Platforma Obywatelska ogłosiła, że popiera dostępność aborcji w okresie do dwunastego tygodnia życia dziecka poczętego. Jak taka decyzja sytuuje PO na płaszczyźnie politycznej? Była podobno centroprawicą. Czy teraz jest już czymś innym?
Kryteria polskiej miary prawicowości są bardzo specyficzne. Nieadekwatne już nie tylko dla większości Europy, ale i świata. W Europie Zachodniej spór o aborcję przetoczył się pomiędzy latami czterdziestymi, a dziewięćdziesiątymi. Ostatni duży kraj, w którym taki spór się rozgrywał, to Hiszpania dekadę temu. A w tej chwili, poza kilkoma mini państwami, ustawodawstwo aborcyjne jest wszędzie zliberalizowane. I to w każdym przypadku, zliberalizowane w pełni. Nawet jeżeli są jakieś ograniczenia, to one mają czysto symboliczny charakter, czego najlepszym przykładem są Niemcy.
Po prostu, wśród zachodnich prawicowych partii kwestia aborcji nie jest agendą. Są nią raczej zagadnienia rodziny, państwa, migracji. Poruszanie tych problemy w większym stopniu stanowi o prawicowości, niż spory o aborcję. Owe spory bowiem, nie wywołują już aż takich emocji, jak wcześniej. I to zarówno w państwach Europy Zachodniej, jak i w tych państwach, które niegdyś były w bloku podporządkowanym Moskwie. Jeśli zatem. pojawiają się tam jakieś spory kulturowe, to one dotyczą innej tematyki. Tematyki związanej z adopcją dzieci przez pary jednopłciowe, i tak dalej. Dobitnie to było widać w ciągu ostatniej dekady we Francji. I dlatego przyzwolenie przez PO na aborcję do dwunastego tygodnia, nie zmienia usytuowania tej partii w polskiej polityce. Tak samo zresztą, jak w europejskiej.
Warto tu jeszcze zwrócić uwagę na fakt, że od strony polityków PO padły słowa o tym, że w sprawach światopoglądowych w Platformie nie będzie dyscypliny. Czyli de facto, nic się nie zmienia! A już w latach dziewięćdziesiątych ówczesne środowiska liberalne (szczególnie Unia Demokratyczna i Unia Wolności) były w sprawie aborcji bardzo, bardzo podzielone. Na przykład, gdy w 1997 roku głosowano w sprawach aborcji, Klub Unii Wolności podzielił się na trzy bardzo liczne kluby. A Unia Wolności była wówczas u szczytu swej potęgi!
Ostatnia deklaracja o aborcji zatem, niewiele zmienia, jeżeli chodzi o usytuowanie Platformy w systemie partyjnym i w istniejących u nas podziałach. Przecież i tak większość wyborców PO jest blisko liberalnego podejścia do tego problemu.
A ta decyzja o aborcji pomoże PO w odzyskaniu popularności?
Myślę, że Platforma jest raczej w sytuacji walki o utrzymanie swej obecnej popularności. Wszystkie ostatnie kampanie wyborcze z udziałem Koalicji Obywatelskiej i Platformy - jako jej jedynej dużej siły - pokazały granice możliwości tych formacji: nie mogą one nie przekroczyć 30 procent. A w tej chwili, głównym wyzwaniem dla Platformy jest pojawienie się Szymona Hołowni, którego wizerunek jest równie eklektyczny jak wizerunek PO. I Platformę bowiem, i ruch Hołowni, charakteryzują: kompletny brak wyrazistości oraz próby balansowania pomiędzy różnymi grupami wyborców.
Sądzę więc, że omawiana przez nas deklaracja PO stanowi próbę samoobrony przed ruchem Szymona Hołowni, dla którego spór o aborcję jest kłopotliwy. Trudno przecież wyobrazić sobie to, że ów polityk - niegdyś znany katolicki publicysta - jest teraz ponad standardowo wiarygodny w roli kogoś, kto oczekuje liberalizacji ustawodawstwa aborcyjnego.
Powinniśmy zatem ostatnią decyzję PO widzieć w tym kontekście. Nie uważając jej za wielką zmianę. I zapewne w tym wszystkim można dostrzec coś, co będzie dotyczyło wszystkich głównych partii. To znaczy: zmianę pokoleniową. Po prostu kolejne młode pokolenia będą miały bardziej liberalne poglądy. Dotyczy to wszystkich partii – od prawa do lewa.
Rozumiem, że według Pana chodzi o to, aby zatrzymać odpływ wyborców z PO i ich przypływ do Hołowni?
Platforma i SLD są bardzo podobne. Rywalizują o kilka podobnych segmentów wyborców i przepływy między nimi są stałe, choć określonej wielkości. I dlatego pozwoliłem sobie przed ostatnimi wyborami do Sejmu powiedzieć, że jeśli Lewica przekroczy próg dziesięciu procent, to Platforma nie przekroczy trzydziestu procent i odwrotnie. Natomiast casus Szymona Hołowni, tak jak zresztą wcześniej Nowoczesnej, jest dużo poważniejszy. Nie ma bowiem żadnych symbolicznych różnic pomiędzy tymi formacjami. A dwie takie same partie nie mogą długo istnieć obok siebie. Zawsze któraś musi tą rywalizację wygrać i albo kompletnie zdekonstruować konkurenta, albo uczynić go swoim satelitą. Tak się stało z Platformą i Nowoczesną. I tak samo ma się stać teraz.
W rywalizacji z Szymonem Hołownią Platforma była skazana na taki ruch. Dlatego, że jej elektorat jest bardzo mocno sfeminizowany. Szczególnie, jeśli chodzi o wyborców w młodym i średnim wieku. I jeśli partia Borysa Budki nie chciała ryzykować utratą wyborców z tej kluczowej dla swej popularności grupy, to musiała coś takiego zrobić.
Fakt ów pokazuje, że horyzont Platformy jest zamknięty w ramach walki o utrzymanie tego, co wywalczyła wcześniej. Bo warto zwrócić uwagę, że przy tym odwoływaniu się do kobiet, trudno było się doszukać czegoś na temat – przykładowo - stosunku do 500+, czy do kwestii wieku emerytalnego. A niegdysiejsze podniesienie wieku emerytalnego bardzo silnie uderzyło w elektorat kobiecy. Co pokazuje, że w tej chwili obserwujemy tak naprawdę rywalizację wewnątrz opozycji. W mniejszym zaś stopniu, walkę między opozycją a rządzącymi.
Ale rozumiem, że chodzi tutaj głównie o rywalizację z Szymonem Hołownią. A nie na przykład z SLD.
Oczywiście z SLD trochę też. Ale tu wyzwanie jest mniejsze. Bo raczej istnieją jakieś wyraźne cenzury polityczne pomiędzy Platformą a SLD. Jest tak, mimo dziesiątek przejawów współpracy pomiędzy tymi partiami na poziomie samorządowym.
Platforma próbowała się przedstawiać jako główna siła walcząca PiS-em. Jako siła bardzo eklektyczna, która w ciągu ostatnich dwudziestu lat w swoich szeregach skupiła wszystkich: od byłych działaczy Zjednoczenia Chrześcijańsko Narodowego do byłych członków PZPR. I dlatego naturalnym zagrożeniem dla Platformy, jeszcze większym niż Lewica, jest polityk równie jak ona eklektyczny i niewyrazisty. Stąd ostatnia, nieco wyrazistsza od codziennych, deklaracja Platformy. Bo przecież nigdy, tego typu kulturowe kwestie nie spajały Platformy. Ani w czasach Schetyny, ani Tuska. I to jest – jak sądzę – główny kontekst wspomnianej deklaracji. A jednocześnie, element walki pomiędzy Platformą, a Szymonem Hołownią. Walki, która będzie miała jeszcze wiele etapów.
Główny kontekst Pakietu dla Kobiet, w którego ramach znajdujemy przyzwolenie na aborcję?
Tak! Oczywiście, że Platforma postanowiła tutaj zaryzykować trochę większą wyrazistością, z której niekoniecznie w praktyce musi coś wynikać. Przecież nie będzie egzekwowała od parlamentarzystów dyscypliny! PO postawiła tutaj Szymona Hołownię w trudnej sytuacji. Bo on przecież pozyskał wielu młodych wyborców, wśród których bardzo zdecydowanie przeważają liberalne poglądy, jeśli chodzi o spory kulturowe. I powiedziałbym, że być może chodzi o to, aby Szymon Hołownia jak najczęściej słyszał pytania o to, jaki jest stosunek jego i jego partii do kwestii liberalizacji ustawodawstwa aborcyjnego.