We wtorek członkowie Ruchu Obrony Granic przybyli do Berlina w miejsce głazu ustawionego w pobliżu niemieckiego parlamentu, który ma upamiętniać polskie ofiary II wojny światowej. Chcieli tam postawić symboliczny krzyż, jednak nie zgodziła się na to niemiecka policja. Doszło do brutalnego ataku na zgromadzonych Polaków. Zaraz po odśpiewaniu Roty członkowie Ruchu Obrony Granic ruszyli z krzyżem w kierunku miejsca pamięci ofiar Niemców w czasie II wojny światowej. W tym momencie niemiecka policja zaatakowała demonstrujących. Funkcjonariusze zaczęli kopać i bić ich pięściami. Część członków ROG trafiło do szpitala.
Ze strony polskich władz państwowych zabrakło jak dotychczas zdecydowanych reakcji na to zdarzenie.
- Gdybyśmy mieli polskiego premiera to już dzisiaj ambasador musiałby się gęsto tłumaczyć z takich wydarzeń. Ta sprawa byłaby na forum międzynarodowym, byłoby wszczęte śledztwo przez polską prokuraturę, bo pozwala na to art. 110 par. 1 Kk. Tymczasem mamy berlińskiego unijczyka, który zajmuje się hodowaniem swoich nienawistników (...) W sytuacji, gdy dochodzi do ataku na Polaków zagranicą, jest coś takiego jak racja stanu i to jest kluczowe - mówił w TV Republika były minister sprawiedliwości, Marcin Warchoł.
Art. 110 par. 1. Kodeksu karnego: Ustawę karną polską stosuje się do cudzoziemca, który popełnił za granicą czyn zabroniony skierowany przeciwko interesom Rzeczypospolitej Polskiej, obywatela polskiego, polskiej osoby prawnej lub polskiej jednostki organizacyjnej niemającej osobowości prawnej oraz do cudzoziemca, który popełnił za granicą przestępstwo o charakterze terrorystycznym.
- Wszyscy to widzieli, kopanie w twarz bezbronnych ludzi, którzy chcieli tylko postawić krzyż, to zachowania nieakceptowalne, które nie powinny mieć miejsca w przestrzeni międzynarodowej, a władze polskie tymczasem szydzą z tego zdarzenia i dlatego nie można tutaj akceptować. My jako klub złożymy w tej sprawie zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa - przekroczenia uprawnień, pobicia, to brutalne zachowanie, nadużycie siły, władzy, wobec bezbronnych ludzi
- dodał Warchoł.