Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Spektakl represji wobec sędziego z Olsztyna. „Przekroczenie granic legalizmu”

"Państwo prawa rozpoznaje się właśnie po tym, że nawet w sytuacji stawiania bardzo poważnych zarzutów organ działa wyłącznie w granicach kompetencji przyznanych mu przez ustawę. Nie istnieje kompetencja dorozumiana do karania sędziego poza ustawą" - pisze specjalnie dla Niezalezna.pl sędzia Sądu Okręgowego w Olsztynie Franciszek Michera w komentarzu dotyczącym skandalu związanego z szykanami wobec sędziego Tomasza Koszewskiego.

Jak informował portal Niezalezna.pl, w Sądzie Okręgowym w Olsztynie próbuje się złamać sędziego Tomasza Koszewskiego.  Od miesięcy utrudniano mu wykonywanie czynności orzeczniczych, a miniony piątek został poinformowany, że nie dostanie wynagrodzenia. Więcej o sprawie: Szykany, wydumane zarzuty i odebranie CAŁEGO wynagrodzenia. Tak w Olsztynie chcą złamać sędziego!

Problem ma charakter ustrojowy i ustawowy

Sprawa sędziego Tomasza Koszewskiego powinna być oceniana przede wszystkim w płaszczyźnie ustawowych granic działania administracji sądowej. Z publicznie ujawnionych informacji wynika, że obciążenie jego referatu zostało wcześniej skorygowane uchwałą Krajowej Rady Sądownictwa z uwagi na pełnienie funkcji zastępcy rzecznika dyscyplinarnego. Uchwała ta przewidywała obniżenie wskaźnika wpływu spraw do 75 proc., wobec czego organ administracji sądowej nie miał kompetencji do prostego uznania, że nie wywołuje ona skutków prawnych dlatego, że jej nie akceptuje. Ustawa – Prawo o ustroju sądów powszechnych nie daje prezesowi sądu pozycji organu kontroli legalności indywidualnych uchwał Krajowej Rady Sądownictwa. Prezes sądu działa w granicach ustawy, a nie ponad ustawą.

Już ten element sprawy powinien budzić zasadniczy sprzeciw. Państwo prawa nie polega bowiem na tym, że organ administracji wykonuje tylko te akty, które aprobuje z punktu widzenia własnej oceny ustrojowej. Jeżeli ustawa przewiduje określony mechanizm rozstrzygania sporów dotyczących podziału czynności, to mechanizm ten obowiązuje również wtedy, gdy jego rezultat jest dla kierownictwa sądu niewygodny.

Po 6 miesiącach nieobecności referat co do zasady podlega podziałowi

Szczególne znaczenie w tej sprawie ma także kwestia nierozdzielenia referatu po długotrwałej nieobecności sędziego. Regulamin urzędowania sądów powszechnych stanowi w § 63 ust. 1, że referat podlega podziałowi, jeżeli czas choroby lub planowana nieobecność referenta przekracza 6 miesięcy, chyba że zachodzi wskazany w przepisie wyjątek. Ten sam przepis przewiduje również możliwość wcześniejszego podziału referatu już po 2 miesiącach choroby, jeżeli uzasadnia to stan zaległości i przewidywany dalszy czas nieobecności. Oznacza to, że po przekroczeniu 6 miesięcy nieobecności punktem wyjścia nie jest bezczynność administracji, lecz reorganizacja referatu.

Znaczenie tego przepisu dla sprawy olsztyńskiej jest zasadnicze. Jeżeli bowiem po długotrwałej absencji sędziego nie doszło do prawidłowego podziału referatu, to nie wolno później obciążać tego sędziego odpowiedzialnością za stan, który był pochodną zaniechania po stronie administracji sądowej. Innymi słowy, nie można najpierw nie uruchomić przewidzianego przez regulamin mechanizmu porządkującego, a następnie twierdzić, że sam fakt istnienia określonej liczby spraw w referacie dowodzi uporczywego uchylania się od służby. W takim układzie to właśnie administracja sądowa powinna najpierw wykazać, dlaczego nie zastosowano § 63 ust. 1 Regulaminu, mimo że nieobecność przekroczyła 6 miesięcy.

Co więcej, z ujawnionego pisma prezesa sądu wynika, że jako argument przeciwko sędziemu wskazano zarówno niewielką liczbę rozpoznanych spraw, jak i to, że nie wyznaczył wokand na kwiecień i maj 2026 r. Taki sposób argumentacji pomija jednak pytanie podstawowe: jaki był stan referatu po długotrwałej nieobecności, jakie działania reorganizacyjne podjęto po stronie sądu oraz czy w ogóle zapewniono temu sędziemu warunki odpowiadające standardowi legalnego i równego wykonywania służby. Bez odpowiedzi na te pytania twierdzenie, że mamy do czynienia wyłącznie z zawinionym niewykonywaniem obowiązków, jest co najmniej przedwczesne.

Równy dostęp do asystentów nie jest przywilejem, lecz obowiązkiem organizacyjnym

Drugi zasadniczy element tej sprawy dotyczy pomocy asystenckiej. Także tutaj nie chodzi o detal organizacyjny. § 80 ust. 8 Regulaminu urzędowania sądów powszechnych nakłada na przewodniczącego wydziału obowiązek ustalenia harmonogramu przydziału asystentów, udostępnienia go sędziom i asystentom, zapewnienia równego dostępu sędziów do pomocy asystentów – z dopuszczeniem odstępstw uzasadnionych sprawami skomplikowanymi i wielowątkowymi – oraz dbałości o właściwe obciążenie asystentów obowiązkami. To jest norma gwarancyjna, a nie dekoracyjna.

Jeżeli zatem jednemu sędziemu odebrano realną pomoc asystencką, podczas gdy inni nadal z niej korzystali, a nie wskazano obiektywnych, przejrzystych i sprawdzalnych kryteriów takiego odstępstwa, to nie mamy do czynienia z neutralną decyzją kadrową. Mamy do czynienia z naruszeniem zasady równości w organizacji pracy. W sądzie pomoc asystencka nie jest nagrodą za uległość ani środkiem nacisku. Jest elementem organizacji pracy, który ma być rozdzielany według reguł ustalonych z góry i stosowanych równo.

W tym miejscu łączy się kilka wątków tej sprawy. Najpierw nie wykonuje się uchwały Krajowej Rady Sądownictwa. Następnie nie dokonuje się prawidłowej reorganizacji referatu po wielomiesięcznej nieobecności. Potem odbiera się sędziemu pomoc asystencką w warunkach naruszenia zasady równości. A na końcu skutki tak wytworzonego stanu przedstawia się jako argument za niewypłaceniem mu wynagrodzenia. Takiej sekwencji nie sposób traktować jako zwykłego sporu o efektywność pracy. To jest klasyczny model represji instytucjonalnej.

Pismo prezesa sądu i próba zastosowania art. 80 Kodeksu pracy

Najdalej idącym elementem sprawy pozostaje jednak pismo Prezesa Sądu Okręgowego w Olsztynie z 27 marca 2026 r. Wynika z niego, że wobec sędziego Tomasza Koszewskiego podjęto decyzję o niewypłaceniu wynagrodzenia za marzec 2026 r., z wyjątkiem dodatku funkcyjnego, a jako podstawę tej decyzji wskazano art. 9a § 1 i art. 22 § 1 ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych oraz art. 3, art. 31 § 1 i art. 80 Kodeksu pracy. W piśmie stwierdzono również, że zakres czynności orzeczniczych podejmowanych przez sędziego w marcu był znikomy oraz że nie wyznaczył on żadnych wokand na kwiecień i maj 2026 r.

