. Sprawdziłem to. W schronisku naprawdę nie dzieje się dobrze. Zwierzęta są tam zwyczajnie dręczone i to na wiele sposobów. Dotarłem do protokołów kontroli Wydziału Inżynierii Środowiska UM w Bytomiu i zdjęć, pokazujących warunki w jakich przebywały psy. Stare, nieremontowane boksy, powierzchnia zanieczyszczona fekaliami, odchody w wodzie do picia, brak słomy i koców w budach, nawet wtedy, gdy w nocy były już przymrozki. Do tego fatalny stan zdrowia zwierzaków, psy z permanentnymi biegunkami, skołtunione, brudne czy trzymane po zabiegach weterynaryjnych w wilgotnym, zimnym pomieszczeniu

- mówi w rozmowie z Niezalezna.pl Maciej Bartków, radny Prawa i Sprawiedliwości w Bytomiu.

Psy w schronisku w Bytomimat. pras. / media społecznościowe

Poprawiają los zwierząt domowych

Prezydent Bytomia Mariusz Wołosz, i nadzorujący schronisko jego zastępca Michał Bieda, nie mają sobie nic do zarzucenia. Michał Bieda, to prywatnie syn Haliny Biedy, śląskiego senatora KO. Prezydent i Koalicja Obywatelska mają większość w bytomskiej Radzie Miejskiej. Przypomnijmy Platforma szła do wyborów w 2023 r. z hasłami o poprawie losu zwierząt domowych.

Zgodnie z zapisami Ustawy o ochronie zwierząt, w mieście obowiązuje Program opieki nad zwierzętami bezdomnymi oraz zapobiegania ich bezdomności, wprowadzony uchwałą Rady Miejskiej z 28 kwietnia 2025 r.

- przekazuje nam Małgorzata Węgiel-Wnuk z Biura Prasowego, UM w Bytomiu.

Program zapewnia kompleksową opiekę, m.in. poprzez zapewnienie bezdomnym zwierzętom miejsca w schronisku, ich odławianie i opiekę nad wolnożyjącymi kotami. Dalej chodzi o poszukiwanie właścicieli dla bezdomnych zwierząt, a zwierzętom gospodarskim - zapewnienie miejsca w gospodarstwie rolnym. Program obejmuje też zapewnienie całodobowej opieki weterynaryjnej dla zwierzaków w przypadkach zdarzeń drogowych.

Małgorzata Węgiel-Wnuk wskazuje, że schronisko podlega stałemu nadzorowi Powiatowego Lekarza Weterynarii. Tylko w ostatnich miesiącach trzykrotnie kontrolowano warunki utrzymania zwierząt. 

Psy w bytomskim schroniskumat.pras. / media społecznościowe

Lekarz nie informował nas o nieprawidłowościach. Wszystkie obowiązki związane z poprawą infrastruktury schroniska nałożone na zarządcę i właściciela realizowane są na bieżąco

- dodaje urzędniczka wymijająco.

"Puszek", "Misiek" i "Kropka"

Jednym z pierwszych przykładów strasznego podejścia do zwierząt, które poznałem była historia psa "Puszka", który dzisiaj stał się symbolem walki o prawa zwierząt w Bytomiu. Był strasznie zaniedbany. Miał także narośl na łapce, której w schronisku nikt nie zauważył. Gdy pokazałem zdjęcia "Puszka" na sesji Rady Miejskiej, został on – podobno – poddany leczeniu i zamknięty w boksie. Przez miesiąc nie było z nim kontaktu, nie wychodził także na dłuższe spacery. Potem stwierdzono, że jest już tak chory, że trzeba go uśpić. Wielokrotnie pytałem zarówno szefową schroniska, jak i zastępcę prezydenta pana Biedę o jego losy. Nie uzyskałem jednak żadnych informacji na jego temat. Dokumentacji medycznej też nie zobaczyłem do dzisiaj, usłyszałem, że jest... tajna. Poznałem dokładnie, za to historię suczki "Kropki", która po przeprowadzonej sterylizacji dwa razy przegryzła sobie rany, a kołnierz, który jej założono przeciął jej gardło. I tak, zakrwawiona, stała w kojcu. Inny pies, po bezzasadnej, jak wskazuje jego dalsza historia - eutanazji, przeleżał kilkadziesiąt godzin żywy w schroniskowej chłodni. Pani Anna Kornas, szefowa firmy, która zarządza dzisiaj schroniskiem, wcześniej była jego kierowniczką. Wtedy, także działy się tam rzeczy straszne. Np. w jednym z kojców dochodziło do ciągłych zagryzień psów. Jak informowali wówczas pracownicy do kojca nr 13 – specjalnie dawano psy, które miały być „ukarane” lub których chciano się pozbyć. Rano wyciągano zwłoki zwierząt. Sama kierowniczka, na upublicznionym nagraniu mówi, że nic nie mogła zrobić, bo "miała rodzinę i chciała pracować"

– opowiada nam Bartków.

Zmowa milczenia

Proceder z kotami społecznicy chcą teraz przekazać do prokuratury, kończą kompletować dokumenty w tej sprawie. Na ostatniej sesji Rady Miejskiej wiceprezydent Michał Bieda powiedział rozbrajająco, że dzieje się tak, bo brakuje, tu "kociarni"! Zapytaliśmy Annę Kornas, zarządcę schroniska o losy "Puszka", "Kropki" oraz pieska, którego roboczo nazwaliśmy "Miśkiem", tego który żywy trafił do chłodni, ale pytania pozostały bez odpowiedzi. Podobnym milczeniem została pominięta sprawa "Mruczków". 

Organizacje opiekujące się zwierzakami biją na alarm. Miasto Bytom płaci firmie prowadzonej przez Annę Kornas ok. 2 mln zł rocznie. Podobne umowy Anna Kornas ma z 9 gminami ościennymi m.in. z Knurowem, Radzionkowem, Piekarami Śląskimi. Po wystąpieniach radnego powiatu tarnogórskiego Krzysztofa Banka, samorząd Radzionkowa postanowił teraz sprawdzić, jak wygląda ta działalność. Grzegorz Szeremeta, zastępca, burmistrza Radzionkowa zapowiada kontrole w schronisku.

Pani Kornas prowadzi też Stowarzyszenie Pomocy Porzuconym i Dręczonym Zwierzętom w Bytomiu - na zdjęciu przytula maleńkiego kociaka i uśmiecha się sympatycznie. Ta organizacja pożytku publicznego otrzymuje 1,5 procenta podatku, za rok 2024 wpłynęło do stowarzyszenia pięćset tysięcy złotych.

Zapewnienie opieki bezdomnym zwierzętom to obowiązek ustawowy Gminy. Gmina, owszem może zlecić to innemu podmiotowi, nie zwalnia to jej jednak z obowiązków. Wszystko zatem, co robi źle podmiot prowadzący schronisko obciąża gminę. Dlatego też niezmiernie dziwi brak chęci prezydenta i jego zastępcy do rozwiązania problemów, jakie sygnalizują mieszkańcy i radni. Michał Bieda tygodniami nie odpowiada na proste pytania. Ignoruje interpelacje radnych. A wtedy, gdy na nie odpowiada informacje są z reguły niepełne. Chcę podkreślić, że prezydent Mariusz Wołosz otrzymał kompleksowy raport dotyczący schroniska, obejmujący lata 2010-2025, przygotowany przeze mnie oraz radną Beatę Adamczyk-Nowak. Wszystko zatem zależy teraz wyłącznie od niego. Albo stanie po stronie zwierząt albo po stronie zarządcy schroniska

– podsumowuje radny Bartków.

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane