Seniorka z Kalisza napisała 25 listopada list do prezydenta Krystiana Kinastowskiego ze szpitala. Poprosiła o pomoc w zaopiekowaniu się jej 20 psami, ponieważ zwierzęta pozostały bez opieki. Poinformowała, że przebywa w szpitalu, przeszła śpiączkę cukrzycową i nie wie, kiedy odzyska samodzielną egzystencję.
"Proszę o pomoc w miarę szybko, gdyż nadchodzą mrozy, z pewnością psy znajdą nowe domy i sprawię radość innym ludziom. Z góry dziękuje za pomoc i serce" – napisała kobieta.
W sprawie zareagowało schronisko dla zwierząt w Kaliszu. Po zrzeczeniu się przez kobietę prawa do psów na jej posesję przyjechali w asyście strażników miejskich pracownicy schroniska. Na miejscu było 15 zwierząt, które zostały zabrane.
"Trudno powiedzieć, gdzie znajduje się pozostała piątka psów. Być może w jakiś sposób wydostały się poza teren posesji i uciekły" – powiedział kierownik schroniska Jacek Kołata.
Zdaniem kierownika "pieski są bardzo osłabione, agresywne, były niedożywione, nie miały wody do picia, niektóre z nich są zakrwawione i pogryzione. Przebywały na małej powierzchni, więc z głodu mogły się gryźć".
Po zawiezieniu zwierząt do schroniska umieszczono w najnowszych boksach i przekazano pod opiekę medyczną lekarza weterynarii.
„Psy są nakarmione, napojone, dostają lekarstwa i są opatrywane” – zapewnił Jacek Kołata.
Szef kaliskiego schroniska apeluje do mieszkańców o natychmiastowe reagowanie i zgłaszanie służbom podobnych przypadków.
"Ludzie muszą wiedzieć, że aby służby mogły zacząć działać, musi wpłynąć skarga do powiatowego lekarza weterynarii, policji czy straży miejskiej. Wtedy mają obowiązek interweniować, a schronisko służy w ewakuacji zwierząt i zapewnieniu pomocy"
– wyjaśnił Kołata.
Kierownik schroniska powiedział też, że "zanim ta pani trafiła do szpitala, psy mieszkały z nią w domu. Choroba i brak siły spowodowały, że kobieta doprowadziła do dramatycznej sytuacji. Na szczęście pomoc przyszła w porę" – ocenił Jacek Kołata.