Ta konstrukcja prawna jest wadliwa już na poziomie podstawowym. Art. 9a § 1 Prawa o ustroju sądów powszechnych dotyczy wewnętrznego nadzoru administracyjnego nad działalnością sądów, a art. 22 § 1 określa pozycję prezesa jako organu kierującego sądem i zwierzchnika służbowego. Są to przepisy kompetencyjno-organizacyjne. Nie wynika z nich kompetencja do jednostronnego wyzerowania sędziemu wynagrodzenia zasadniczego za miesiąc pełnienia służby. Ustawa przewiduje przypadki obniżenia albo utraty prawa do wynagrodzenia sędziego, ale czyni to w sposób szczegółowy i zamknięty – między innymi w art. 94, art. 94c, art. 94g oraz art. 129. Zarazem art. 129 § 3 stanowi, że to sąd dyscyplinarny, zawieszając sędziego w czynnościach służbowych, obniża wynagrodzenie w granicach od 25 proc. do 50 proc.

Najważniejsze jest jednak to, że próba oparcia całej konstrukcji na art. 80 Kodeksu pracy pozostaje w jaskrawej sprzeczności z linią wykładni przyjętą przez Sąd Najwyższy w wyroku z 15 kwietnia 2021 r., III PSKP 14/21. Sąd Najwyższy stwierdził tam:

Przedstawiona prezentacja służy wykazaniu, że ukształtowanie prawa sędziego do wynagrodzenia nie jest tożsame z regulacją dotyczącą pracowników. W szczególności fałszywe jest założenie, że przysługuje ono tylko za pracę wykonaną, a w pozostałych przypadkach tylko, jeśli ustawa tak przewiduje (o czym stanowi art. 80 k.p.). W przypadku sędziego doszło do zastąpienia zmiennej za wykonywanie zmienną zapewnia się. Przesunięcie to jest zrozumiałe, jeśli weźmie się pod uwagę, że nazbyt swobodne decydowanie o wysokości wynagrodzenia sędziego przez administrację sądową mogłoby być dyskontowane w obszarach niezawisłości i niezależności. Konkluzje te znajdują potwierdzenie we wnioskach płynących z systematyki, na której oparto art. 94 ustawy.

Ten fragment powinien zakończyć spór co do samej metody rozumowania. Nie można mechanicznie przenosić na sędziego pracowniczego modelu wynagrodzenia za pracę wykonaną, ponieważ status sędziego ma charakter ustrojowy, a nie zwykłopracowniczy. Gdyby administracja sądowa mogła wedle własnej oceny odbierać sędziemu wynagrodzenie zasadnicze, wynagrodzenie przestałoby być gwarancją ustrojową, a stałoby się narzędziem nacisku. Właśnie temu ma zapobiegać zarówno konstrukcja ustawy, jak i wykładnia przyjęta przez Sąd Najwyższy.

Na marginesie trzeba odnotować jeszcze jedną istotną okoliczność. Skoro pozostawiono do wypłaty dodatek funkcyjny związany z pełnieniem funkcji zastępcy rzecznika dyscyplinarnego, to sam organ administracji sądowej pośrednio przyznał, że nie mamy do czynienia ani z ustaniem stosunku służbowego, ani z ustawowym zawieszeniem sędziego w czynnościach. Tym bardziej widać, że skonstruowano sankcję płacową nieznaną ustawie.

Jeżeli były zarzuty dyscyplinarne, należało uruchomić tryb ustawowy

Warto dodać rzecz oczywistą, a zarazem fundamentalną. Jeżeli kierownictwo sądu rzeczywiście uznawało, że sędzia dopuszcza się uporczywej odmowy sprawowania wymiaru sprawiedliwości, oczywistej i rażącej obrazy prawa albo działań mogących istotnie utrudnić funkcjonowanie organu wymiaru sprawiedliwości, ustawa przewiduje tryb postępowania dla takich sytuacji. Art. 107 § 1 Prawa o ustroju sądów powszechnych mówi wprost o odpowiedzialności dyscyplinarnej między innymi za odmowę wykonywania wymiaru sprawiedliwości oraz za działania lub zaniechania mogące istotnie utrudnić funkcjonowanie organu wymiaru sprawiedliwości. Nie ma natomiast w ustawie modelu, w którym prezes sądu zastępuje postępowanie dyscyplinarne własną sankcją płacową.

