Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

"Próg pobłażania Rosji został przekroczony". Płk Utracki: chcą, byśmy ciągle zrzucali wszystko na przypadek

Operacja destabilizacji i wpływu przeciwko Polsce trwa, czego przykładem było wczorajsze przechwycenie rosyjskiego samolotu nad Bałtykiem, wtargnięcie śmigłowca Mi-8 dziś nad Polskę i sytuacja na torach kolejowych w rejonie Jedlanki. Co do reakcji, mamy dwie ścieżki do wyboru. Dotychczasową, czyli mówienie o prowokacji, agresywnych działaniach Rosji i poprzestanie na tym. Druga to tzw. ścieżka turecka, związana z tym, jak jesienią 2015 r. Turcja zestrzeliła rosyjski bombowiec, który zignorował ostrzeżenia i wtargnął w jej przestrzeń powietrzną. Uważam, że czas pobłażania wrogowi się skończył. A Polska, tak jak każde inne państwo, ma prawo w pełni bronić swojej przestrzeni powietrznej – mówi portalowi Niezależna.pl płk Marek Utracki, były wiceszef Służby Kontrwywiadu Wojskowego (SKW).

Wczoraj polskie myśliwce przechwyciły nad Bałtykiem rosyjski samolot Ił-20, który znajdował się ok. 40 km. od polskiego wybrzeża. "To nie pojedyncze incydenty, ale element stałej presji" – podkreślił wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz, informując o zdarzeniu.

Na tym jednak nie koniec. Dziś o godz. 11.08, na północ od miejscowości Braniewo, doszło do krótkotrwałego naruszenia przestrzeni powietrznej Rzeczypospolitej Polskiej przez śmigłowiec Mi-8 Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej.

Jak poinformowało Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych (DORSZ), śmigłowiec wykonywał lot z Obwodu Królewieckiego. "Naruszył polską przestrzeń powietrzną na maksymalną głębokość ok. 300 m i przebywał w niej przez 42 sekundy. Lot maszyny był obserwowany przez systemy radiolokacyjne Sił Zbrojnych RP. Poderwane zostały samoloty myśliwskie, a naziemne siły i środki pozostawały w stanie gotowości" – zaznaczyło dowództwo. 

Mniej więcej w tym samym czasie media obiegła informacja o niebezpiecznym zdarzeniu na trasie kolejowej Stoczek Łukowski–Łuków, w rejonie miejscowości Jedlanka w powiecie łukowskim. Na torach znaleziono betonowe elementy pochodzące z rozbiórki peronu nieczynnej stacji kolejowej.  W tym czasie trasą tą poruszały się dwa pociągi towarowe. Jeden ze składów przewoził kontenery, drugi był przygotowany do ich załadunku.

Zdaniem prokuratury, "zebrane dotychczas ustalenia oraz charakterystyka zdarzenia wskazują, że najprawdopodobniej mamy do czynienia z nieodpowiedzialnym wybrykiem chuligańskim". 

"Przejść z wariantu natowskiego na turecki"

W taką wersję wydarzeń na torach kolejowych nie wierzy płk Marek Utracki, były wiceszef SKW. "Rosjanie oczywiście wybierają taki sposób prowadzenia operacji, żeby nie łączyć ich jednoznacznie z Rosją. To jest abecadło grup dywersyjno-rozpoznawczych, których zadaniem jest odwrócenie uwagi. I mamy z tym do czynienia od bardzo dawna" – podkreśla ekspert w rozmowie z portalem Niezależna.pl.

Nie wierzę w takie przypadki, zwłaszcza, że jest to skorelowane z szeregiem rosyjskich prowokacji wojskowych, z którymi mieliśmy do czynienia wczoraj i dziś.

– uzupełnia nasz rozmówca.

Mamy do czynienia z dalszym ciągiem rosyjskiej operacji wpływu, której celem jest sprawdzenie reakcji politycznych i wojskowych elit odnośnie ochrony przestrzeni powietrznej państw NATO. To samo było w 2021 r. Kryzys migracyjny, przygotowany przez Rosję i realizowany przez Białoruś na wspólnej granicy z Polską, miał odwrócić uwagę od realnych planów ataku, wojny pełnoskalowej, otwarcia frontu ukraińskiego, co nastąpiło kilka miesięcy później. Teraz jest podobnie. Działania, które podejmuje strona rosyjska przeciwko Zachodowi, w tym Polsce, są próbą odwrócenia uwagi od tego, co jest planowane w Moskwie. Drugi aspekt to odwrócenie uwagi od pomocy Ukrainie, by skupić się na obronie własnego terytorium. Taki jest rzeczywisty cel. 

– wyjaśnia płk Utracki.

Ekspert przypomina, że obecnie w obwodzie królewieckim trwają manewry wojskowe, co wprost należy łączyć z wojskową prowokacyjną aktywnością Rosji u polskich granic. 

Co do reakcji, mamy dwie ścieżki do wyboru. Dotychczasową, nazwijmy to "natowską", czyli mówienie o prowokacji, agresywnych działaniach Rosji i poprzestanie na tym. Druga to tzw. ścieżka turecka, związana z tym, jak jesienią 2015 r. Turcja zestrzeliła rosyjski bombowiec, który zignorował ostrzeżenia i wtargnął w jej przestrzeń powietrzną. Uważam, że czas pobłażania wrogowi się skończył.

– uważa nasz rozmówca.

Podobnie zareagowali Amerykanie w Syrii w 2018 r. Rosyjscy najemnicy, wspierający reżim ówczesnego dyktatora Baszara al-Asada, weszli w strefę amerykańskiej odpowiedzialności. Pomimo ostrzeżeń nie wycofali się, zostali zbombardowani przez lotnictwo amerykańskie. Zginęło wtedy ok. 200 rosyjskich żołnierzy (chodzi o tzw. bitwę pod Chuszam z 7 na 8 lutego 2018 r. – red.) 

– dodaje.

To są te dwie szkoły, które powinniśmy brać pod uwagę. Albo będziemy sobie pozwalać na kolejne prowokacje i mówić, że to tylko prowokacje, a nie realne rozpoznawanie naszych systemów antylotniczych i pozwalali na łamanie prawa międzynarodowego, albo zacznijmy wreszcie działać. 

– wskazuje.

Teraz to śmigłowiec, za chwilę może to być kilka myśliwców. I co wtedy? Też powiemy że nic się nie dzieje? Zdecydowana reakcja to także pokazanie sojusznikom, że jesteśmy zdeterminowani do obrony własnych granic i nie pozwolimy na tego typu działania, mogące zaszkodzić naszym obywatelom. A przecież tak może być. "Przypadkowy" śmigłowiec straci panowanie nad jakimś miastem, runie i zginą ludzie. Taki scenariusz też należy brać pod uwagę. Zasada jest prosta i uregulowana przez prawo międzynarodowe: każde państwo ma prawo bronić swojej przestrzeni powietrznej. Bardziej skłaniałbym się do tzw. tureckiego wariantu, oczywiście we współpracy z sojusznikami, by pokazać, jaki jest próg bólu dla Polski i na ile sobie możemy pozwolić. Uważam, że próg pobłażania Rosji został już przekroczony. 

– kończy ekspert.

 

Źródło: niezalezna.pl

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska