Dziś sprawa uniewinnionych w pierwszej instancji aktywistów miała zostać rozpatrzona przez Sąd Okręgowy w Białymstoku. Do merytorycznego zbadania wyroku jednak w ogóle nie doszło, gdyż wobec cofnięcia apelacji przez Prokuraturę Rejonową w Hajnówce, sąd musiał pozostawić sprawę bez rozpoznania. Tym samym ubiegłoroczny wyrok uniewinniający automatycznie zyskał status prawomocnego.
Zaskakujące polecenie wycofania apelacji wydał osobiście Prokurator Generalny Waldemar Żurek.
Stanowi to radykalny zwrot akcji, zważywszy na to, że przed sądem pierwszej instancji prokuratorzy domagali się dla każdej z oskarżonych osób kary roku i czterech miesięcy bezwzględnego więzienia. Jak przekonuje jednak rzecznik Prokuratora Generalnego, prok. Anna Adamiak, decyzja opierała się na wewnętrznym audycie. "To polecenie (o cofnięciu apelacji) było poprzedzone gruntowną analizą, przeprowadzoną przez Departament Postępowania Sądowego Prokuratury Krajowej, zapadłego orzeczenia pierwszej instancji, a także środka odwoławczego złożonego przez prokuratora" – poinformowała.
Rzeczniczka dodała, że wycofanie apelacji spotkało się z pełną aprobatą Waldemara Żurka, który osobiście ocenił ubiegłoroczny wyrok. "Prokurator Generalny uznał, że to orzeczenie sądu pierwszej instancji jest słuszne co do istoty, w zakresie oceny materiału dowodowego, oceny prawno-karnej i to swoje stanowisko sąd w sposób rzetelny, przekonywujący uzasadnił. A w związku z tym, apelacja - w ocenie Prokuratora Generalnego - nie miałaby żadnych szans powodzenia" – podsumowała prokurator Adamiak.
Decyzja sędziego-aktywisty
Sprawa "piątki z Hajnówki" dotyczy Ewy Moroz-Keczyńskiej, Mariusza Chyżyńskiego, Kamili Mikołajek, Joanny Humki oraz Marco Winnickiego.
Aktywiści zostali pierwotnie zatrzymani podczas bezpośredniego przewożenia migrantów i usłyszeli zarzuty pomocnictwa w nielegalnym przekraczaniu granicy, a później – ułatwiania niezgodnego z prawem pobytu w RP. 8 września 2025 r. Sąd Rejonowy w Hajnówce, w osobie sędziego Adama Rodakowskiego, nieprawomocnie uniewinnił całą grupę.
Uzasadniając swoje ubiegłoroczne orzeczenie, sędzia Rodakowski stwierdził, że "każdy czyn, który nie jest społecznie szkodliwy, nie stanowi przestępstwa", a działania oskarżonych zakwalifikował wręcz jako "ratowanie życia". Argumentował, że aby doszło do złamania przepisu, korzyść (majątkową lub osobistą) musieliby uzyskać sami pomagający, tymczasem jego zdaniem uzyskali ją tu rzekomo jedynie migranci, którzy "chcą się tutaj znaleźć". Podczas rozprawy sędzia wygłosił również zdanie brzmiące jak jawny manifest polityczny: "Niezgoda na zastany stan rzeczy zmienia świat".
Postać sędziego Adama Rodakowskiego budziła zresztą kontrowersje już wcześniej. To właśnie on uniewinnił byłego premiera Włodzimierza Cimoszewicza w głośnej sprawie potrącenia 70-letniej rowerzystki na pasach. Wydał także wyrok uniewinniający wobec lewicowych aktywistów zakłócających w Hajnówce Marsz Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Co więcej, w listopadzie 2023 r. Rodakowski poparł "Apel Sędziów Rzeczypospolitej Polskiej", w którym otwarcie domagano się zmian legislacyjnych dotyczących m.in. Krajowej Rady Sądownictwa.