Państwo prawa rozpoznaje się właśnie po tym, że nawet w sytuacji stawiania bardzo poważnych zarzutów organ działa wyłącznie w granicach kompetencji przyznanych mu przez ustawę. Nie istnieje kompetencja dorozumiana do karania sędziego poza ustawą.

Art. 231 Kodeksu karnego i szerszy kontekst ustrojowy

W tym stanie rzeczy w pełni zasadne staje się pytanie o odpowiedzialność karną. Najbliższą kwalifikacją jest art. 231 § 1 Kodeksu karnego, penalizujący przekroczenie uprawnień albo niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariusza publicznego działającego na szkodę interesu publicznego lub prywatnego. Jeżeli bowiem publicznie ujawniony stan rzeczy odpowiada rzeczywistości, to szkoda prywatna polegałaby na niewypłaceniu sędziemu należnego świadczenia oraz pogorszeniu warunków pełnienia służby, a szkoda publiczna – na naruszeniu ustawowego modelu działania sądu i wykorzystaniu instrumentów administracyjnych w funkcji represyjnej.

Warto mówić o szerszym kontekście ustrojowym. Skoro Prezes Trybunału Konstytucyjnego skierował zawiadomienie dotyczące podejrzenia popełnienia poważnych przestępstw godzących w ustrój państwa, to sprawa ta powinna być analizowana także jako możliwy element szerszego, skoordynowanego mechanizmu naruszania ustrojowych gwarancji. Nie oznacza to, że sama jednostkowa sprawa kadrowo-płacowa w sądzie okręgowym wyczerpuje pełny opis przestępstw z art. 127, 128 czy 258 Kodeksu karnego. Oznacza to jednak, że może stanowić jeden z elementów większego układu działań, którego ocena musi uwzględniać nie tylko lokalny przebieg zdarzeń, lecz także istnienie ewentualnego szerszego porozumienia, trwałość struktury, wspólny cel oraz zachowania odpowiadające ustawowym znamionom tych czynów zabronionych. Na obecnym etapie można więc mówić o bardzo poważnych podstawach do badania tej sprawy w perspektywie art. 231 Kodeksu karnego, ale także jako potencjalnego fragmentu szerszego mechanizmu ustrojowego opisanego w zawiadomieniu Prezesa Trybunału Konstytucyjnego.

Konkluzja

Jeżeli publicznie ujawnione dokumenty i informacje wiernie oddają rzeczywisty przebieg zdarzeń, to w sprawie sędziego Tomasza Koszewskiego doszło nie do zwykłego sporu administracyjnego, lecz do przekroczenia granic legalnej administracji sądowej. Niewykonanie uchwały Krajowej Rady Sądownictwa, zaniechanie prawidłowego podziału referatu po przekroczeniu 6 miesięcy nieobecności, odebranie pomocy asystenckiej z naruszeniem zasady równości i niewypłacenie sędziemu wynagrodzenia poza ustawą układają się w spójny obraz działań represyjnych. Takie działania nie mogą być usprawiedliwiane ani organizacją pracy, ani retoryką sprawności postępowania. W państwie prawa także administracja sądowa podlega ustawie. I właśnie dlatego sprawa ta stanowi dowód przekroczenia granic legalizmu przez administrację sądową.

Franciszek Michera - sędzia Sądu Okręgowego w Olsztynie, Zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego przy Sądzie Apelacyjnym w Białymstoku, nauczyciel akademicki Akademii Wymiaru Sprawiedliwości, zastępca rzecznika prasowego stowarzyszenia Prawnicy dla Polski.

 

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej