Jaki był bowiem prawdziwy cel ich udziału w wydarzeniu zorganizowanym przez Czarzastego? Ślubowanie przecież mieli już za sobą, co osobiście potwierdzili w świetle kamer. Stosowne dokumenty potwierdzające ten fakt Kancelaria Prezydenta przesłała do Trybunału Konstytucyjnego, a ten je przyjął. Nikt nie zakwestionował ważności ich ślubowania ani nikt go nie próbował nawet podważać.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”
Mimo to tych dwoje sędziów postanowiło złożyć przysięgę raz jeszcze w nieprzewidzianych prawem okolicznościach. Interpretacja ich decyzji może być w zasadzie tylko jedna - spełnili polityczne oczekiwanie rządzącej koalicji. To politycy z ekipy premiera Donalda Tuska postanowili zrealizować swój plan „B”, by podważyć uprawnienia prezydenta i bez oczekiwania na jego decyzję szybko wprowadzić do Trybunału nowych sędziów. Ale potrzebowali pseudoceremonii, która tworzyłaby pozory legalności tych działań. Gdyby tylko czworo z sędziów ślubowało przed nieobecnym prezydentem, cały plan spaliłby na panewce - faktycznie byłby podkreśleniem braku legalnego objęcia urzędu. Cyrk z powtórnym składaniem przysięgi miał pokazywać, iż prezydent nie jest w tym procesie potrzebny. Bentkowska i Szostek nie mogli się wyłamać, bo popsuliby polityczną akcję dyrygowaną przez Czarzastego. Koalicja rządząca postawiła przed nimi polityczne oczekiwanie, a oni karnie je zrealizowali, wiedząc dokładnie, że jest są częścią planu mającego uderzyć w głowę państwa i eskalować polityczną wojnę w Polsce. Już na samym starcie swojej kadencji - w świetle kamer - wysłali jasny sygnał, iż są sędziami realizującymi zamówienia swoich politycznych dobrodziei, a ekipa Tuska ma u nich nielimitowany abonament na posłuszeństwo.
Paradoksalnie to właśnie ta dwójka najbardziej obnażyła jakość ludzi wybranych do najważniejszego polskiego sądu. Zanim przekroczyli próg Trybunału, złożyli upokarzający hołd uległości wobec rządzącej koalicji.