Szokujące dowody w aktach
Radość prokuratury kierowanej przez Waldemara Żurka z decyzji hajnowskiego sądu stoi jednak w jaskrawej sprzeczności z twardym materiałem dowodowym zgromadzonym w aktach prokuratorskiego śledztwa. Jak już we wrześniu ubiegłego roku ujawniła "Gazeta Polska", działania uniewinnionych nie przypominały doraźnej, spontanicznej pomocy, lecz dobrze zorganizowany proceder logistyczny. Dowody zebrane ze smartfonów i bilingów oskarżonych wyraźnie obnażyły ich ścisłą współpracę z organizatorami nielegalnej migracji.
W dokumencie oznaczonym jako "Uzupełnienie wniosku dowodowego" z 29 kwietnia 2025 r. opisano niezwykle obciążające zapisy z grupy komunikatorowej odnalezionej w telefonie Kamili Mikołajek. Uczestnicy prowadzonych tam dyskusji otwartym tekstem analizowali stawki za przemyt ludzi, pisząc m.in.: "60 banknotów Euro / 60 banknotów po 100 Euro = 6000 Euro", a także ostrzegając przed rzekomymi "oszustami" żądającymi nawet 8000 dolarów.
Zabezpieczone konwersacje dowodzą również, że Mikołajek kontaktowała się z handlarzami ludźmi w celu budowy zaufania i pilnowania finansów samych cudzoziemców. "Mówi, że będzie rozmawiać z przemytnikami, aby nie wzięli pieniędzy, aby imigranci nie musieli zabezpieczyć pieniędzy przed przyjazdem. Będzie próbowała z nimi rozmawiać, aby wzięli pieniądze, ich wynagrodzenie, po zawiezieniu ludzi. Aby wzmocnić zaufanie przemytnika wobec imigrant" – brzmiał wprost jeden z odczytanych przez biegłych komunikatów.
Mikołajek w rozmowach z organizatorem przerzutu ustalała szczegóły dotyczące „spotkania z kierowcami taksówek, samochodów, którzy wożą ludzi z Polski do Niemiec oczywiście za pieniądze”. Zapewniała, że przekaże im listę „bezpiecznych domów” i poinstruuje, jak omijać patrole policji.
Instrukcje omijania prawa
Zgromadzone materiały nie pozostawiają złudzeń, że pomagającym zależało na ominięciu polskich procedur azylowych i przetransportowaniu migrantów bezpośrednio do państw Europy Zachodniej. W jednej z ujawnionych przez prokuraturę rozmów, sam imigrant precyzuje charakter wsparcia ze strony aktywistki:
"Mówi, że chodzi o ludzi w lasach, ona zabiera ludzi i dba o to, aby te rodziny dotarły do Warszawy, ale nie po to, aby składały [treść nieczytelna], ale aby im pomóc dostać się do Niemiec. Ona może udzielać pomocy rodzinom i potrzebującym i ludziom, tak aby dostali się do Niemiec i aby nie zostali zatrzymani w Polsce i aby nie składali wniosku o statuś uchodźcy".
Śledczy natrafili ponadto na korespondencję udowadniającą koordynację siatki z rzekomymi organizacjami charytatywnymi, które miały gwarantować pełne zabezpieczenie transportowe w głąb Unii Europejskiej. "Mamy kontakt z fundacją humanitarną, z którą koordynujemy, z naszą grupą i bezpośrednio z [***]. Ona zapewni zakwaterowanie, żywność i transport aż do Niemiec" – pisała jedna z zaangażowanych osób. Wynajmowano również tzw. obiekty tymczasowe w okolicach Warszawy, pełniące funkcję "dziupli" przed ostatecznym przerzutem.
Szczególne oburzenie budzi jednak udokumentowany fakt, że migranci byli cynicznie instruowani przez aktywistów, w jaki sposób mają kłamać i fabrykować oskarżenia pod adresem służb broniących granicy, aby zyskać przewagę medialną. W jednej z wiadomości nakazywano cudzoziemcom: "Ok, wyślemy ludzi, posłuchaj, nawet, dzień w którym spędziliście w Mińsku, mówcie, że spędziliśmy go na granicy, a żołnierze białoruscy bili nas i ranili dziewczynę". W innym wpisie czytamy z kolei pouczenie uderzające w polski mundur: "Mów: dziesięć razy wjechaliśmy do Polski, a Polacy zatrzymali nas i zawrócili do granicy". Mimo tak szokującego materiału Prokurator Generalny uznał, że kontynuowanie oskarżenia "nie miałaby żadnych szans powodzenia".