Choć w 2024 r. uposażenia urzędników wzrosły o 20 proc. w roku ubiegłym o 5, a w tym o 3 proc., zawartość ich portfeli została uszczuplona. Jak czytamy w „DGP”, fundusze wynagrodzeń przekazywane do urzędów nie rosną w tym samym tempie co płace zasadnicze. A to wymusza cięcia w puli przeznaczonej na bonusy.
Na przykład w Podlaskim Urzędzie Wojewódzkim fundusz wynagrodzeń w 2024 r. był o niemal 700 tys. zł niższy, niż wynikałoby to z przyznanych podwyżek. W efekcie średnia nagroda w tym regionie spadła o blisko 1,9 tys. zł. Jeszcze silniej trend ten widać w Ministerstwie Rolnictwa, gdzie przed zmianami średni bonus wynosił 3,6 tys. zł, a obecnie spadł do poziomu 1,9 tys. zł.
Rozmówcy gazety, w tym urzędnicy mianowani, skarżą się, że ich kwartalne premie skurczyły się z 4 tys. zł do zaledwie 1,5 tys. zł, a główną winą obarczają Ministerstwo Finansów, które ma nie doszacowywać przekazywanych środków.
Zdaniem Wojciecha Plecińskiego z korpusu służby cywilnej i członka NSZZ Solidarność w wielu urzędach fundusz wynagrodzeń wzrasta mniej niż planowane podwyżki. Ponadto fundusz nagród to 3 proc. wynagrodzeń i inne oszczędności, powstające na skutek np. długotrwałych zwolnień lekarskich czy pustych etatów. – Z uwagi na częściową pracę zdalną mamy mniej zwolnień lekarskich, a nowa ekipa wypełniła puste etaty. To wszystko łącznie przełożyło się na niższe nagrody – podkreśla Pleciński.
Jak podaje „DGP”, w jeszcze gorszej sytuacji są tzw. pracownicy niemnożnikowi, czyli ci, którzy mają pensje określane kwotowo. To w większości przypadków dotyczy sekretarek, kierowców, lecz także specjalistów zatrudnianych na niestandardowych zasadach.