Na trop plantacji konopi uprawianych w zagajniku koło wsi Czerwonkowa przypadkowo wpadł pracownik kombinatu rolnego podczas wykonywania prac polowych jesienią 2018 roku. Powiadomieni funkcjonariusze postanowili zastawić pułapkę na właścicieli plantacji w pobliżu nadających się już do zbioru roślin. W ten sposób w październiku 2018 r. zatrzymali 29-letniego Mateusza J., który przyjechał na teren plantacji, by zebrać materiał do produkcji marihuany.
Podczas procesu Mateusz J. odmówił składania wyjaśnień. Podtrzymał swoje wcześniejsze zeznania, zgodnie z którymi o plantacji dowiedział się od pracującego w kombinacie kolegi - Grzegorza S., który przed zatrzymaniem przez policję zdążył wytworzyć z zebranego na poletku materiału ponad dwieście gramów marihuany. Dodatkowo Mateusz J. pokazał policjantom inne miejsce, w którym rosło kilka krzaków konopi. Jak zeznał śledczym, znalazł je w trakcie wycieczek rowerowych po okolicy. Zapewniał, że chciał zrobić marihuanę wyłącznie na własny użytek, a nie na sprzedaż.
W wyniku śledztwa ustalono, że faktycznymi właścicielami nielegalnej plantacji był Krystian S. i 43-letni Artur P. Kiedy mężczyźni zorientowali się, że policja zastawiła na nich pułapkę, uciekli. Wyjechali za granicę. Po blisko roku Krystian S. wrócił do Polski w przekonaniu, że sprawa jest już zamknięta. W sierpniu tego roku został zatrzymany pod zarzutem usiłowania wytworzenia znacznej ilości narkotyków o czarnorynkowej wartości przekraczającej 700 tysięcy złotych.
Za zarzucane przestępstwa Krystianowi S., Matuszowi J. oraz Grzegorzowi S. grozi kara do 15 lat pozbawienia wolności.
Na ławie oskarżonych zasiadł także 28–letni Patryk M. oraz 38-letni Paweł I. Mężczyźni ci - jak ustalono - sprzedawali środki narkotyczne Matuszowi J. i Grzegorzowi S., za co grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności.
Artur P. nadal jest poszukiwany listem gończym. Z tego względu jego sprawa została wyłączona do odrębnego postępowania.